Biuro tłumaczeń translax – tłumaczenia dla firm
Interaktywne media cyfrowe są szczególnym kanałem komunikacji XXI wieku. Są one znamienitą wypadkową współczesnej kultury i postępu technologicznego – umożliwiają wielokanałową komunikację i aktywność medialną w praktycznie każdej ze sfer życia – także reklamy. Filmy promocyjne, programy instruktażowe, aplikacje reklamowe, to wszystko bardzo atrakcyjne sposoby promocji przedsiębiorstwa na arenie międzynarodowej. Dedykując film zagranicznemu odbiorcy musimy mieć jednak pewność, że tłumaczenie treści jest bez skazy. Błędy w przekładzie mogą nie tylko utrudnić zrozumienie materiału, ale również wprowadzić w błąd jego adresata.
„Jeden mały przecinek, a tyle z nim problemów… Można by sobie go darować.” Pewnie nie raz ta formułka przeszła Wam przez myśl. Jednak ten mały, skromny przecineczek ma ogromne znaczenie. Niekiedy może nawet wypaczyć sens całego zdania! W poniższym artykule postaramy się stworzyć dla Was przystępne kompendium wiedzy zawierające zasady stosowania przecinka w języku polskim, do którego będziecie mogli sięgnąć w razie wątpliwości związanych z tym problematycznym znakiem interpunkcyjnym.
Funkcje przecinka
W języku polskim stosowanie przecinków związane jest głównie z budową zdania. Przecinek służy do rozdzielania wyrazów i grup wyrazowych w celu uczynienia zdania bardziej zrozumiałym. Te znaki interpunkcyjne często dostarczają również dodatkowych informacji. Niekiedy przecinek może też odzwierciedlać mowę – odpowiada wówczas pauzie.
Zasady stosowania przecinka:
Przecinek stawiamy:
1. gdy wymieniamy składniki zdania o tej samej funkcji gramatycznej:
Innymi słowy, gdy w zdaniu następuje po sobie albo kilka czasowników, albo rzeczowników, albo innych wyrazów tego samego typu, np.
Swoją obecnością zaszczyciło nas wielu polityków, artystów, biznesmenów.
Wczorajszy dzień był zimny, mokry, nieprzyjemny.
Wrócił do domu, zdjął kurtkę, usiadł przed telewizorem.
Uwaga: gdy wymienione składniki nie są równorzędne, ale jeden z nich opisuje drugi, nie rozdzielamy ich przecinkami, np.
Miałem okazję poznać pierwszego polskiego prezydenta na uchodźstwie. (poznałem polskiego prezydenta, który był pierwszym prezydentem na uchodźstwie)
To mój ulubiony czarny sweter. (czarny sweter, który jest moim ulubionym)
W razie wątpliwości, czy w danej sytuacji potrzebny jest przecinek, warto zamiast niego wstawić „i”. Jeśli sens zdania pozostaje zachowany, przecinek w tym miejscu jest konieczny.
Wczorajszy dzień był zimny, mokry (i) nieprzyjemny.(TAK)
To mój ulubiony(i) czarny sweter. (NIE)
2. gdy powtarzamy:
Sklep powstaje na bardzo, bardzo dużej powierzchni.
Szukaliśmy go i w parku, i w sklepie, i w warsztacie.
Powtórzone wyrazy lub grupy wyrazowe nie muszą ze sobą bezpośrednio sąsiadować. Jak widać, mogą to być także wyrazy, przed którymi zwykle przecinka nie stawiamy – przecinek wynika jedynie z pełnionej przez nie tej samej funkcji zdaniowej.
3. gdy używamy wołacza:
Wyraz (lub grupę wyrazów), którymi bezpośrednio się do kogoś zwracamy, oddzielamy od reszty zdania przecinkiem (przecinkami), np.
Co o tym myślisz, Madziu?
Proszę pani, co to jest?
4. gdy używamy zdania złożonego:
Większość zdań złożonych wymaga użycia przecinków. Zdania składowe mogą albo bezpośrednio ze sobą sąsiadować (np. Wrócił do domu, zdjął kurtkę, usiadł przed telewizorem.), albo być ze sobą połączone za pomocą wyrazów zwanych spójnikami.
Przecinek stawiamy, rozdzielając zdania składowe w zdaniach współrzędnie złożonych wynikowych i przeciwstawnych oraz we wszystkich zdaniach podrzędnie złożonych. Przed tymi spójnikami ZAWSZE powinien znaleźć się przecinek:
W spójnikach dwuczłonowych przecinek należy stawiać przed całym połączeniem wyrazowym, a nie przed jednym z jego składników (np. podczas gdy, chyba że, zwłaszcza że).
Grał w gry, podczas gdy inni się uczyli.
Pójdę tam, zwłaszcza że obiecałam to mojej mamie.
W przypadku gdy w zdaniu obok siebie stoją dwa spójniki podrzędne, stawiamy go tylko przed pierwszym z nich.
Powiedział, że gdy nadejdą wakacje zabierze mnie nad morze.
Wierzę ci, ale jeśli mnie okłamałeś, to więcej ci nie zaufam.
Z kolei gdy obok siebie znajdą się takie dwa spójniki, że przed drugim należy postawić przecinek, ale przed pierwszym nie, wówczas wiążący jest dla nas pierwszy spójnik, a więc przecinka nie stawiamy przed żadnym z nich.
W pogodzie mówili, że nadchodzi front i że będzie padało.
Będę, jeśli wyrobię się ze wszystkimi obowiązkami lub jeśli odwołają mi zajęcia.
Zdanie składowe może również zawierać formy czasownikowe zakończone na -ąc, -łszy, -wszy (czyli tzw. imiesłowy przysłówkowe współczesne lub uprzednie). Takie zdania również rozdzielamy przecinkiem.
Zjadłszy kolację, poszedłem spać.
Idąc do pracy, skręciłem kostkę.
Uwaga: Nie stawiamy przecinka w zdaniach współrzędnie złożonych łącznych i rozłącznych, czyli w zdaniach, które zawierają spójniki: i, oraz, ani (łączne), tudzież, lub, albo, bądź (rozłączne). Wyjątkiem jest sytuacja, w której jeden z wyżej wymienionych spójników rozpoczyna dopowiedzenie lub wtrącenie. Wówczas stawiamy przed nim przecinek, np.
Była to piękna dziewczyna, i do tego naturalna.
Był, albo tak mu się przynajmniej wydawało, dobrym człowiekiem.
Dopowiedzenie to grupa wyrazów, która wprowadza do zdania dodatkową informację. Można je rozpoznać po tym, że usunięcie go ze zdania nie wpłynie na jego poprawność gramatyczną. Z kolei wtrącenie to dopowiedzenie znajdujące się w środku zdania.
Charakterystyczne wyrazy i grupy wyrazów wprowadzające dopowiedzenia i wtrącenia:
np.:
Wielu moich znajomych, np. Klaudia z Mateuszem, to potwierdza.
Wszyscy, nawet ja, tam bywają.
Dopowiedzenie i wtrącenie może być również wprowadzone przez połączenia takie jak albo raczej, lub raczej, czy raczej, ani nawet, i to. Mimo że połączenia te zawierają spójniki, przed którymi zwyczajowo nie stawiamy przecinka, to w tym wyjątkowym przypadku go przed nimi umieszczamy, np.:
Nie oglądam telewizji, ani nawet nie słucham radia.
Czuł, że musi ją przeprosić, lub raczej oczyścić swoje sumienie.
W zdaniu zawierającym wtrącenie wydzielone z obu stron przecinkami, może się zdarzyć, że przecinek zamykający pojawi się przed innym spójnikiem, przed którym zwykle go nie umieszczamy. Nie należy się obawiać postawienia go w takiej sytuacji – funkcją tego przecinka jest bowiem nie wprowadzenie spójnika, ale zamknięcie wtrącenia, np.:
Miała długie blond włosy, które lśniły jasnym blaskiem, i zielone oczy.
Mam ochotę na włoską kuchnię. Przygotuję spaghetti, które tak lubisz, albo pizzę.
Mamy w ogródku truskawki, które niestety zaatakowały mszyce, i maliny. (Należy zwrócić uwagę, że w tym przypadku niewstawienie przecinka zmieniłoby całkowicie sens zdania. W tej formie zdanie oznacza, że podmiot ma w ogródku maliny oraz truskawki, a te ostatnie zostały zaatakowane przez mszyce. W przypadku usunięcia przecinka sprzed „i” podmiot miałby w ogródku truskawki, które zostały zaatakowane przez mszyce i maliny, co wywołałoby dość komiczny efekt J)
Udało nam się przedstawić w pigułce wszystkie zasady zastosowania przecinka w języku polskim. Mogłoby się wydawać, że jest ich bardzo dużo, jednak powyższe reguły przedstawiają się bardzo logicznie, jeśli przyjrzeć im się bliżej. Najważniejszym jest, aby zacząć je stosować w życiu codziennym (korespondencji mailowej, smsowej, itp.), wówczas nawyk stosowania przecinków w odpowiednich miejscach wejdzie nam „w krew”. Bardzo zachęcamy do dbania o poprawność języka polskiego.
Szukasz znaczenia angielskiego słówka? Słownik jednojęzyczny przyjdzie ci z pomocą.
Ile razy zdarzyło Wam się bezskutecznie szukać znaczenia polskiego słowa lub wyrażenia w słowniku angielsko-polskim? Zapewne setki razy. A im bardziej wyszukane i skomplikowane, lub przeciwnie, im bardziej potoczne było to słowo/wyrażenie, tym pewnie trudniej było Wam je odnaleźć w takim słowniku, czyż nie? Jak często zarzuca się Wam użycie wyrazów w nieodpowiednim kontekście? Jeśli często, to wiedzcie, że w dużej mierze jest to wina korzystania ze słowników dwujęzycznych. Czy jest na to jakieś remedium? Owszem, nieocenioną pomoc niosą nam w tym przypadku słowniki jednojęzyczne, angielsko-angielskie.
Słowniki angielsko-angielskie nie podają co prawda polskich odpowiedników poszukiwanych terminów, ale doskonale przekazują ich znaczenie w formie opisowej definicji, przez co uczą, pozwalając lepiej utrwalić w pamięci nowe słownictwo. Rodzi się jednak pytanie: czy każdy, bez względu na poziom zaawansowania językowego, jest w stanie zrozumieć definicje szukanych słów i wyrażeń? Bez obaw. Hasła tworzone są przy użyciu dość prostego języka i chociaż początkujący użytkownik języka angielskiego może mieć jeszcze kłopoty z posługiwaniem się słownikiem jednojęzycznym, tak już średnio zaawansowany użytkownik języka nie tylko poradzi sobie z jego wykorzystaniem, ale również wyciągnie z tego wiele korzyści. Słowniki jednojęzyczne zawierają ogromny zasób kilkudziesięciu tysięcy haseł z ilustracjami, milionem przykładowych zdań ukazujących zastosowanie słów oraz najczęstsze połączenia z innymi słowami (kolokacje). Można w nich także znaleźć podział wyrażeń na najczęściej używane w języku mówionym oraz w języku pisanym.
Zakup tego typu słownika to inwestycja na długie lata. Trzeba jednak dodać, że inwestycja kosztowna. Dla tych, którzy nie mogą sobie na to pozwolić, mamy dobrą wiadomość. Większość wydawnictw udostępnia swoje zbiory bezpłatnie na stronach internetowych. Wersje te są objętościowo porównywalne ze słownikami w wersji drukowanej, a co więcej – są stale aktualizowane. Wyszukiwanie haseł on-line jest niezwykle szybkie i praktyczne. Dodatkowym atutem są także nagrania wymowy oraz ciekawe sekcje pozwalające utrwalać poznane słownictwo, takie jak krzyżówki, gry językowe i „słówka dnia”.
Poniżej zamieszczamy adresy internetowe najpopularniejszych angielskich słowników jednojęzycznych, zarówno języka ogólnego jak i specjalistycznego:
Internetowe wersje wydawnictw papierowych:
Słowniki internetowe języka ogólnego:
Internetowe słowniki specjalistyczne:
Już dziś zacznijcie korzystać ze słowników jednojęzycznych – to jednocześnie nauka, wygoda i rozrywka. Polecamy serdecznie!
Jak powszechnie wiadomo, język nie ma jednej stałej postaci, lecz ciągle ewoluuje pod wpływem innych języków i kultur. W polszczyźnie coraz większą obecność zaznaczają wyrazy pochodzenia obcego, w szczególności angielskiego, hiszpańskiego czy włoskiego. Warto korzystać z dobrodziejstw, którymi obdarzają nas języki obce, jednak wszystko należy robić „z głową”. Przez niedbałość użytkowników języka błędy językowe, których można by uniknąć, niepotrzebnie się mnożą i utrwalają. Dlatego też, niesieni poczuciem misji, postanowiliśmy zrobić zestawienie najpopularniejszych źle wymawianych przez Polaków zapożyczeń. Jak się okazuje, jest ich całkiem sporo.
Maggi
Przyprawa ta znana jest doskonale w każdym polskim domu. Wielu polaków nie wyobraża sobie bez niej niedzielnego obiadu. Jest doskonałym dodatkiem do zup i sosów. Nie można jednak powiedzieć, że poprawna wymowa jej nazwy jest równie rozpowszechniona, co sama przyprawa. Nie jest to „magi”, jak mawia większość, lecz „madżi”. Zbitkę dwóch spółgłosek „g” w języku włoskim, z którego wywodzi się ta nazwa, wymawia się bowiem tak, jak polskie „dż”
Sushi
Japoński przysmak przygotowywany z ryżu, alg, owoców morza i świeżych warzyw to jak się okazuje nie „suszi”. Prawidłowa wymowa tego słowa to „suśi”. Co ciekawe, wbrew powszechnej opinii, nazwa ta nie oznacza w języku japońskim surowej ryby, lecz coś kwaśnego w smaku. Odnosi się zatem do octu, którym doprawia się wodę do gotowania ryżu.
Tortilla
Danie kuchni hiszpańskiej, z którego nazwą Polacy mają niemałe problemy. Ile razy słyszy się bowiem o „tortilli”? Jednak jedyna prawidłowa wymowa to „tortija”, ponieważ zbitkę głosek „-ill” odczytujemy w języku hiszpańskim jak polskie „–ij”.
Jalapeño
Ta papryczka sprawia problem nie tylko przez swój ostry smak, ale również przez trudną wymowę swojej nazwy. Aby poradzić sobie z jej ostrością, popijajmy ją mlekiem, a zamiast „dżalapeno” czy „jalapeno” mówmy poprawnie: „halapeńo”.
Mojito
Ile razy będąc w barze usłyszeliście: „Jedno modżajto, proszę!”. Zapewne niezliczoną ilość razy. Zapamiętajmy: zamawiając ten drink, należy poprosić barmana o „mohito”.
Caffè latte
Kawa, której nazwa nie wydaje się trudna do wymówienia. Polacy mają jednak tendencję do tworzenia bardzo dziwnych form jej odmiany. Spotkamy się z „kafe lejt”, „kafe lajt”, a nawet z „kofi lejt”. Jedyną poprawną formą tej nazwy jest jednak „kafe late” (z akcentem na ostatnie sylaby).
Latte macchiato
Nie można też nie wspomnieć o caffè latte z podwójną ilością mleka. I tu nasza inwencja twórcza nie zna granic. Często nazywamy tę kawę „late maciato”, „late macziato”, a nawet idąc tropem caffè latte – „lejt macziato”. Poprawnie należy jednak mówić: „late makjato”.
Espresso
Kolejna kawa na naszej liście. W przypadku tej wymowa jest dokładnie taka sama jak pisownia, czyli „espresso”, choć wielu z nas, sugerując się nazwą maszyny do kawy, czyli ekspresem, uparcie dodaje do nazwy „k” i mówi o tej kawie „ekspreso”.
Carrefour
Robiąc zakupy w tym sklepie, nie powiemy o nim „kerfur”, lecz „karfur”. Wszystko dlatego, że jest to sieć sklepów francuskich, a nie amerykańskich czy angielskich, jak mogłoby się wydawać.
Leroy Merlin
Choć większość z nas powie „liroj merlin”, to zdecydowanie bardziej poprawnie jest powiedzieć „lerła merlę”. Taka wymowa bierze się z francuskiego pochodzenia tej marki sklepów.
Auchan
„Aszan”, „auchan” oraz najbardziej popularne w naszym kraju „oszołom” – żadna z tych transkrypcji nie jest poprawnym zapisem wymowy nazwy tej sieci francuskich sklepów. Prawidłowo tę nazwę powinno się wymawiać „oszą”.
Delete
Gdy chcemy usunąć coś z komputera używamy klawisza, którego nazwę wymawiamy „dilit”, a nie ja się powszechnie przyjęło „dilejt”.
Java
Nazwę tego oprogramowania często przekręcamy, wymawiając ją jako „jawa” lub „dżejwa”. Tak naprawdę jednak za jedyną poprawną wymowę uznaje się wersję „dżawa”.
Bluetooth
Kolejne słowo, przy wymowie którego kreatywność Polaków jest naprawdę godna podziwu: „blutacz”, „blusus”, „blutucz”, „blutut”, „blutu” – to tylko kilka z dziesiątek wersji wymowy tego słowa. Najbliższa oryginału, ze względu na różnice fonetyczne w języku polskim i angielskim będzie jednak wymowa „blutuf”.
Wi-fi
Skrótowce tego typu również sprawiają Polakom nie lada problem. Czy wymawiać je tak jak w języku oryginalnym (czyli „łaj-faj”), czy też posługiwać się polską fonetyką (czyli „wi-fi”)? Za spolszczeniami przemawia fakt, że wyrazy te funkcjonują w naszym języku już dłuższego czasu i przyjęły się już w uzusie. Można więc używać obu wersji, gdyż obie będą poprawne.
Legginsy/leginsy
Zapożyczenie, które stopniowo wypiera polskie „getry” i którego wymowa notorycznie jest przekręcana. Pamiętajmy więc, że prawidłowa nazwa to „leginsy”, a nie „ledżinsy”. Słowo to pochodzi bowiem od angielskiego słowa „leg” („noga”), a nie „jeans” („dżinsy).
Jak widać lista wyrazów obcych wymawianych z błędami jest bardzo długa, a to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Jeśli kiedyś przyjdzie Wam usłyszeć którąś z niepoprawnych form, o których wspominamy wyżej, nie wahajcie się, poprawiajcie je. Nie przyczyniajcie się do mnożenia błędów. Skoro język polski i tak zalewany jest przez falę zapożyczeń, to dbajmy chociaż o ich poprawną wymowę. Dbajmy o poprawność języka.
Na pewno nieraz mieliście niemały problem ze zrozumieniem specjalistycznej terminologii dotyczącej przekładu, którą posługują biura tłumaczeniowe. Aby wyjść Wam naprzeciw postanowiliśmy stworzyć mini-słowniczek terminów tłumaczeniowych, który pozwoli Wam lepiej odnaleźć się w świecie tłumaczy i zrozumieć o czym oni właściwie mówią. Nie będziecie więcej musieli głowić się nad tym do czego służy „internacjonalizacja tekstu” lub czym są „narzędzia CAT”. Wystarczy, że zajrzycie do tego podręcznego słowniczka, a wszystko stanie się jasne. Gotowi? No to zaczynamy!
Tłumaczyć – wyrażać tę samą informację za pośrednictwem innego języka niż język źródłowy. Może się odbywać zarówno w formie pisemnej jak i ustnej. Niby proste, a jednak nie zawsze oczywiste.
Tłumaczenie (translacja) – proces tłumaczeniowy lub efekt końcowy tegoż procesu, czyli przetłumaczony na inny język tekst.
Transliteracja – zapis tekstu z użyciem liter innego alfabetu niż alfabet właściwy dla danego języka, np. przełożenie cyrylicy na znaki alfabetu łacińskiego.
Transkrypcja – system zapisu głosek danego języka za pomocą symboli graficznych (pisowni fonetycznej) lub system fonetycznej konwersji pisma. Służy do zapisu wyrazów jednego języka w formie pozwalającej łatwo odtworzyć jego brzmienie – głoski jednego języka oddaje się znakami pisma innego języka.
Transkodowanie – przetwarzanie informacji wyrażonych w jednym kodzie na znaki innego kodu.
Ekwiwalencja – równoważność znaczeniowa w języku źródłowym i języku docelowym.
Ustawienia regionalne – językowe, kulturowe, techniczne i geograficzne zwyczaje danej grupy odbiorców.
Lokalizacja – adaptacja zawartości tekstu, procesów i technik tłumaczeniowych oraz oprogramowania do określonych ustawień regionalnych.
Internacjonalizacja – przystosowanie zawartości tekstu, procesów i technik tłumaczeniowych, produktów oraz oprogramowania do funkcjonowania w różnych kręgach językowych, co w następstwie znacznie ułatwia i obniża koszty lokalizacji.
Usługa – towar handlowy, który zakładająca realizację powierzonego zadania w określonym czasie lub ramach czasowych.
Dostawca usług – bezstronna osoba oferująca bądź świadcząca usługę.
Usługa tłumaczeniowa – usługa w obrębie sektora tłumaczeniowego.
Dostawca usług tłumaczeniowych – dostawca usług w obrębie sektora tłumaczeniowego realizujący zadania zlecone przez Klienta. Z punktu widzenia tego ostatniego można wyróżnić dwa typy dostawców tłumaczeniowych: jednojęzycznego (czyli takiego, który tłumaczy tekst źródłowy tylko na jeden język docelowy) oraz wielojęzycznego (czyli takiego, który tłumaczy tekst źródłowy na wszystkie oczekiwane przez Klienta języki docelowe).
Dostawca usług językowych – dostawca świadczący usługi w każdym zakresie w obszarach związanych w jakikolwiek sposób z językami naturalnymi. Usługi te mogą obejmować: tłumaczenie pisemne, tłumaczenie ustne, korektę i redakcję tekstu, pracę terminologiczną, tworzenie napisów, lokalizację, tworzenie tekstów specjalistycznych, copywriting, czy warsztaty językowe.
Tekst źródłowy – tekst przeznaczony do przetłumaczenia.
Tekst docelowy – tekst końcowy, który powstaje w wyniku procesu tłumaczeniowego.
Język źródłowy – język, w którym napisany/wypowiedziany jest tekst źródłowy.
Język docelowy – język, w którym napisany/wypowiedziany jest tekst docelowy.
Typ tekstu – rodzaj tekstu wynikający z podziału (klasyfikacji) tekstów względem cech charakterystycznych w ich budowie oraz ich funkcji użytkowej.
Funkcja tekstu – cel jaki dany tekst ma spełniać dla określonej grupy odbiorców.
Terminologia (słownictwo specjalistyczne, słownictwo techniczne) – wszystkie terminy dotyczące danej wyspecjalizowanej dziedziny.
Praca terminologiczna – praca związana z systematycznym gromadzeniem, opisywaniem, przetwarzaniem i prezentacją terminologii.
Zarządzanie terminologią – dział pracy terminologicznej obejmujący wpisywanie danych do baz terminologicznych, przetwarzanie ich i dostarczanie tych danych w momencie, gdy zajdzie taka potrzeba.
Baza terminologiczna (bank terminów) – elektroniczny zbiór terminologii. Baza terminologiczna pojmowana jest najczęściej jako zbiór danych wraz z systemem zarządzania gromadzonymi danymi.
System zarządzania terminologią – oprogramowanie służące porządkowaniu danych w bazie terminologicznej.
Język kontrolowany – język naturalny, który ograniczony jest pewnymi regułami. Jego ograniczenia dotyczą zwykle gramatyki i słownictwa (gramatyka jest bardziej restrykcyjna niż w przypadku języka ogólnego, a zakres słownictwa znacznie uboższy), jednak mogą one również dotyczyć składni lub stylu i rejestru wypowiedzi.
Pamięć tłumaczeniowa – baza danych zawierająca odpowiadające sobie przetłumaczone segmenty tekstu źródłowego i docelowego. Przez segmenty możemy rozumieć zdania, tytuły, elementy składowe list, poszczególne komórki tabel, jak również całe paragrafy tekstu.
System pamięci tłumaczeniowej – oprogramowanie wykorzystywane do tworzenia, użytku i zarządzania pamięcią tłumaczeniową.
CAT (Computer-Assisted Translation) – czyli tłumaczenie wspomagane komputerowo. Jest to tłumaczenie, które dokonywane jest przez żywego tłumacza wspomagającego się oprogramowaniem komputerowym.
Narzędzia CAT – oprogramowania służące tłumaczeniom wspomaganym komputerowo. Typowe narzędzie CAT składa się z systemu pamięci tłumaczeniowej, bazy terminologicznej, edytora tekstu, narzędzia porządkującego segmenty tekstu, programów do konwersji plików oraz z komponentów do zarządzania projektem.
Tłumaczenie maszynowe – tłumaczenie języka naturalnego dokonywane przez program komputerowy. W zależności od stopnia zaawansowania programu może (choć nie musi) wymagać ingerencji żywego tłumacza przed, w trakcie lub po dokonaniu tłumaczenia.
System tłumaczenia maszynowego – oprogramowanie dokonujące tłumaczenia maszynowego. Systemy te pracują posługując się metodą gramatyczną, statystyczną lub łączoną.
Mamy nadzieję, że przygotowany przez nas mini-słowniczek będzie Wam dobrze służył i specjalistyczne słownictwo, którym posługują się profesjonalni tłumacze nie będzie już dla Was tajemnicą. Miejcie go zawsze pod ręką, a żadna skomplikowana terminologia tłumaczeniowa Was już nie zaskoczy.
Jak powszechnie wiadomo każdy zawód świata posiada swojego patrona. W przypadku tłumaczy jest nim św. Hieronim.
Św. Hieronim urodził się około 347 r. (istnieją rozbieżności co do dokładnej daty jego narodzin) w Strydonie na granicy Panonii z Dalmacją (dzisiaj są to tereny należące do Chorwacji). Był Iliryjczykiem. Mimo iż jego rodzina była chrześcijańska i bardzo wierząca (troje z rodzeństwa Hieronima wybrało życie zakonne), to został on ochrzczony przez papieża Liberiusza dopiero około 360 roku – tak nakazywała ówczesna tradycja. Po chrzcie, w wieku około 18 lat, Hieronim udał się do Rzymu w celu zgłębiania tajników retoryki i filozofii. Studiował tam pod opieką poganina Eliusza Donata, utalentowanego nauczyciela gramatyki oraz Wiktorinusa, chrześcijańskiego retora. Tam też zaczął poznawać łacińskich klasyków, uczyć się sztuki pisania i dyskusji oraz języka greckiego. Po kilku latach spędzonych w Rzymie, Hieronim wyruszył w podróż do Galii, ostatecznie osiadł jednak w Trewirze, na dworze cesarza Walentyniana I, gdzie rozpoczął swoje studia teologiczne. Po zakończeniu służby na dworze cesarskim Hieronim udał się do Akwilei (miejscowość położna u wybrzeży Adriatyku), gdzie poznał Ewagriusza, pochodzącego z bogatej rzymskiej rodziny autora tłumaczenia „Życie św. Antoniego” Anastazego, z którym wyruszył w podróż do Antiochii.
W drodze, około 374 roku, na skutek ciężkiej choroby, Hieronim dostąpił objawienia, które przesądziło o jego decyzji o przeprowadzce do Konstantynopola – „stolicy” Kościoła Wschodniego, a następnie o powrocie do Rzymu i zamieszkaniu na dworze papieża Damazego (z czasem Hieronim stał się jego osobistym sekretarzem i serdecznym przyjacielem), porzuceniu studiów nad literaturą świecką i poświęceniu się sprawom boskim oraz wnikliwej analizie Pisma Świętego. Swojego żywota dopełnił w Betlejem – kolebce chrześcijaństwa – gdzie spędził ostatnie 34 lata swojego życia bez reszty oddając się analizie Słowa Bożego i pisaniu.
Dlaczego więc postać św. Hieronima – ascety, kapłana i badacza Słowa Bożego – uznawana jest dziś za patrona tłumaczy? Dlatego, iż Hieronim sam z powodzeniem spełniał się w „zawodzie” tłumacza. Jego pierwszym przekładem była korekta istniejącej już łacińskiej wersji Nowego Testamentu, znana powszechnie jako Itala lub Vetus Latina, nad którą pracę rozpoczął w 382 roku. W dorobku tłumaczeniowym Hieronima znalazło się także wiele innych starożytnych dzieł, jak choćby komentarze do ksiąg Nowego i Starego Testamentu, przekłady tekstów Origenesa oraz przekłady homilii i życiorysów (m.in. Pawła Apostoła i Hilarego). Jednak jego największym i najbardziej znanym historycznie osiągnięciem było dokonanie spójnego przekładu Biblii z pierwotnego języka (hebrajskiego i greki) na język łaciński. Przed dokonanym przez niego tłumaczeniem wszystkie przekłady Starego Testamentu opierały się na Septuagincie, a tym samym zawierały rozbieżności terminologiczne. Hieronim zdecydował się więc ujednolicić tekst Biblii i usunąć wyraźne rozbieżności obecne w ówczesnych tekstach zachodnich, opierając swoje tłumaczenie na hebrajskim Starym Testamencie, wbrew woli i apelom innych chrześcijańskich badaczy Pisma. Przekład św. Hieronima nazwano Wulgatą (z łac. przekład rozpowszechniony, popularny). Nadał on początek wieloletniej działalności naukowej Hieronima. Przekład Wulgaty zaliczany jest do jego najważniejszych osiągnięć, a całkowite jej przetłumaczenie zajęło mu blisko 24 lata. Wulgata w całej swojej historii była poddawana wysokiemu krytycyzmowi. Niemniej jednak zwierzchnicy Kościoła zaakceptowali ją, a literaturoznawcy uznali ją za najważniejszy tekst średniowiecznej Europy Zachodniej. W następstwie tego podczas Soboru Trydenckiego (1545-1563 r.) przekład Hieronima został zatwierdzony jako oficjalny przekład Biblii.
Św. Hieronim nie bez przyczyny nazywany jest patronem tłumaczy. Jego pracę tłumaczeniową cechowało ogromna pracowitość i zaangażowanie oraz niesamowita precyzja. Kilkanaście lat bowiem zajęły mu studia nad językiem hebrajskim i greckim, czytanie manuskryptów, wyszukiwanie i porównywanie informacji pochodzących z wielu różnych źródeł. Dzisiaj moglibyśmy powiedzieć więc, iż spełniał on wszystkie kryteria dobrego, profesjonalnego tłumacza – wykonywał research, analizował zależności wewnątrztekstowe i intertekstowe, a dopiero w następnej kolejności dokonywał precyzyjnego, zgodnego w ekwiwalencji przekładu. Właśnie dlatego, na jego cześć, 30 września w dzień jego imienin obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Tłumacza.
Dzisiaj chcielibyśmy przybliżyć dziedzinę tłumaczenia, od której tak naprawdę wszystko się zaczęło, a chodzi oczywiście o tłumaczenie literackie. Postanowiliśmy podzielić się naszymi refleksjami na temat ogromu problemów, z jakimi zmagają się osoby zajmujące się przekładem literatury obcej.
Jedynie osoba znająca język obcy na tyle dobrze, by czytać obcojęzyczne dzieła w oryginale, może oceniać ich jakość. Reszta musi polegać na mniej lub bardziej wiernych tłumaczeniach, a w zasadzie na „dziełach wtórnych”. Przyjęta przez tłumacza metoda przekładu, w połączeniu z jego wiedzą i umiejętnościami, stanowią o jakości „nowego” utworu. Tym samym tłumacz staje się poniekąd „współautorem” dzieła. Czytając jakikolwiek przekład literatury obcej, nie do końca jesteśmy więc w stanie stwierdzić, na ile wiernie tłumacz oddał intencje autora, innymi słowy na ile powstały przekład jest jeszcze autora, a na ile już tłumacza. Do tego dochodzi również ryzyko, że tłumacz może całkowicie błędnie odczytać intencje autora. Tłumacz musi być zatem wielozadaniowy. Musi on podejmować decyzje nie tylko co do słownikowego znaczenia fragmentu, który przekłada, ale także poprawnie go zinterpretować. Owszem, w przypadku wątpliwości może się on posiłkować opracowaniami badaczy literatury, ale w sytuacji, gdy takowe nie istnieją lub różnią się przyjętymi rozstrzygnięciami, musi sam postawić się w roli arbitra i przyjąć wybraną przez siebie wykładnię.
Opór materii
Dodatkowo, tekst zwykle „nie ułatwia” tłumaczowi pracy. Autorzy chcąc osiągnąć niezwykłe efekty stylistyczne, wspinają się na wyżyny swoich literackich możliwości i tym samym przyprawiają tłumaczy o ból głowy i dziesiątki nieprzespanych nocy. Poszczególne wyrazy oryginału mogą mieć bowiem określone konotacje, mogą być nacechowanie emocjonalnie czy kulturowo, mogą również być związkami frazeologicznymi. W jaki sposób oddać walory brzmieniowe, bogactwo wieloznaczności, grę słów, skojarzenia, komizm i żart językowy jednocześnie? A przecież literatura to nie tylko sens, ale również i dobrodziejstwo formy. Tłumacz może się natknąć na mur w postaci różnic międzyjęzykowych i międzykulturowych. Wówczas musi się bardzo „nagimnastykować”, aby ten mur pokonać. Istnieje wiele technik, którymi może się posłużyć, aby tego dokonać. Może on dokonać przekładu metodą „słowo w słowo”. Jest to jednak najmniej efektywna ze wszystkich technik tłumaczenia, o czym wie każdy, kto próbował przekładać tekst z zupełnie nieznanego sobie języka tylko z pomocą słownika. Może on poszukać ekwiwalentu dynamicznego, czyli odejść od oryginału i odnieść się do kultury języka docelowego. Tu powstaje jednak pytanie gdzie kończy się przekład, a gdzie zaczyna zbyt daleko idąca interpretacja. Jest jeszcze przypis. Część tłumaczy uważa jednak, iż nie jest to już przekładem, ale komentarzem do oryginału i świadczy jedynie o bezradności i braku kreatywności tłumacza, który przełożył znaczenie, ale nie zdołał oddać sensu. I bądź tu tłumaczu mądry…
Cztery największe wyzwania dla tłumacza literatury
Podajemy wam subiektywną listę największych wyzwań, które czekają na tłumacza literatury pięknej:
Dotykamy tu trudnego i ważnego zagadnienia. W iluż dziełach mamy bowiem do czynienia ze stylizacją? W bardzo wielu. Tak jak nie da się właściwie przełożyć Córki proboszcza Orwella bez podkreślenia użycia przez część bohaterów slangu typowego dla angielskiego marginesu społecznego, tak nie da się przełożyć Chłopów Reymonta czy Trylogii Sienkiewicza bez uwzględnienia stylizacji. Nie wspominając już o przekładach utworów literatury dawnej. Wyobraźmy sobie próby podrobienia charakterystycznego stylu Mikołaja Reja w obcym języku… Byłoby to prawdopodobnie karkołomne zadanie.
Idiomy są to zwroty typowe dla danego języka, które zwykle są nieprzekładalne na języki obce. Tłumacz oddycha z ulgą jeśli uda mu się znaleźć odpowiednik idiomu w języku docelowym. Jeśli jednak ma mniej szczęścia, to staje przed dylematem, czy tłumaczyć dany idiom dosłownie, mając świadomość, że bez przypisu nikt go nie zrozumie, czy tłumaczyć opisowo – tak, żeby czytelnik go zrozumiał. W tym wypadku jednak zmuszony jest zrezygnować z kolorytu, jaki wnosi zastosowanie idiomu.
c) rytmika
Rytmika jest istotna zwłaszcza w przypadku tłumaczenia poezji. Jak przełożyć wiersz, zachowując zarówno jego rytmikę, jak i sens? Jeśli autor używał wiersza regularnego, dajmy na to 13-zgłoskowca, należałoby to uwzględnić również w tłumaczeniu. Ale i tu pojawia się dylemat. 13-zgłoskowiec to w poetyce polskiej miara szczególna, uważana za odpowiednią do wyrażania najpodnioślejszych treści. W innym języku taka funkcję może pełnić inna miara. Cóż więc zrobić: brnąć w 13-zgłoskowiec, znaleźć odpowiednią miarę w języku docelowym, wybrać taką miarę, żeby było wygodnie przekładać czy w ogóle zrezygnować z takich detali jak rytm, rym i metrum? Jeśli tłumaczowi zależy na wierności tłumaczenia, zwykle rezygnuje on z tych niewpływających na znaczenie ozdobników. Jeśli jednak chce dokonać przekładu poetyckiego, zmuszony jest siłą rzeczy do stworzenia czegoś, co będzie raczej parafrazą utworu. Kompromisów uniknąć się nie da, chyba że jest się tłumaczem obdarzonym nieskończonym geniuszem literackim.
Oczywistym jest, że w różnych językach występują różne głoski. Tym samym różne wyrazy uzyskują różne brzmienia. Jak zatem w przekładzie uchwycić piękno instrumentacji głoskowych, onomatopei, aliteracji itp.? Częściowo się da, ale zwykle, podobnie jak w przypadku zabawy rytmiką, nadaje to tłumaczeniu cech parafrazy. Tym samym tłumacz znów staje przed dylematem: forma czy treść?
Widzicie już, że tłumaczenie literatury do łatwych nie należy. Wymaga od tłumacza zarówno wiedzy i umiejętności językowych, jak i kreatywności oraz polotu. Zobaczyliście ile pracy musi on włożyć w przekład trudnego tekstu literackiego. A co jeśli oryginał sam w sobie jest „płaski”? Przecież z pustego i Salomon nie naleje… My bardzo doceniamy pracę naszych kolegów po fachu i życzymy im lekkiego pióra!
W dobie wydarzeń, które mają obecnie miejsce na Ukrainie wszyscy łączymy się z jej obywatelami. Zdecydowaliśmy więc przyjrzeć się bliżej sytuacji etnicznej, a tym samym i sytuacji językowej panującej w tym kraju.
Problem języka na Ukrainie nazywany jest zarówno przez politologów, etnografów, jak i językoznawców „trzeciorzędną sprawą o pierwszorzędnym znaczeniu”. Dlaczego? Ponieważ dotąd kwestia dwujęzyczności Ukrainy nie przysparzała na co dzień większych trudności. Dla większości Ukraińców nie miało znaczenia, w którym z dwóch języków – ukraińskim czy rosyjskim – oglądali telewizję, czytali gazety czy słuchali radia. Konflikt zaognił się dopiero w obliczu ostatnich wydarzeń.
Sytuacja językowa na Ukrainie jest skomplikowana. 80 % obywateli deklaruje swoją narodowość jako ukraińską, zaś 17 % uważa się za Rosjan. Jednocześnie 85 % Ukraińców za swój ojczysty język uważa ukraiński. Gdy jednak zapytać nie o język ojczysty, ale o ten, którym posługują się na co dzień, okaże się, że prawie co drugi obywatel Ukrainy mówi po rosyjsku. Zarazem jednocześnie tylko niewielki procent ludności nie rozumie języka ukraińskiego. Z uwagi na względy historyczne swój udział w językowej mapie Ukrainy ma również język polski.
Zachodnia Ukraina jest bardzo wyczulona na punkcie językowym. We Lwowie na przykład skuteczniej można dogadać się po polsku niż po rosyjsku. O ile w Kijowie nawet kioski z gazetami oznaczone są w języku ukraińskim i rosyjskim, o tyle we Lwowie takiego zjawiska nie uświadczymy. Jednak ci, którzy posługują się także językiem wschodniego sąsiada, nie są tam dyskryminowani. Przykładem na to jest jeden z największych lwowskich dzienników „Wysoki Zamek”, który na co dzień ukazuje się po ukraińsku, jednak raz w tygodniu wydawany jest również w języku rosyjskim.
Centrum Ukrainy ma inny problem: przenikanie się obu języków. O ile duża część mieszkańców Ukrainy rozróżnia oba języki, o tyle niektórzy mieszają obie mowy, posługując się tzw. surżykiem. Jest to duże zagrożenie dla czystości języka ukraińskiego. Nie działa to jednak tylko w jedną stronę. Pod wpływem ukraińskiego zmienia się również język rosyjski. Na Ukrainie mamy do czynienia z czterema „językami”: ukraińskim, rosyjskim, rosyjskim ukraińskim i polskim ukraińskim.
Na wschodzie i południu kraju dominacja języka rosyjskiego jest olbrzymia. Dzieje się tak głównie dlatego, że tereny te zamieszkuje najwięcej etnicznych Rosjan, których przodkowie zostali tam przesiedleni jeszcze za czasów stalinowskich. Zwolennicy przyznania rosyjskiemu statusu języka państwowego stanowią tam ponad 80 % ludności. O ile w skali kraju trzy czwarte dzieci uczęszcza do szkół ukraińskojęzycznych, to w takich miastach jak Ługańsk czy Donieck odsetek ten nie przekracza 25 %. Również tamtejsi dorośli, którzy prawie nigdy nie mieli kontaktu z ukraińskim, niechętnie posługują się tym językiem, ponieważ nie władają nim poprawnie.
Były jednak czasy, gdy to kultura i język rodem z Kijowa oznaczały wyższość cywilizacyjną. Do XVIII w. centrum prawosławia znajdowało się właśnie w Kijowie, a nie w Moskwie. W XVIII w. elitę Petersburga stanowili Ukraińcy, a dużą część kultury, zwanej obecnie rosyjską, budowała ukraińska inteligencja. Z czasem jednak elita ta została wchłonięta przez imperium. W carskiej Rosji, a następnie w ZSRR, rosyjski stał się mową wielkiego świata, postępu, kariery. Ukraiński dyskryminowano i sprowadzono do roli języka prymitywnego: języka chłopów, dołów społecznych i ludzi pracujących fizycznie.
Sytuacja językowa zaczęła się zmieniać w połowie lat 90., gdy szkoły skończyli ludzie, którzy rozpoczęli naukę w czasie pierestrojki. To pokolenie porozumiewa się swobodnie w dwóch językach. Język ukraiński stał się językiem demokracji, proeuropejskich dążeń, nowoczesności. Z kolei rosyjski przestał mieć antyukraińskie piętno. Okazało się również, że ludzie nim mówiący mogą być jednocześnie ukraińskimi patriotami.
Jednak w takich dziedzinach jak media, kultura i informatyka ukraińskojęzyczna produkcja wciąż nie ma szans z rosyjskojęzyczną. Posłuży nam tu przykład rosyjskojęzycznej książki – jest tańsza w wydaniu, ponieważ ma zasięg na cały obszar postsowiecki. Ukraińska z kolei jest droga, bo jej nakład jest mały. Ukraińcy sami o sobie mówią, że do tej pory byli mniejszością w rosyjskojęzycznym świecie i choć dziś mają państwo i język, kulturowo i mentalnie, to nadal pozostają mniejszością. W najbliższych latach okaże się kto pozostanie większością, a kto mniejszością.
Ukrainę czeka jeszcze długa walka, aby wszyscy jej obywatele zaakceptowali status językowy państwa, w którym żyją. Kiedy jednak sytuacja społeczno-ekonomiczna oraz polityczna w tym kraju się uspokoi, przyjdzie czas na to, aby Ukraińcy zaczęli dostrzegać pozytywy dwujęzyczności. Jest to bowiem duży atut w kontaktach gospodarczych i kulturowych, a z Ukrainy czyni swego rodzaju pomost między Zachodem a Rosją. Ale co tak naprawdę znaczy w tym przypadku dwujęzyczność? Według nas oznacza to istnienie na Ukrainie języka ukraińskiego, jak i rosyjskiego na równych zasadach. Bez niepotrzebnych podziałów, manipulacji i interferencji politycznych oraz ideologicznych, które tylko zaogniły ostatnie zamieszki w Kijowie i na Krymie. Oby tak się stało jak najszybciej.
W dobie globalizacji, międzynarodowa komunikacja jest nieodzownym elementem naszego życia codziennego. Być może stąd właśnie bierze się potrzeba nauki języków obcych i tłumaczeń. Czy w obecnych czasach jesteśmy jednak w stanie porozumiewać się jednym uniwersalnym językiem, czy różnice międzykulturowe są zbyt duże? I czy istnieje współczesna lingua franca? Spróbujemy znaleźć odpowiedzi na te pytania.
Potrzeba globalnej komunikacji sięga już czasów starożytnych. Narodziła się w Europie już w okresie Cesarstwa Rzymskiego, a następnie rozwijała się w średniowieczu. Wtedy to rolę lingua franca przyjęła łacina. Był to język uczonych elit. Łacina królowała zarówno na uniwersytetach, na dworach królewskich, jak i w kościołach oraz klasztorach, które były ważnymi ośrodkami życia politycznego, naukowego i duchowego. Innymi słowy, używając współczesnej terminologii, można stwierdzić, że łacina stała się międzynarodowym językiem komunikacji średniowiecznej Europy.
Czasy się zmieniły, a świat ruszył naprzód. Łacina zaczęła stopniowo wymierać wypierana przez języki narodowe. Dziś jednak znów mamy do czynienia z tendencją oddalania się od języków narodowych na rzecz jednego wspólnego, uniwersalnego języka, którym, na dzień dzisiejszy, jest język angielski. Nasuwa się jednak pytanie czy język angielski ma już status lingua franca, jaki miała łacina w czasach średniowiecznych? Wydaje się, że tak.
Język angielski to dziś język o zasięgu światowym. I choć znajduje się dopiero na trzecim miejscu wśród języków nauczanych jako pierwsze, to okazuje się, że jako drugi język, czyli język nabyty, dominuje na całym świecie. Jest bowiem wybierany przez wiele krajów wielojęzycznych (zwłaszcza postkolonialnych) na język państwowy, urzędowy czy jako język edukacji w szkołach i na uniwersytetach. Według wyliczeń Davida Crystala, brytyjskiego językoznawcy i autora książki zatytułowanej English as a global language, liczba osób posługujących się językiem angielskim jako pierwszym, bądź drugim językiem wynosi ok. 800 milionów. Kanadyjski badacz roli języka angielskiego w świecie Howard Richler twierdzi z kolei, że aż półtora miliarda ludzi na świecie porozumiewa się w języku angielskim. Jednak nawet bez powoływania się na badania dotyczące powszechności użycia tego języka pewne jest, że jest to język najczęściej używany, nauczany i rozumiany na całym świecie. Pod względem liczebności użytkowników konkurować z nim może jedynie język chiński (w dialekcie mandaryńskim). Dzieje się to jednak za sprawą dużej liczby mieszkańców Państwa Środka, a nie przez rozpowszechnienie tego języka na świecie. Wobec powyższego, nawet Chińczycy zdają sobie sprawę, że chcąc uczestniczyć w globalnej gospodarce i być znaczącym partnerem politycznym, biznesowym i handlowym na arenie międzynarodowej (np. dla Stanów Zjednoczonych i krajów Europy Zachodniej), muszą znać język angielski. W krajach azjatyckich takich jak Chiny, Japonia, Korea Południowa czy Indie naukę tego języka wprowadza się więc już od najmłodszych lat szkolnych. Znajomość języka angielskiego w Ameryce Północnej jest z kolei oczywista. Mimo że w Kanadzie drugim językiem oficjalnym jest francuski, a w Stanach Zjednoczonych rosną w siłę języki mniejszości narodowych (w przeważającej części hiszpański), język angielski jest nadal językiem dominującym. Nieco inaczej sytuacja ma się w Ameryce Łacińskiej i Południowej. Hiszpański i portugalski, czyli języki natywne, nadal są tam dominujące. Wynika to z dość znaczącego ubóstwa panującego w państwach Ameryki Południowej – rządy państw tego kontynentu nie inwestują bowiem w językowy rozwój obywateli. Australia i część państw afrykańskich to byłe kolonie brytyjskie, co w dużej mierze wyjaśnia rozprzestrzenienie się języka angielskiego na tych terenach. Na ostatek pozostaje jeszcze Europa. Na Starym Kontynencie angielski z uwagi na fakt bycia jednym z oficjalnych języków w strukturach unijnych pełni przede wszystkim rolę polityczno-ekonomiczną. Jest to również główny język komunikacji w turystyce.
Badania językoznawców dowodzą, że język angielski jest współcześnie głównym „pożyczkodawcą” dla wszystkich języków świata, choć przez ostatnie tysiąclecie był jednym z języków, które najwięcej zapożyczały od innych. Wspomniany wcześniej Richler dowodzi, iż angielskie słownictwo, które jest obecnie jednym z najbogatszych na świecie, zawiera jedynie 34% słów pochodzenia anglosaskiego, natomiast aż 40% jego słownictwa pochodzi z języka francuskiego. Pozostałe słowa pochodzą zaś z około czterystu różnych języków świata (np. indiańskich czy afrykańskich).
Tę bardzo ogólną i pobieżną charakterystykę języka angielskiego można by podsumować stwierdzeniem, iż jest to język bardzo otwarty na inne. Być może to właśnie ta cecha czyni go narzędziem globalnej komunikacji. Wielu specjalistów-językoznawców (choćby wspomniani wcześniej Crystal i Richler) sądzi, że angielski już stał się współczesną lingua franca. My całkowicie się z tym zgadzamy. A Wy?
Język polski uważany jest za jeden z najtrudniejszych języków na świecie. Jak się okazuje, nierzadko nawet dla jego rodzimych użytkowników. Podczas, gdy pisownię tzw. „wyrazów trudnych” (np. rzeżucha czy zasuwka) mamy wpajaną już od dziecka lub przynajmniej jesteśmy przy nich na tyle czujni, że ich pisownię sprawdzamy w słowniku ortograficznym, to czujność tę zazwyczaj tracimy przy słowach pozornie banalnych. Pilnując, by nie pomylić „komponentu” z „kompozytem” oraz „impotencji” z „indolencją”, wpadki zaliczamy na słowach tak prostych jak „wziąć”, „włączać” czy „kupować”. Oto nasza subiektywna „lista przebojów”, złożona z błędów językowych najczęściej popełnianych przez Polaków (w kolejności od najmniej do najbardziej powszechnych i oczywistych):
10. „poszedł po najmniejszej linii oporu”
„Poszedł po najmniejszej linii oporu” czy „poszedł po linii najmniejszego oporu”? Jedynie poprawna konstrukcja to „iść po linii najmniejszego oporu”. Chodzi tu bowiem o najmniejszy opór, a nie o najmniejszą linię.
9. „przekonywujący”
Jaki może być argument? Może być „przekonujący” bądź „przekonywający”, ale na pewno nie „przekonywujący”. Ta forma uznawana jest przez językowców za niepoprawną hybrydę dwóch pierwszych słów.
8. „okres czasu”
Pamiętajmy, że okres to miara czasu, a zatem powiązanie tych dwóch wyrazów tworzy „masło maślane”. Zdecydowanie bezpiecznej w kontekście poprawności językowej jest użyć wyrażenia „w tym czasie” lub „w tym okresie”.
7. „w każdym bądź razie”
Wyrażenie to jest uznawane za błędne i należy się go wystrzegać. Jest to niepoprawna hybryda stworzona na bazie wyrażeń „w każdym razie” oraz „bądź co bądź”.
6. „na dworzu”
Jedyną poprawną formą pozostaje „na dworze”. Można łatwo to zapamiętać, kojarząc ją z dworem królewskim. Mówi się przecież „na dworze królewskim”, a nie „na dworzu królewskim”. Bądźmy bardziej królewscy – mówmy „na dworze” ![]()
5. „ubrać swetr”
Słowo „swetr” nie istnieje w języku polskim. Ten fakt nie podlega dyskusji. Co do czasownika „ubierać” , sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Można „ubrać kogoś w coś” lub „ubrać się w coś”, ale nigdy „ubrać coś”. Tak więc nie ubieramy swetra, ale ten sweter zakładamy (ewentualnie wkładamy).
4. „bynajmniej”
Tuż za podium na naszej liście uplasowało się słowo, które nie tyle wymawiane jest niewłaściwie, co używane jest przez wielu Polaków w niewłaściwym kontekście. Należy pamiętać, że „bynajmniej” służy wyłącznie wzmocnieniu przeczenia (np. „To bynajmniej nie byłem ja!”). Dużo użytkowników języka polskiego utożsamia jednak „bynajmniej” z „przynajmniej” podczas, gdy nie są to bynajmniej (sic!) synonimy.
3. „kupywać”
Trzecie miejsce na podium zajmuje niepozorny czasownik „kupować”. Często spotykaną i niepoprawną jego formą jest „kupywać”. Nic jednak w tym dziwnego. Czasownik „kupować”, choć sam w sobie jest raczej łatwy i przyjemny, ma wokół siebie grupę sprawiających problemy krewnych. Wśród nich jest na przykład „dokupować”, który posiada jednak również w zupełności poprawną formę oboczną „dokupywać”. Polacy, używając błędnej formy „kupywać”, sugerują się też często czasownikami „odkupywać”, „podkupywać” oraz „przekupywać”, które występują tylko i wyłącznie z ową kłopotliwą cząstką –yw (formy „przekupować”, „odkupować” i „podkupować” są błędne). Przez analogię do czasowników z przyrostkiem -yw tworzymy więc, wydawałoby się naturalną, formę „kupywać” i tym samym wpadamy w pułapkę błędu .
2. „wziąść”
W pełni zasłużone drugie miejsce na podium. Wyobraźmy sobie ogólnopolski sondaż dotyczący wymowy czasownika „wziąć”. Prawdopodobnie wykazałby, że zdecydowana większość Polaków opowiedziałaby się za wymową „wziąść”. Tymczasem forma „wziąść” jest niepoprawna. Mówimy i piszemy wyłącznie „wziąć”. Jeżeli mamy problem z zapamiętaniem właściwej formy czasownika, przypomnijmy sobie pokrewny mu rzeczownik „wzięcie” (a nie „wzięście”). Pamiętajmy, „wziąć” jest dalekim kuzynem nieużywanego dziś zbyt często słowa „jąć” i nie ma nic wspólnego z bardzo ekspansywną w polszczyźnie grupą czasowników zakończonych na -ść. Niestety, spora część naszych rodaków, nauczona niepoprawnej formy jeszcze w dzieciństwie, ma trudności z przestawieniem się na formę poprawną w dorosłym życiu.
1. „włanczać”
Zdecydowany zwycięzca w naszym plebiscycie. Tę niepoprawną postać słyszy się na polskich ulicach tak często, że niektórzy językoznawcy sugerują już zaakceptowanie obu form jako obocznych. Zanim to jednak nastąpi, jedyną poprawną formą jest jedynie forma „włączać”. Przy okazji przypominamy również o „rozłączać”, „wyłączać” i „przełączać”. Brzmią nienaturalnie? Lepiej nienaturalnie, niż niepoprawnie!
Granica między poprawnością a niepoprawnością form językowych bywa tak cienka, że czasem ciężko ją dostrzec. Trzeba jednak zachować czujność. Warto też pamiętać, że człowiek nie jest maszyną – nie jest nieomylny i nie zawsze jest w stanie nauczyć się wszystkich poprawnych form raz na zawsze. Ważne jest, aby mieć świadomość popełnianych błędów i aby wiedzieć, gdzie szukać odpowiedzi na językowe dylematy. Aby, mówiąc kolokwialnie, nie narobić sobie wstydu formami „wziąść” czy „włanczać”, warto nauczyć się korzystać z różnego rodzaju słowników: ortograficznego, poprawnej polszczyzny, języka polskiego, frazeologicznego, wyrazów obcych itp. Jeżeli nie jesteśmy pewni czy dana forma słowa jest poprawna, sprawdźmy, a jeżeli trzeba zróbmy to i dwa, i trzy, i dziesięć razy. W końcu zapamiętamy poprawną formę i będziemy używać jej właściwie. Zapewniamy, że naprawdę warto.