Tag: lokalizacja stron internetowych

8
gru

Zażółć gęślą jaźń Mężny bądź chroń pułk Twój i sześć flag

Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
A czasem był jak piorun jasny, prędki,
A czasem smutny jako pieśń stepowa,
A czasem jako skarga nimfy miętki,
A czasem piękny jak aniołów mowa…
Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.
Strofa być winna taktem, nie wędzidłem.

(Juliusz Słowacki, Beniowski. Poema – fragment)

No właśnie. „Język”, nie „jezyk”. „Giętki”, nie „gietki”. Te wszystkie kropki, kreski, ogonki to elementy najbardziej charakterystyczne dla naszego języka ojczystego. „Ą”, „ę”, „ż”, „ś”, „ź” to znaki diakrytyczne – krytycznie przez nas ostatnimi czasy zaniedbywane. Sami przyznajcie – czy używacie typowych dla języka polskiego liter podczas pisania smsów, e-maili, wypowiedzi na chacie? Według badania ARC Rynek i Opinia w większości przypadków komunikacji tymi kanałami nie korzystamy ze znaków diakrytycznych. Dlaczego tak się dzieje? Jest parę powodów. Najczęściej taka niedbałość jest podyktowana najzwyklejszym wygodnictwem. Pisanie smsa to znacznie szybszy i wygodniejszy proces, gdy pominiemy dodawanie polskich liter diakrytyzowanych. Jeszcze kilka lat temu powodem była też bariera technologiczna. Niektóre z urządzeń mobilnych nie posiadały czcionek wzbogaconych o tego typu litery. Dzisiaj tablety i telefony co raz częściej posiadają charakterystyczne dla różnych języków alfabety. Podczas gdy jesteśmy w stanie zrozumieć i wytłumaczyć pośpiech i brak biegłości technologicznej, to są kwestie, które spędzają nam sen z powiek. Pośród najczęściej wymienianych przez badanych powodów, dla których nie używamy polskich liter diakrytyzowanych jest argument co najmniej przerażający – po prostu nie widzimy potrzeby ich używania.

Jeśli w Internecie niedługo znajdziemy „Pana Tadeusza” bez polskich znaków, to ja się wcale nie zdziwię, ale będzie mi smutno.”

Prof. Jerzy Bralczyk

Nie widzimy potrzeby? Jak to: nie widzimy potrzeby?!

diakrytykiPolski alfabet ma 32 litery i aż dziewięć z nich to litery diakrytyzowane. Najczęściej używaną pośród polskich liter diakrytyzowanych jest litera „ż”. Prawie równie często wykorzystujemy literę „ó”. Niestety nie dbamy o poprawną polszczyznę częściej, niż nam się wydaje! Znaki te pomijane są nie tylko we wspomnianych już wypowiedziach pisemnych, takich jak e-maile, smsy, lecz także w komentarzach pisanych w serwisach społecznościowych, wypowiedziach na blogach internetowych, podczas wypełniania ankiet i korzystania z chatów. Najczęściej pozwalamy sobie na taką dezynwolturę w kontaktach z partnerami, przyjaciółmi i rodziną. Jesteśmy jednak dbali o poprawną pisownię podczas komunikowania się z przełożonymi, czy wykładowcami.

Język polski ciągle ewoluuje. Jednak moim zdaniem nie zawsze są to zmiany na lepsze. Dziś dużym zagrożeniem dla polszczyzny jest skłonność do nieużywania charakterystycznych polskich liter. Im częściej będziemy pisać na przykład esemesy bez znaków diakrytycznych, tym większe prawdopodobieństwo, że „ąści” szybko z naszego języka znikną. Tego bym niezwykle żałował, to byłoby naprawdę duże zubożenie. Uważam, że język polski jest ą-ę i tak powinno zostać. Używajmy polskich znaków za każdym razem, gdy wysyłamy SMS lub e-mail.

prof. Jerzy Bralczyk

Skąd wzięły się znaki diakrytyczne?

Litery diakrytyzowane są charakterystyczne dla języków słowiańskich w których wykorzystuje się alfabet łaciński, czyli m. in. w języku polskim, czeskim, słoweńskim i chorwackim. Pionierem znaków diakrytycznych był już w XIV wieku język czeski, dopiero około dwieście lat później dołączył do niego język polski. Pierwsze zmiany w zapisie w naszym ojczystym języku trafiły na tzw. „złoty wiek” kultury polskiej (w tym drukarstwa). Polscy pisarze i wydawcy podczas forsowania przekształcenia pisma wzorowali się na reformie czeskiego kleryka Jana Husa, który skutecznie zaimplementował w kulturze swojego kraju litery odpowiadające specyficznym dla języka fonemom. Zamiast używania różnych kombinacji liter na oznaczenie typowych dla języka dźwięków zaproponowano znaki diakrytyczne, które znacznie ujednoliciły pismo i znacznie uprościły jego użytkowanie. Autorami pierwszych propozycji reform ortografii polskiej byli Stanisław Zaborowski, Jan Seklucjan, Stanisław Murzynowski i Jan Kochanowski. Najważniejszym podręcznikiem ortografii stał się „Nowy karakter polski (…) y orthographia polska”, opublikowany w 1594 roku przez pisarza, humanistę, i zarazem drukarza i wydawcę, Jana Januszowskiego.

A co z akcentowaniem?

Wiemy już jak istotna jest dla kultury języka dbałość o zapis wszelkich znaków diakrytycznych. Równie ważnym elementem poprawnej polszczyzny jest wymowa. Wiemy, że wyraźne akcentowanie charakterystycznych dla języka głosek jest hiperpoprawne, czyli błędne. Dlatego mówimy bardziej „pisze”, zamiast „piszę”, „robie”, zamiast „robię”, czy „myśle”, zamiast „myślę”. Należy jednak zaznaczyć, że wyraźne akcentowanie „e” (na końcu czasownika, w odniesieniu do pierwszej osoby) w takich przypadkach również jest błędem! Mogłoby się to przyczynić do zatarcia różnicy między pierwszą i trzecią osobą liczby pojedynczej w gramatyce języka. Językoznawcy w tej kwestii zgodnie proponują złoty środek, czyli „nosowe” wypowiadanie końcówek.

Nie jestem przekonany, że dążenie do globalizacji powinno się objawiać rezygnowaniem ze znaków diakrytycznych. Myślę, że zachowanie tych znaków nie tylko nie jest przejawem ksenofobii, ale jest kwestią pewnej konsekwencji i słusznie założonej relacji między tym, co mówimy i co piszemy.

Prof. Jerzy Bralczyk

Błaszczykowski, czy Blaszczykowski? Lodz, czy Łódź?

W czym objawia się dbałość o język polski? Nie ograniczajmy poprawności do lokalnego podwórka. Nasz język jest szczególny na arenie międzynarodowej, nie możemy rezygnować z jego charakteru. Nie dalej jak pół roku temu mieliśmy oglądać emocjonujące mecze na mistrzostwach świata w piłce nożnej. Zwróciliście uwagę na poprawność zapisu nazwisk piłkarzy na koszulkach? We wrześniu bieżącego roku organizowaliśmy w Polsce (nota bene wygrane dla nas) mistrzostwa świata w piłce siatkowej mężczyzn. Mecze rozgrywały się m. in. w Łodzi – musimy przyznać, że poprawny zapis nazwy tego miasta mógł być kłopotliwy dla międzynarodowych transmisji…

Pamiętajmy – nie rezygnujmy z diakrytów. W światowym obiegu nie możemy oczywiście wymagać od wszystkich narodów nauki języka polskiego – międzynarodową komunikację opieramy na bardziej uniwersalnych językach, na przykład na języku angielskim. Pamiętajmy jednak, że język polski jest pełnoprawnym językiem Unii Europejskiej, jednym z sześciu języków, które mają tłumaczenia kabinowe w instytucjach UE. Jeżeli tylko możemy go używać – używajmy go i dbajmy o jego poprawność.

26
lis

Wątpliwości? Sprawdź, na co warto zwracać uwagę.

Z pewnością przeglądasz od czasu do czasu zawartość swojej strony internetowej. Z biegiem lat Twoja firma rozwijała się, a wraz z nią jej wizerunek w sieci. Co raz więcej zakładek, co raz więcej tekstu. Lista ofertowa, to jedna z podstron. Jest chyba największa, bo starasz się dopasować swoje usługi do jak najszerszego grona potencjalnych klientów. Opisy produktów, usług, gwarancje jakości – chcesz, żeby kontrahenci wiedzieli o Tobie i Twoim biznesie jak najwięcej. Zakładka z historią firmy też się rozrasta. Krajowe sukcesy, wzrost zatrudnienia, wygrane przetargi – to wszystko buduje ciekawą opowieść o rozwoju Twojego przedsiębiorstwa. Certyfikaty, wyróżnienia, referencje – z każdym nowym klientem i kursem jest ich więcej i więcej, wszystko to umieszczasz na stronie. „Misje i cele” to może i mniejsza podstrona, ale jedna z bardziej istotnych – wszak podkreśla charakter Twojej działalności. Od niedawna zaczęliście prowadzić branżowego bloga. Wpisy pojawiają się na nim co kilka dni… Oby tak dalej! Do tego dochodzą kontakty z biurami, opis dojazdu, formularze kontaktowe. Jakby nie patrzeć – na Twojej stronie nagromadziło się sporo tekstu…

I nagle postanawiasz rozpocząć międzynarodową karierę. Wiąże się z tym przede wszystkim lokalizacja strony internetowej i tłumaczenie wszystkiego, co jest związane z Twoim biznesem.

Wszystkich, wszyściuteńkich tekstów. Setki stron rozliczeniowych.

Czy na pewno Cię na to stać?

Tak, stać Cię.

Zasada jest prosta, choć na pierwszy rzut oka nielogiczna:

im więcej tekstów tłumaczysz (w jednym biurze tłumaczeń), tym więcej pieniędzy możesz zaoszczędzić.

Już tłumaczymy jak to się dzieje;

Przede wszystkim należą się ukłony dla tak zwanych systemów pamięci tłumaczeniowej. Wszystkie teksty, które klient przesyła do biura tłumaczeń są przechowywane w specjalnym, dedykowanym mu repozytorium. Nowe zlecenia porównywane są z bazą, którą stworzono poprzez wcześniejsze tłumaczenia. Jeśli nowy materiał tematycznie i merytorycznie odnosi się w jakiś sposób do poprzedniego, posiada podobne słownictwo albo formułę, zestawiany jest on z zasobami wcześniej przetłumaczonych tekstów. W ten sposób wszystkie podobne do siebie lub powtarzające się tłumaczenia słów lub fraz mogą być w większym lub mniejszym stopniu wykorzystane ponownie w najnowszym materiale. Tego typu segmenty rozliczane są znacznie taniej, niż „nowe” słowa. Im bogatsza jest pamięć tłumaczeniowa, tym mniej kosztowne stają się kolejne tłumaczenia. W trakcie lokalizacji i przetwarzania materiału rzetelni tłumacze przygotowują słowniki pojęć, glosariusze i ujednolicają dokumenty w tym zakresie. Tworzą tym samym zbiór często powtarzających się elementów, aby później łatwiej im było korzystać z gotowych materiałów.

Zastanów się, ile powtarzających się fraz jest na Twojej stronie internetowej: nazwy projektów, produktów, opisy, charakterystyka – prawda, że wszystko jest do siebie podobne? Przyjrzyj się temu, sam będziesz zaskoczony!

Odnosi się to nie tylko do lokalizacji strony internetowej. Pamiętaj, że chcąc wejść na zagraniczne rynki musisz przetłumaczyć o wiele więcej. Opisy na opakowaniach produktów, instrukcje obsługi, książeczki gwarancyjne, umowy sprzedaży, charakterystyki usług, umowy o współpracy, opisy techniczne…

Nie daj się zakopać w stosie tekstów.

Oczywiście nie wszystko jest takie proste. Przy dużej ilości danych, nie trudno o bałagan i chaos. Zanim zdecydujesz się na długotrwałą współpracę z biurem Tłumaczeń upewnij się, że biuro to wdrożyło inteligentny i nowoczesny system przechowywania i zarządzania treścią.

Po czym poznasz profesjonalne praktyki zarządzania archiwami? Wszelkie materiały, które zostały przetłumaczone muszą mieć format (oczywiście cyfrowy), który umożliwi szybką i łatwą aktualizację. Każdy rodzaj zlokalizowanego materiału, bez względu na to, czy jest on notatką, arkuszem kalkulacyjnym materiałem video, audio, czy też zwykłym dokumentem tekstowym musi być łatwo dostępny w każdej chwili. W profesjonalnym biurze tłumaczeń masz bowiem prawo do wglądu do Twojego archiwum, za każdym razem, gdy tego chcesz.

Pamiętaj, że równie ważne jest bezpieczeństwo Twoich danych. W dzisiejszych czasach niezbędne jest stosowanie nowoczesnych rozwiązań i zabezpieczeń informatycznych do ochrony każdego archiwum, w tym archiwum tłumaczeń. Świadectwo pracowników odpowiednio przeszkolonych w zakresie bezpieczeństwa i przechowywania dokumentów, oraz klauzula poufności, którą wszyscy pracownicy profesjonalnego biura tłumaczeń formalnie zobligowani są przestrzegać, mogą świadczyć o rzetelności i wiarygodności biura.

 

Jak sam możesz wpłynąć na koszt tłumaczenia?

Żeby ułatwić pracę tłumaczom i tym samym znacznie obniżyć koszt zlecenia wystarczy, że odpowiednio przygotujesz swoje materiały. Przede wszystkim ważne jest, żeby przedstawić tłumaczom wszystkie pliki źródłowe w najbardziej optymalnej wersji. Co to oznacza? Wszystkie elementy graficzne, ilustracje, rzuty i oczywiście teksty powinny stanowić rozdzielne, odrębne pliki o standardowych formatach. Faktem jest, że dla Biura Tłumaczeń TRANSLAX nawet najbardziej nietypowe formaty nie sprawiają problemu – dysponujemy wszystkimi narzędziami umożliwiającymi edycję większości obecnie używanych rozszerzeń plików. Nie ukrywamy jednak, że najszybciej lokalizuje się pliki w formatach Java i XML.

Przed wysłaniem zestawu plików należy się upewnić, czy wszystkie wchodzące w jego skład dokumenty mają zostać przetłumaczone. Nierzadko jest tak, że w pośpiechu wysyła się folder, w którym znajdują się zbędne, przypadkowe pliki, które zupełnie bezsensownie zwiększają koszty pracy tłumacza. Należy również zadbać o to, by same nazwy plików i struktura katalogów były spójne, by umożliwić szybką i sprawną pracę tłumacza w zakresie wszystkich materiałów źródłowych.

Jeśli chcesz zaoszczędzić, odpowiednio wcześniej zaplanuj wszelkie prace lokalizacyjne. Trzeba liczyć się z faktem, że skrócenie czasu na wykonanie tłumaczenia może zwiększyć jego koszty – tak zwane tłumaczenia ekspresowe wymagają większego nakładu pracy.

Jeśli chcesz usprawnić pracę tłumaczy, możesz również samemu przeanalizować tekst pod względem występowania akronimów i idiomów. Sporządź listę z objaśnieniem tych słów i wyrażeń – nie pozostawi to żadnych wątpliwości tłumaczowi, który nie będzie musiał kontaktować się z Tobą za każdym razem, gdy na któreś z nich natrafi. Jeśli chcesz zaoszczędzić pracy tłumaczom skomponuj również listę wymagań odnośnie stylu, słownictwa, charakteru tekstu, który ma zostać przetłumaczony. Wskazówki te pozwolą uniknąć błędów i mogą uprzedzić pytania lingwistów odnośnie Twoich oczekiwań.

Wycena już w 15 minut!

Nasze Biuro Tłumaczeń gwarantuje wycenę Twojego zlecenia już w kwadrans! Wystarczy, że choćby teraz podeślesz nam swoje materiały źródłowe. Sprawdź nas, to nic nie kosztuje. Daj się zaskoczyć naszymi cenami: tłumaczenia z języków angielskiego, niemieckiego, rosyjskiego na j. polski to około 34 zł netto!

19
lis

Najprzyjemniejsza strona języka japońskiego

Ale nie uciekajcie w popłochu, nie będzie karkołomnego kursu języka japońskiego. Będzie łatwo i przyjemnie! Chcemy napisać o sushi.

To popularne ostatnio w Europie jedzenie pochodzi (wbrew pozorom) z Chin. Nare – zushi, bo tak się nazywała jego pierwotna wersja, to sposób konserwowania ryb przy pomocy słonego ryżu –dzięki niemu mięso po kilku dniach fermentowało – stąd nare, które oznacza „dojrzałe”. Ryż nie był wówczas zjadany, a mięso nadawało się do spożycia nawet przez rok. W ciągu kilku stuleci moda na nare – zushi rozpowszechniła się w całej wschodniej części Azji.

Wiemy, że pierwsze udokumentowane wzmianki o późniejszej formie sushi, czyli seisei – sushi pochodzą z VIII wieku z Japonii. Prawdopodobnie było ono wynikiem transformacji nare – zushi. Japończycy po prostu byli niecierpliwi – zaczęli zjadać mięso jeszcze przed tym, jak zaczęło fermentować. Ponoć z oszczędności zaczęli jeść również ryż. Z czasem kultura Japonii wypromowała haya-sushi – czyli połączenie nie tylko ryb i ryżu, ale też i warzyw, octu, owoców morza, suszonych składników.

Sushi, które znamy dzisiaj wyewoluowało stosunkowo niedawno, bo w XIX wieku w Tokio. Wciąż spieszący się Japończycy nie mieli czasu na przygotowywanie własnych posiłków – na ulicach zaczęły pojawiać się stragany z jedzeniem na wynos. Wtedy pojawiło się m. in. nigiri-sushi, czyli kluska ulepiona z ryżu z kawałkiem ryby na wierzchu.

Anegdotą do dzisiaj jest to, że klienci straganów z sushi wycierali po jedzeniu ręce w kurtynę zawieszoną nad takim straganem. Im brudniejszy był jej materiał, tym lepiej świadczył o jedzeniu, które się tam serwuje. Brudny materiał był wyznacznikiem popularności.

Nie będziemy Was nudzić już historią. Pora na słówka – czy wiecie, że znane Wam nazwy elementów sushi, jak np. Nigiri, Futomaki albo Chirasushi mają dosłowne znaczenie? Pora przyswoić sobie trochę ciekawego słownictwa, by później zabłysnąć na obiedzie ze znajomymi:

Nigirizushi 握り寿司 – czyli Sushi formowane ręką. Jest to najpopularniejszy rodzaj sushi. Jak już wcześniej wspomnieliśmy, jest to kulka ryżu z plastrem rybiego mięsa. Czasami można spotkać nigiri oplecione paskiem wodorostu nori.

Gunkanmaki 軍艦巻 – w dosłownym tłumaczeniu zwój łodzi bojowej – podobnie jak w przypadku nigiri, jest to kulka ryżu, jest ona jednak owinięta w wodorosty nori w taki sposób, że tworzy łódeczkę. Góra przykryta jest drobnymi składnikami jak na przykład ikra łososia.

Temarizushi 手まり寿司 – czyli po prostu kulka sushi. Jest to najzwyklejsza kulka ryżu ugnieciona z kawałkami ryby.

Makizushi 巻寿司 – zwijane sushi albo Makimono 巻物 – różne zwoje , przygotowuje się poprzez zwinięcie szerokiego kawałka wodorostu wraz z rybą i warzywami. Utworzony wałek kroi się na węższe, lub cieńsze elementy, które zależnie od ich szerokości nazywamy Futomaki 太巻 – grube zwoje, Hosomaki 細巻 – cienkie zwoje.

By rozróżnić nadzienie makizushi wyróżniamy:

Kappamaki 河童巻 – w dosłownym tłumaczeniu zwój z ogórkiem (zazwyczaj hosomaki z ogórkiem)

Tekkamaki 鉄火巻 czyli po prostuzwoje z kasyna (hosomaki z surowym tuńczykiem; z japońskiego tekkaba, to kasyno). W kasynach, gdzie podawano sushi gracze chcieli unikać lepiących się od ryżu rąk – specjalnie dla nich zaczęto wykorzystywać nori do zwijania składników w zgrabne, niebrudzące rolki – stąd nazwa.

Temaki 手巻 – czyli ręczne zwoje sushi to wodorost nori formowany w kształt stożka wypełniany jest różnymi składnikami. Temaki można jeść palcami, ponieważ ten rodzaj sushi nie jest odpowiednio wyważony do użycia pałeczek.

Uramaki 裏巻 sushi rolowane na odwrót – rolka sushi podobna do makizushi, z tą różnicą, że ryż znajduje się na zewnątrz wodorostu. Ponoć uramaki zostały stworzone specjalnie dla zachodnich turystów, którzy nie tolerowali smaku i konsystencji nori. Japończycy sprytnie schowali wodorost pod warstwę ryżu i przechytrzyli turystów.

Oshizushi 押し寿司 – zduszone sushi, czyli specjalność regionu Kansai w Japonii. Jest to sushi o formie prostopadłościanu uzyskanej przez ściskanie warstw warzyw, ryb i ryżu w drewnianej formie o nazwie Oshibako.

Inarizushi 稲荷寿司 , czyli mówiąc prościej: wypchane sushi. Ze spieczonego tofu, albo cienkiego omleta tworzy się „torebkę” w którą po prostu wpycha się nadzienie z ryb i warzyw.

Chirashizushi ちらし寿司, co oznacza rozdrobnione sushi – to nic innego, jak miska z ryżem z dodatkiem warzyw i ryby. Zależnie od regionu Japonii wariacje dotyczące składu chirashizushi mogą się zmieniać.

Czego mamy się spodziewać przy stole zastawionym sushi?

Elementem nieodzownym są pałeczki, czyli 箸hashi – w wersji eleganckiej będą to zrobione z drewna (lub też bambusa, porcelany, plastiku, drewna, kości) wyszlifowane i ozdobione drążki. W wersji bardziej ekonomicznej – jednorazowe, bambusowe waribashi 割箸.

Przy stole konieczna jest podstawka do pałeczek zwana Hasioki lub hashi-oki, na którą bezwzględnie trzeba odkładać pałeczki, gdy skończy się jeść sushi.Swoją drogą, to z tej nazwy na pewno śmieją się teraz Ślązacy… 😉

Na koniec czujemy się w obowiązku również przypomnieć, czego nie wypada robić przy japońskim stole. Z tego, co wyczytaliśmy, granicą tabu są właśnie pałeczki. Praktycznie wszystkie najgorsze i najbardziej bulwersujące faux-pas możemy popełnić przy pomocy hashi. Japończycy mają kulturowo rozwiniętą wrażliwość na gesty i zachowanie innych osób. Oni sami najczęściej komunikują swoje emocje nie poprzez słowa, ale czyny – dla nich pozornie nieważne skinienie nasycone jest klarowna i zrozumiałą treścią.

Żeby nie było tak łatwo, tutaj również zaserwujemy Wam parę nowych słówek:

utsushi-bashi – podawanie jedzenia innym osobom za pomocą pałeczek

neburi-bashi – oblizywanie pałeczek

hotoke-bashi – wbijanie pałeczek w miseczkę ryżu (w Japonii oznacza to ofiarowanie jedzenia przodkom)

mayoi-bashi – machanie pałeczkami nad daniem podczas zastanawiania się, co wybrać

kaki-bashi – trzymanie miski przy ustach i wyjadanie pałeczkami resztek dania

saguri-bashi – mieszanie zupy pałeczkami

choku-bashi – nakładanie jedzenia ze wspólnej miski własnymi pałeczkami, zamiast pałeczkami do podawania jedzenia

tsuki-bashi – czyli nabijanie jedzenia na pałeczkę

mochi-bashi – trzymanie miseczki i pałeczek w jednej ręce

namida-bashi – trzymanie kawałka potrawy w taki sposób, że ścieka z niej sos

Japonia to kraj, w którym dbałość o kulturowe dziedzictwo przejawia się w praktycznie każdej sferze życia – począwszy od codziennych zajęć, aż po wielkie uroczystości. Posiłki traktowane są tam z ogromnym pietyzmem, a gotowanie to nieomal magiczny rytuał. Szanujmy to za każdym razem, gdy jemy sushi – nawet w pobliskiej domu galerii handlowej. Kto wie, czy gdyby nie ta dbałość o dorobek kulturowy mielibyśmy nadal możliwość skosztowania czegoś tak pysznego, jak sushi?

www.sushi-online.pl

www.wikipedia.pl

5
lis

Czy język określa świadomość, czy świadomość określa język?

„To jest mój wujek” – właśnie tak przedstawilibyśmy na przykład brata matki lub ojca. Niegdyś w języku polskim w potocznym użyciu funkcjonowało rozróżnienie na wujka (brata matki) i stryjka (brata ojca), zaś żonę brata matki nazywano wujną lub wujenką, a żonę brata ojca — stryjenką. To był niezły misz-masz! Nowoczesność na szczęście uprościła nam nieco sytuację. Mieszkańcy Chin natomiast, którzy chcą mówić poprawnie, nadal są zobowiązani do komunikowania się na bardziej fundamentalnym poziomie. Język mandaryński nakazuje uściślać, czy wujek jest ze strony matki, lub ojca, czy jest to krewny, powinowaty, a jeśli jest to brat ojca, to nawet czy jest od niego starszy, czy młodszy.

Czy różnice te ograniczają się do zwykłej gramatyki? Sposób mówienia i myślenia o czasie wpływa na skłonność do pewnych konkretnych zachowań, jak donoszą najnowsze badania.

Prawo relatywizmu językowego

Prawo relatywizmu językowego, czyli teoria lingwistyczna, która zakłada, że używany przez człowieka język wpływa w mniejszym, lub większym stopniu na jego sposób myślenia. Wedle tej teorii różnice między językami sięgają również semantyki, czyli tego, co w językach wyrażane. Potocznie nazywa się ją hipotezą Sapira-Whorfa od nazwisk jej twórców, językoznawców: Edwarta Sapira i Benjamina Lee Whorfa. Sapir doszedł do wniosku, że wszystko to, co składa się na język – czyli słownictwo, poziom narracji i gramatyka – zmuszają osoby nimi mówiące do widzenia świata w specyficzny sposób. Różnorodność kultur rodzi rozmaitość języków, a język może być przewodnikiem po kulturze.

Ale czym to się je?

Autorka badań nad językiem, Lera Boroditsky, wykonała szereg testów, które w pewnym sensie potwierdzają teorię, że język, którym się posługujemy, wpływa na percepcję otaczającego nas świata. Różnice w postrzeganiu rzeczywistości i w języku, którego używamy jako ojczystego można wykazać już w tak podstawowych kwestiach, jak na przykład postrzeganie czasu i… zdolność oszczędzania pieniędzy. W języku polskim funkcjonują różne struktury gramatyczne w odniesieniu do różnych czasów: „wczoraj wiało”, „dzisiaj wieje”, czy „jutro będzie wiało”. W języku Chińskim w potocznym tłumaczeniu można wykazać, że podobnych struktur nie ma. Można powiedzieć zarówno „wiać jutro”, jak i „wiać wczoraj”. Ekonomista behawioralny Keith Chen zbadał i potwierdził tę intrygującą tezę. Omawiając przyszłość albo jakieś wydarzenie w przyszłości, języki, które wyraźnie odgraniczają czas przyszły, jako odrębną formę gramatyczną, oddzielają ją od teraźniejszości i traktują w dogłębnie innej kategorii. Gdy traktuje się przyszłość jako coś odległego i różnego od teraźniejszości, oszczędzanie stanie się trudniejsze. Z drugiej strony, w języku „bez” czasu przyszłego jego użytkownicy mają podobne podejście do teraźniejszości i przyszłości, co znacznie ułatwia im oszczędzanie.

Odmienność w postrzeganiu kierunków i relatywizmie stron również może być uwarunkowana językiem. Plemię aborygenów australijskich – Pormpuraaw – jeśli odnosi się do jakiegoś obiektu, nie lokalizuje go na „lewo”, lub „prawo”, ale raczej na „północ”, lub „południe”. Ci rdzenni mieszkańcy Australii nie tylko wiedzą instynktownie, gdzie są poszczególne kierunki świata, ale i również organizują i układają swój dobytek w kierunku od wschodu do zachodu.

Podejście do odpowiedzialności jest bardzo wyraźnym przykładem na to, jak bardzo język wpływa na percepcję rzeczywistości. W języku angielskim często spotykamy się ze stwierdzeniem „somebody broke a glass”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „ktoś stłukł szklankę”. Anglicy automatycznie obarczają kogoś konkretnego winą, podczas gdy w języku polskim najczęściej mówimy „stłukło się”, rozmywając tym samym odpowiedzialność. Podobnie rozluźnione podejście do winy wykazuje język japoński, czy hiszpański. Badania pokazują, że to właśnie respondenci o angielskich korzeniach częściej zapamiętywali, kto dokonał szkód na pokazywanym im filmie, niż Japończycy i Hiszpanie.

Ludzka zdolność do rozróżniania kolorów również w pewnym sensie może być uwarunkowana językowo. Najlepszym przykładem na to jest grupa etniczna posługująca się językiem Zuni. W języku tym nie funkcjonuje rozróżnienie koloru żółtego i pomarańczowego, określa się je tym samym słowem. W rzeczy samej, plemię to ma faktyczne problemy z rozgraniczeniem tych kolorów od siebie. Rosjanie z kolei mają oddzielne słowa na jasnoniebieski (goluboy) i ciemnoniebieski (siniy). Według badania z 2007 roku użytkownicy rosyjskiego zauważają więcej niuansów i odcieni koloru niebieskiego, niż na przykład Anglicy.

A co na to tłumacze?

Zgodnie z teorią Sapira – Whorfa, nie jest możliwe przełożenie wyrażeń jednego języka na drugi bez utraty treści. W skrajnej odsłonie teorii można stwierdzić nawet, języki są nieprzekładalne. Świat kreowany przez użytkowników danego języka działa i istnieje tylko i wyłącznie właśnie w tym języku. Struktury jezykowe warunkuja postrzeganie, klasyfikowanie, sposoby ujmowania rzeczywistosci przez człowieka, wpływaja na jego stan swiadomosci i cechy myslenia o rzeczywistosci. W konsekwencji w samym jezyku zawiera sie do pewnego stopnia obraz swiata. Jako przykład relatywizmu językowego podaje się, za Whorfem na przykład brak słowa „kac” w języku włoskim czy np. capuccino w polskim. Język w niektórych odsłonach nie jest, jak widzimy, uniwersalnym systemem obejmującym wszystkich mówiących językiem naturalnym. Istnieją przecież gwary, socjolekty, regiolekty, żargony zawodowe, środowiskowe itd. W skrajnych interpretacjach dochodzi do tworzenia pojęcia „idiolektu”, czyli takiej odmiany języka, która jest charakterystyczna dla jednostki. Ludzie zaangażowani w rozmaite grupy zawodowe, rodzinne, koleżeńskie, wiekowe czy regionalne, mający takie czy inne wykształcenie mówią odmiennymi językami niż inni. Odmiana języka związana jest z grupą, która się danym językiem posługuje.

Teoria Sapira-Whorfa ulega jednak nieco pod naciskiem nawet potocznych obserwacji. Wszyscy wiemy, że języki są wzajemnie przetłumaczalne i możliwa jest koordynacja działań ludzi mówiących różnymi językami. Niemniej przekład może wymagać dogłębnej znajomości kultury danego społeczeństwa. Musimy również zauważyć, że wszystkie języki maja pewne wspólne cechy, umożliwiające ich tłumaczenie i porozumiewanie się. Są nimi tak zwane powszechniki kulturowe, uniwersalia językowe. Języki podlegają ciągłym przemianom z uwagi na zmiany społeczne, kontakty z obcymi kulturami i postęp cywilizacyjny, co w pewnym stopniu prowadzi do zacierania się między nimi pewnych granic, choć może nie wpływać tym samym równie wyraźnie na fonetykę, gramatykę i zabarwienie obrazowo-emocjonalne.

Biuro Tłumaczeń TRANSLAX doskonale wie, jak wiele jeszcze jest do zbadania w zakresie lingwistyki. Wciąż ewoluujące języki, społeczne uwarunkowania zmian, globalizacja – to wszystko przysparza badaczom co raz większej ilości teorii do zweryfikowania. Nie chcemy oceniać trafności teorii relatywizmu językowego. Analizy tych praw zostawiamy specjalistom – my zaś wracamy do tego, co robimy najlepiej – do tłumaczenia Waszych tekstów! 😉

Referencje:

http://online.wsj.com/news/articles/SB10001424052748703467304575383131592767868?mg=reno64-wsj&url=http%3A%2F%2Fonline.wsj.com%2Farticle%2FSB10001424052748703467304575383131592767868.html

http://www.jkn.uw.edu.pl/prace/jezykoznawstwo%20postmodernistyczne.htm

http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/j.1467-1770.1982.tb00973.x/abstract

http://psych.stanford.edu/~lera/papers/sci-am-2011.pdf

 

3
lis

Rozejrzyj się wokół

Nie jest ważne, czy jesteś w biurze, w domu, w restauracji. Ile widzisz wokół siebie urządzeń mobilnych? Ile razy dziennie z nich korzystasz? Na pewno posiadasz telefon komórkowy, z dużym prawdopodobieństwem możemy przypuszczać, że jest to smartfon. Masz tablet? To urządzenie również zyskuje na popularności – powszechność tabletów zaczyna dorównywać popularności komputerów osobistych. W związku z tym rozwija się także i rynek usług, zarówno zintegrowanych z systemem operacyjnym, jak i niezależnych, takich jak serwisy internetowe w wersjach na urządzenia przenośne.

Gdy chcesz rozwijać swoją firmę musisz zwracać uwagę nie tylko na poszczególne aspekty swojej pracy, ale również na jej wizerunek i powszechność. Internet, a przede wszystkim nośność aplikacji mobilnych i stron internetowych dają Ci możliwości dotarcia z informacją o Twoim przedsiębiorstwie do nawet najodleglejszych zakątków świata. Główni dostawcy aplikacji, Google Play oraz Apple’s App Store to rynek kilku milionów programów użytkowych. Nie ukrywajmy – to ogromna, międzynarodowa konkurencja. Wiemy jednak co możesz zrobić, by zaistnieć i na tej płaszczyźnie.

Strony internetowe i aplikacje mobilne to najlepsza i najbardziej rozpowszechniana wizytówka firmy. Dzięki nim klient może zapoznać się z ofertą i profilem przedsiębiorstwa, niejednokrotnie jest to jego pierwszy kontakt z marką. Pierwsze wrażenie może być w tej sytuacji decydujące – ktoś, kto zrazi się do Twojego wizerunku zaraz na początku, nie będzie ponownie narażał się na nieprzyjemności. Dlatego zawsze podkreślamy jak ważna jest profesjonalna lokalizacja, zwłaszcza tych najpopularniejszych nośników informacji o przedsiębiorstwie. Świat urządzeń mobilnych zmienia się w zastraszająco szybkim tempie. Im więcej wersji językowych posiada Twoja strona, lub aplikacja, tym lepiej. Im szybciej reaguje na potrzeby rynku, tym więcej wejść i pobrań może uzyskać. Już podczas tworzenia aplikacji, czy strony internetowej, można je równolegle tłumaczyć – jest to najprawdopodobniej najlepsza i najszybsza opcja. Już chwilę po premierze w sieci, produkt będzie mógł dotrzeć do zagranicznych odbiorców.

Intuicyjna i poprzedzająca jakiekolwiek działanie funkcja zmiany języka jest sygnałem dla użytkownika i potencjalnego klienta, że wychodzisz naprzeciw jego oczekiwaniom. Właśnie w ten sposób zaczyna się budować dobre wrażenie rzetelnego i profesjonalnego biznesmena.

Nie tylko językiem angielskim człowiek żyje…

Faktem jest, że język angielski jest dominującym językiem w handlu międzynarodowym. Jest on też najczęściej nauczanym językiem obcym na świecie i prawdopodobnie w najbliższym dziesięcioleciu osiągnie rekordową liczbę dwóch miliardów uczniów. Niestety lokalizacja stron internetowych i aplikacji mobilnych nie może ograniczać się do języka angielskiego. Musimy mieć świadomość, że nie każdy klient mówi po angielsku. Co więcej – przy zapoznawaniu się z ofertą sprzedażową we własnym, ojczystym kraju, niektórzy nawet nie chcą mieć kontaktu z obcym językiem. Najlepiej tę zależność opisuje cytat:

„Jeśli sprzedaję coś tobie, to mówię w twoim języku, aber wenn du mir etwas verkaufst, dann muβt du Deutsch sprechen (ale jeśli chcesz coś mi sprzedać, musisz mówić po niemiecku).

Willi Brandt, kanclerz Niemiec

Ponadto, biegła znajomość języka angielskiego jest dzisiaj postrzegana w środowisku biznesowym jako standardowa umiejętność – na równi z obsługą komputera. Tłumaczenie naszych materiałów wyłącznie na język angielski nie jest dużym atutem i nie przyczynia się do szczególnego rozwoju firmy. Lokalizacja aplikacji i stron internetowych na języki azjatyckie otwiera nam drogę do nieomal połowy użytkowników Internetu. Według ostatnich badań rynku największa ilość użytkowników urządzeń mobilnych to Chińczycy – jest ich prawie czterokrotnie więcej, niż będących na trzecim miejscu w rankingu mieszkańców Stanów Zjednoczonych. W czołówce znalazły się jeszcze Indie, Brazylia i Rosja. Nie trudno zauważyć, że językiem angielskim jako ojczystym posługuje się wyłącznie jeden z tych krajów – warto przy tym wspomnieć, że Stany Zjednoczone zamieszkuje ponad 25 milionów hiszpańskojęzycznych obywateli. Widać teraz, jak bardzo mylne jest myślenie, że wyłącznie język angielski jest kluczem do sukcesu na międzynarodowym rynku.

Budowanie więzi z marką dla zagranicznych użytkowników jest trudne. Każde miejsce na świecie ma swoje preferencje, oczekiwania i zasady. Jeśli użytkownik urządzenia mobilnego nie rozumie aplikacji, lub strony internetowej – najzwyczajniej w świecie nie pobierze jej i nie będzie z niej korzystał.

Proste rozwiązania należą do najbardziej skutecznych

Prawidłowe i profesjonalne tłumaczenie aplikacji i strony internetowej to podstawowy krok do wkroczenia na rynek międzynarodowy. Ostatnie badania przeprowadzone przez App Magazine pokazują, że ukierunkowanie aplikacji na kraje nieanglojęzyczne takie jak Francja, Włochy, Japonia, Chiny i Rosja zwiększają ilość pobrań o 767%. Jak widać, podstawowy krok nie musi być w efekcie krokiem najmniejszym!

Lokalizacja aplikacji mobilnych to nie tylko zwykłe tłumaczenie. Za pewne wiecie już, że jest to dostosowanie do odbiorcy lokalnego zarówno tekstu, jak i grafik, dat, zdjęć, a nawet kolorów! W swej istocie, lokalizacja jest przede wszystkim tłumaczeniem z uwzględnieniem i zrozumieniem różnic. Najlepszym sposobem na zapewnienie wysokiej jakości lokalizacji jest wynajęcie wykwalifikowanego w danym zakresie tłumacza, który w danym języku komunikuje się na co dzień. Do prawidłowej lokalizacji aplikacji i stron internetowych potrzebna jest szeroka wiedza na temat kultury danego kraju. Gruntowne badania niuansów kulturowych przez inżynierów lokalizacji pomagają im dobrać odpowiednie kolory, a nawet układ strony, dla danej narodowości. Przykładowo Grecy i Japończycy wykazują większe zainteresowanie treścią, gdy jest ona przeplatana dużą ilością zdjęć, przy czym Skandynawowie preferują teksty bez obrazków. Już same kolory mają często istotne znaczenie: w Indiach minimalistyczny wystrój strony internetowej, z dużą ilością białego koloru może się nie przyjąć, ze względu na silne konotacje tego koloru ze śmiercią.

Lokalizacja, a wizerunek

Zachowanie spójnego wizerunku podczas lokalizacji aplikacji mobilnych jest z pewnością niełatwym do osiągnięcia priorytetem. Podczas, gdy forma strony, jej kolorystyka, treści ulegają przemianom związanym z wymaganiami odbiorców na całym świecie nietrudno wpaść w pułapkę. Lokalizacja narzędzi mobilnych to praca, którą polecamy pozostawić profesjonalistom. Inżynierowie lokalizacyjni pomogą odnaleźć się Twojej firmie pośród preferencji zagranicznych klientów zachowując tym samym jej unikalny charakter. Należy wówczas wyraźnie określić najistotniejsze atrybuty marki, które pozostaną niezmienione. Ponadto w treści strony i aplikacji warto wyodrębnić te frazy i słowa kluczowe, które są niezbędne do przekazania wiadomości związanej z marką i jej usługami, by całą mniej istotną na pozór resztę dostosować w procesie lokalizacji.

Zagubiony?

Nie przejmuj się, lokalizacja to naprawdę nic strasznego – przynajmniej dla Biura Tłumaczeń TRANSLAX. Służymy pomocą – wyślij nam swoje materiały źródłowe przez formularz kontaktowy, a my już w 15 minut bezpłatnie wycenimy Twoją lokalizację i pomożemy Ci zrobić pierwszy, duży krok na międzynarodowy rynek!

30
paź

Złapać na gorącym uczynku…

Strony internetowe, reklamy telewizyjne, papierowe ulotki, audycje radiowe – wszystkie te media atakują nas z każdej strony informacją o najlepszych rozwiązaniach naszych problemów. Przedsiębiorstwa produkcyjne i usługowe zapewniają nas o najwyższej jakości swoich produktów, najlepszych specjalistach wykonujących u nich pracę, o wieloletnim doświadczeniu w branży i do tego również o najniższych cenach wykonawstwa. Biura tłumaczeń nie są pod tym względem wyjątkami. Należą one jednak do grupy usługodawców, których niewywiązanie się z umowy może nie być widoczne na pierwszy rzut oka i zarazem też trudne do udowodnienia.

Czytaj więcej

27
paź

Wyobraź sobie…

Wyobraź sobie, że jesteś właścicielem dobrze prosperującego przedsiębiorstwa. Na rynku krajowym Twoja firma jest dosyć znacząca – Wasze produkty i usługi cieszą się dużym zainteresowaniem. Macie opinię solidnych i rzetelnych. Wszystko idzie zgodnie z planem. Zatrudniasz wielu wykształconych i doświadczonych ludzi, którzy znają zarówno specyfikę Waszej branży, jak i wiele języków. Postanowiłeś wkroczyć na międzynarodowy rynek i wiesz, że jedną z pierwszych rzeczy, które musisz zrobić, to tłumaczenie materiałów związanych z firmą i jej działalnością. Czy zlecasz swoim pracownikom lokalizację tych materiałów?

Czytaj więcej

24
paź

O tym, jak korektor i tłumacz w jednym stali domu…

Wtorek, okolice godziny 9 rano. Za oknem jesienny krajobraz – kolorowe liście leniwie spadają z drzew, październikowe słońce nieśmiało zagląda do okien gabinetu Korektora. Na dębowym biurku leży schludna ryza papieru – to tekst, który zleciłeś, świeżo przetłumaczony przez nowego tłumacza. Za chwilę Korektor skończy robić sobie kawę i podejdzie do swojego stanowiska. Za chwilę Korektor zacznie czytać ten tekst. Jeszcze o tym nie wiesz, ale za chwilę zdenerwowany sięgnie po telefon, zadzwoni do Ciebie i powie, że tłumaczenie jest beznadziejne, bez dalszych wyjaśnień. Tłumacz twierdzi jednak, że dołożył wszelkich starań, by przełożony tekst był najwyższej jakości. Co robisz w takiej sytuacji?

Czytaj więcej

21
paź

„Multikulti”

„Multikulti” – nawet krótka wycieczka za granicę naszego kraju konfrontuje nas z czymś, co jest dla nas obce i nierzadko niezrozumiałe. Inny język, klimat, jedzenie, ale przede wszystkim – inna kultura i różni od nas ludzie. Mimo, że każdy człowiek jest de facto inny, to można pośród zachowań i sposobów bycia wyróżnić wspólny mianownik dla danych narodowości. Przykładowo: łatwiej znaleźć nam cechy wspólne dwóch przypadkowych Niemców, niż losowo wybranych mieszkańców Ameryki Południowej i Japonii. Czy w międzynarodowych relacjach biznesowych spotykasz zachowania i sytuacje, które wydają Ci się dziwne i niezrozumiałe? Pewnie wpadłeś we właśnie taką kulturową przepaść, z której trudno wygrzebać się bez odpowiedniej wiedzy.

Czytaj więcej

6
paź

Dobrze i szybko, bo szybko i dobrze

DOBRZE I SZYBKO, BO SZYBKO I DOBRZE

„Na wczoraj!” – czy znasz ten zwrot? W ustach przełożonego, zleceniodawcy, czy pedagoga wywołuje on co najmniej gęsią skórkę. Działanie pod presją czasu to proces doskonale znany w każdej branży. Pośpiesznie i tym samym nierzadko chaotycznie wykonując polecenie często popełnia się błędy. Jak pogodzić najwyższą jakość pracy z optymalnie krótkim jej czasem? Czy w branży tłumaczeniowej taki kompromis w ogóle jest możliwy?

Czytaj więcej