Biuro tłumaczeń translax – tłumaczenia dla firm
Jak powszechnie wiadomo każdy zawód świata posiada swojego patrona. W przypadku tłumaczy jest nim św. Hieronim.
Św. Hieronim urodził się około 347 r. (istnieją rozbieżności co do dokładnej daty jego narodzin) w Strydonie na granicy Panonii z Dalmacją (dzisiaj są to tereny należące do Chorwacji). Był Iliryjczykiem. Mimo iż jego rodzina była chrześcijańska i bardzo wierząca (troje z rodzeństwa Hieronima wybrało życie zakonne), to został on ochrzczony przez papieża Liberiusza dopiero około 360 roku – tak nakazywała ówczesna tradycja. Po chrzcie, w wieku około 18 lat, Hieronim udał się do Rzymu w celu zgłębiania tajników retoryki i filozofii. Studiował tam pod opieką poganina Eliusza Donata, utalentowanego nauczyciela gramatyki oraz Wiktorinusa, chrześcijańskiego retora. Tam też zaczął poznawać łacińskich klasyków, uczyć się sztuki pisania i dyskusji oraz języka greckiego. Po kilku latach spędzonych w Rzymie, Hieronim wyruszył w podróż do Galii, ostatecznie osiadł jednak w Trewirze, na dworze cesarza Walentyniana I, gdzie rozpoczął swoje studia teologiczne. Po zakończeniu służby na dworze cesarskim Hieronim udał się do Akwilei (miejscowość położna u wybrzeży Adriatyku), gdzie poznał Ewagriusza, pochodzącego z bogatej rzymskiej rodziny autora tłumaczenia „Życie św. Antoniego” Anastazego, z którym wyruszył w podróż do Antiochii.
W drodze, około 374 roku, na skutek ciężkiej choroby, Hieronim dostąpił objawienia, które przesądziło o jego decyzji o przeprowadzce do Konstantynopola – „stolicy” Kościoła Wschodniego, a następnie o powrocie do Rzymu i zamieszkaniu na dworze papieża Damazego (z czasem Hieronim stał się jego osobistym sekretarzem i serdecznym przyjacielem), porzuceniu studiów nad literaturą świecką i poświęceniu się sprawom boskim oraz wnikliwej analizie Pisma Świętego. Swojego żywota dopełnił w Betlejem – kolebce chrześcijaństwa – gdzie spędził ostatnie 34 lata swojego życia bez reszty oddając się analizie Słowa Bożego i pisaniu.
Dlaczego więc postać św. Hieronima – ascety, kapłana i badacza Słowa Bożego – uznawana jest dziś za patrona tłumaczy? Dlatego, iż Hieronim sam z powodzeniem spełniał się w „zawodzie” tłumacza. Jego pierwszym przekładem była korekta istniejącej już łacińskiej wersji Nowego Testamentu, znana powszechnie jako Itala lub Vetus Latina, nad którą pracę rozpoczął w 382 roku. W dorobku tłumaczeniowym Hieronima znalazło się także wiele innych starożytnych dzieł, jak choćby komentarze do ksiąg Nowego i Starego Testamentu, przekłady tekstów Origenesa oraz przekłady homilii i życiorysów (m.in. Pawła Apostoła i Hilarego). Jednak jego największym i najbardziej znanym historycznie osiągnięciem było dokonanie spójnego przekładu Biblii z pierwotnego języka (hebrajskiego i greki) na język łaciński. Przed dokonanym przez niego tłumaczeniem wszystkie przekłady Starego Testamentu opierały się na Septuagincie, a tym samym zawierały rozbieżności terminologiczne. Hieronim zdecydował się więc ujednolicić tekst Biblii i usunąć wyraźne rozbieżności obecne w ówczesnych tekstach zachodnich, opierając swoje tłumaczenie na hebrajskim Starym Testamencie, wbrew woli i apelom innych chrześcijańskich badaczy Pisma. Przekład św. Hieronima nazwano Wulgatą (z łac. przekład rozpowszechniony, popularny). Nadał on początek wieloletniej działalności naukowej Hieronima. Przekład Wulgaty zaliczany jest do jego najważniejszych osiągnięć, a całkowite jej przetłumaczenie zajęło mu blisko 24 lata. Wulgata w całej swojej historii była poddawana wysokiemu krytycyzmowi. Niemniej jednak zwierzchnicy Kościoła zaakceptowali ją, a literaturoznawcy uznali ją za najważniejszy tekst średniowiecznej Europy Zachodniej. W następstwie tego podczas Soboru Trydenckiego (1545-1563 r.) przekład Hieronima został zatwierdzony jako oficjalny przekład Biblii.
Św. Hieronim nie bez przyczyny nazywany jest patronem tłumaczy. Jego pracę tłumaczeniową cechowało ogromna pracowitość i zaangażowanie oraz niesamowita precyzja. Kilkanaście lat bowiem zajęły mu studia nad językiem hebrajskim i greckim, czytanie manuskryptów, wyszukiwanie i porównywanie informacji pochodzących z wielu różnych źródeł. Dzisiaj moglibyśmy powiedzieć więc, iż spełniał on wszystkie kryteria dobrego, profesjonalnego tłumacza – wykonywał research, analizował zależności wewnątrztekstowe i intertekstowe, a dopiero w następnej kolejności dokonywał precyzyjnego, zgodnego w ekwiwalencji przekładu. Właśnie dlatego, na jego cześć, 30 września w dzień jego imienin obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Tłumacza.
W jaki sposób zagraniczne filmy przystosowywane są do wymagań narodowych przemysłów filmowych i widzów na całym świecie? Za wszystko odpowiedzialni są tłumacze zajmujący się tzw. przekładem audiowizualnym. Właśnie tę dziedzinę tłumaczenia chcielibyśmy przybliżyć w poniższym wpisie.
Przekład audiowizualny (z ang. screen translation) jest stosunkowo nową i dynamicznie rozwijającą się gałęzią tłumaczenia. Świadczą o tym organizowane coraz częściej konferencje, kursy, warsztaty oraz liczne organizacje zrzeszające tłumaczy audiowizualnych. Ten rodzaj tłumaczenia zakłada wykorzystanie dźwięku (audio-) i obrazu (-wizualny) w procesie translacji w celu pełnego wyrażenia przekazywanych treści.
Początków tłumaczenia audiowizualnego upatruje się już w powstaniu kina niemego. Kino zaczęło dostarczać publiczności nowej formy narracji. Jednak akcja filmów była niejednokrotnie dla widzów tak zawiła, że duża ich część nie rozumiała tego, co się w nich działo. Stąd narodził się pomysł zatrudnienia w niektórych kinach aktorów, którzy na żywo czytali lub improwizowali odgrywane na ekranie dialogi. Dziś uważa się ich za pierwowzór tłumaczy audiowizualnych. Kino nieme wspomagane przez aktorów-interpretatorów nie przyniosło jednak zamierzonego efektu. Nie rozwiązywało także problemu przekładu filmów obcojęzycznych. Pierwsze jego próby pojawiły się na początku XX wieku wraz z narodzinami kina dźwiękowego. Jednakże koszt nagrania jednego filmu w kilku wersjach językowych był bardzo wysoki i na początku ograniczono się wyłącznie do nagrywania i odtwarzania filmów anglojęzycznych. Jednak wkrótce potem zaczęto poszukiwać nowych sposobów przekładu filmowego, gdyż widzowie byli już zmęczeni inwazją tego języka. Prężnie działające wówczas studia amerykańskie zaczęły więc przekładać dialogi z angielskiego w formie napisów na trzy języki: francuski, niemiecki i hiszpański. W krótkim czasie rozszerzono tłumaczenia także o inne języki. Przekład w formie napisów był jednak uciążliwy dla widzów, których większość była ówcześnie analfabetami. Jego niedociągnięcia przyczyniły się do powstania w 1929 roku pierwszego filmu dubbingowanego pt. Rio Rita. Jednak bardzo słaba jakość (przede wszystkim asynchronia) tej oraz kilku kolejnych produkcji spowodowała odrzucenie dubbingu przez widzów oraz krytyków filmowych na dłuższy czas. Od tego momentu wszystkie techniki tłumaczenia audiowizualnego przeszły szereg zmian oraz zostały udoskonalone.
Współczesny przekład audiowizualny zakłada interpretację oraz objaśnianie znaków językowych za pomocą systemów znaków niejęzykowych z jednego języka na drugi, które przez swoją intertekstualność czy kontekst kulturowy mogą być dla widza niezrozumiałe. Nowy tekst musi być spójny z innymi elementami dzieła, których transfer językowy nie obejmuje m.in. z obrazem, scenografią, muzyką, gestykulacją, mimiką twarzy aktorów itp. Techniką tłumaczeniową wiodącą obecnie prym pośród technik audiowizualnych są napisy (z ang. subtitles), które jednak przez wymogi oraz ograniczenia techniczne z góry zakładają skrócenie oraz kondensację tekstu, co często wiąże się z „wypłaszczeniem” sensu. Badania dowodzą, że w tłumaczeniu zanika około 30–40% oryginalnego tekstu. Taka redukcja jest zabiegiem koniecznym, ponieważ przeciętny widz czyta wolniej niż odbiera zapis dźwiękowy. Stąd też, aby mógł on śledzić wszystkie elementy filmu (ścieżkę dźwiękową, szybko zmieniające się obrazy), tekst musi zostać ograniczony do koniecznego minimum. Tłumaczenie musi bowiem harmonijnie współgrać z wszystkimi elementami filmu i tworzyć jego homogeniczną wizję. I to właśnie do tłumacza należy trudna decyzja, które informacje tekstu oryginalnego pominąć, a które zostawić, aby zachować charakter i intencję tekstu wyjściowego. Oczywiście wspomniana kondensacja nie może być przypadkowa. Do zadań tłumacza należy również dobór typu, koloru, rozmiaru i umiejscowienia czcionki, które są bardzo istotne dla skutecznego odbioru tekstu. Standardowo przyjmuje się, że napisy powinny mieścić się u dołu ekranu i zajmować dwie linijki liczące 34–38 znaków. Aby to osiągnąć, tłumacz ma on do dyspozycji specjalistyczne narzędzia, np. popularne oprogramowania Subtitle Workshop, SSA Tool, Subedit-Player itp. Główną zaletą tej metody jest stosunkowo niewielka ingerencja tłumacza w dzieło, gdyż widz może śledzić zarówno grę, interpretację, jak i umiejętności grających w filmie aktorów. Dodatkowo widz obcujący z oryginalną wersją filmu w tle może porównać przekład z oryginałem oraz ma bezpośredni kontakt z językiem i kulturą dzieła źródłowego, co jest dla niego bardzo cennym doświadczeniem. Zaraz za napisami plasuje się dubbing, czyli podkładanie tekstu w rodzimym języku pod ruchy warg postaci. Niekwestionowaną zaletą tej metody jest możliwość nieograniczonego dostępu widza do warstwy wizualnej filmu, ponieważ wszelkie dialogi i wypowiedzi docierają do niego w warstwie dźwiękowej. Odbiorca może się więc całkowicie skupić na tym, co dzieje się na ekranie. Do wad tej metody można zaliczyć jej sztuczność, gdyż nawet najlepiej przetłumaczone dialogi, dopasowane pod kątem czasu trwania czy rozłożenia spółgłosek bądź samogłosek, tak aby odpowiadały one ruchowi ust aktorów, bardzo często różnią się od oryginału i wywołują u widza uczucie nienaturalności. Łatwo również wywnioskować, iż w metodzie tej tłumacz w znaczący sposób ingeruje w tekst, aby zachować spójną wizję na płaszczyźnie słownej, dźwiękowej oraz wizualnej, dokonując przy tym wielu skrótów, kondensacji, ale również adaptacji i udomowień w języku docelowym, które mają pomoc we właściwym odczytaniu kontekstu kulturowego tekstu. Wśród ważnych technik tłumaczenia audiowizualnego wyróżnia się także metodę voice-over, czyli nakładanie z kilkusekundowym opóźnieniem głosu lektora, który w pojedynkę odczytuje kwestie wypowiadane w oryginale przez wszystkich aktorów. Okazuje się, że właśnie ta ostatnia metoda jest w Polsce najbardziej popularna. Społeczeństwo polskie przyzwyczaiło się tak bardzo do jednostajnego głosu lektora w telewizji, że nierzadko rezygnuje z podjęcia wysiłku towarzyszącego np. czytaniu napisów umieszczanych w dolnej części ekranu.
Wymienione do tej pory techniki przekładu audiowizualnego nie są jedynymi odmianami spotykanymi w tej dziedzinie tłumaczenia. Wyróżnia się także metody poboczne, takie jak komentarz, w którym nie ma konieczności synchronizacji dźwięku z obrazem, nadpisy (np. w operze), tłumaczenie symultaniczne, z którym można się zetknąć w programach na żywo czy wywiadach telewizyjnych, tłumaczenie wielojęzykowe w formie teletekstu (np. na płytach DVD) oraz podpisy dla osób niesłyszących, a także tzw. audio deskrypcja dla osób niewidomych, która polega na umieszczaniu dodatkowej ścieżki dźwiękowej zawierającej narrację ze skrótowym opisem scen widzialnych na ekranie.
Każda z przedstawionych metod przekładu audiowizualnego ma swoje zalety, ale też liczne wady, z którymi musi się zmierzyć tłumacz. Oprócz ograniczeń technicznych musi się on także zmierzyć z ograniczeniami socjokulturowymi, które często w znaczący sposób rzutują na przekład. Niektórzy uważają, że tłumaczenie filmowe jest mało istotnym typem tłumaczenia. Jednak w dzisiejszych czasach, w dobie elektroniki, tłumaczenie filmowe ma prawdopodobnie większy zasięg i wpływ na komunikację międzynarodową niż tłumaczenie literackie.
Wspominaliśmy już o tym wiele razy, ale powtórzymy to raz jeszcze: istniejemy i pracujemy właśnie dla Państwa. Nasza bogata oferta usług jest jednym ze sposobów na spełnianie wszelkich oczekiwań naszych Klientów. Dziś chcielibyśmy dokładniej przedstawić jeden z jej ważniejszych punktów, jakim jest tłumaczenie przysięgłe.
Jakie tłumaczenie nazywamy „tłumaczeniem przysięgłym”?
Tłumaczeniem przysięgłym nazywamy wykonywanie specjalistycznych tłumaczeń dokumentów procesowych i urzędowych. W Polsce nie uznaje się tłumaczeń przysięgłych na język polski wykonanych poza granicami kraju – każde tłumaczenie przysięgłe musi być wykonane przez tłumacza zamieszkałego na terenie RP.
Tłumaczenie przysięgłe wykorzystuje się:
Wykonywanie zawodu tłumacza przysięgłego w Polsce reguluje ustawa o zawodzie tłumacza przysięgłego, która obowiązuje od dnia 27 stycznia 2005 roku.
Czym zajmuje się tłumacz przysięgły i jakie kryteria musi spełniać?
Z definicji zawodu tłumacz przysięgły pełni funkcję zbliżoną do biegłego sądowego, służąc znajomością języka obcego ściśle określonym organom administracji państwowej: sądom, policji, prokuraturze.
Na co dzień jednak tłumacz przysięgły zajmuje się zwykle tłumaczeniem tekstów dla osób prywatnych. Są to teksty, które wymagają oficjalnego poświadczenia zgodności przekładu z oryginałem, a więc głównie wszelkiego rodzaju dokumenty (umowy, zaświadczenia, oświadczenia, testamenty, świadectwa, dyplomomy itp.). Ponadto tłumacz przysięgły może sprawdzać i poświadczać tłumaczenia z języka obcego na język polski albo z języka polskiego na język obcy sporządzone przez inną osobę oraz sporządzać poświadczone odpisy pisma w języku obcym, a także sprawdzać i poświadczać odpisy pisma w języku obcym sporządzone przez inną osobę. Każde tłumaczenie należy odnotować w tzw. repertorium, czyli specjalnym zeszycie, w którym podaje się m.in. datę przyjęcia i zwrotu dokumentu, jego opis oraz wysokość pobranego wynagrodzenia. Do poświadczania tłumaczeń oraz poświadczania odpisów pism tłumacz przysięgły używa imiennej pieczęci, która zawiera informację o języku, w zakresie którego ma uprawnienia oraz o jego pozycji na liście tłumaczy przysięgłych nadanej mu przez Ministerstwo Sprawiedliwości.
Tłumaczem przysięgłym w Polsce może zostać osoba fizyczna, która:
Pełnienie funkcji tłumacza przysięgłego ma pewną główną zaletę, którą jest większy prestiż zawodowy od zwykłego tłumacza. Ma jednak również wiele wad. Przede wszystkim swoją pracę na rzecz organów państwowych tłumacz przysięgły jest zobowiązany wyceniać według oficjalnego cennika Ministerstwa Sprawiedliwości, bez możliwości jakichkolwiek odstępstw. Ponadto, bez podania ważnej przyczyny, tłumacz przysięgły nie może odmówić świadczenia usług biegłego w sądzie, niezależnie od dnia i godziny wezwania.
Tłumaczenie przysięgłe vs tłumaczenie uwierzytelnione vs tłumaczenie poświadczone
Na rynku tłumaczeniowym istnieje wiele różnych nazw na tłumaczenia wykonywane na dokumentach urzędowych: tłumaczenie przysięgłe, poświadczone, uwierzytelnione… Zrobił się z tego niezły bałagan i rzadko można uzyskać konkretną i rzetelną odpowiedz na pytanie: czym się one właściwie różnią? Postaramy się uporządkować te informacje. Jak w wielu innych przypadkach, tłumacze podzielili się na dwa przeciwne „obozy”. Jedni uważają, że wszystkie wymienione wyżej nazwy można stosować całkowicie wymiennie. I tak też robią. Z kolei inni twierdzą, że o ile terminy „uwierzytelnione” oraz „poświadczone” znaczą to samo, czyli tłumaczenie, które wykonywane jest najczęściej przez zwykłego tłumacza lub tłumacza przysięgłego, a następnie jest weryfikowane i ostemplowywane przez innego tłumacza przysięgłego, o tyle tłumaczenie przysięgłe jest od początku do końca wytworem jednego tłumacza przysięgłego.
Teraz znają już Państwo tajniki tłumaczenia przysięgłego. Biuro Tłumaczeń TRANSLAX oferuje Wam tę usługę z gwarancją terminowości i najwyższej jakości. Tłumacze przysięgli współpracujący z naszym biurem są doświadczeni i w pełni profesjonalni. Zaufało nam już bardzo wielu Klientów. Dołącz do nich!
Dzisiaj chcielibyśmy przybliżyć dziedzinę tłumaczenia, od której tak naprawdę wszystko się zaczęło, a chodzi oczywiście o tłumaczenie literackie. Postanowiliśmy podzielić się naszymi refleksjami na temat ogromu problemów, z jakimi zmagają się osoby zajmujące się przekładem literatury obcej.
Jedynie osoba znająca język obcy na tyle dobrze, by czytać obcojęzyczne dzieła w oryginale, może oceniać ich jakość. Reszta musi polegać na mniej lub bardziej wiernych tłumaczeniach, a w zasadzie na „dziełach wtórnych”. Przyjęta przez tłumacza metoda przekładu, w połączeniu z jego wiedzą i umiejętnościami, stanowią o jakości „nowego” utworu. Tym samym tłumacz staje się poniekąd „współautorem” dzieła. Czytając jakikolwiek przekład literatury obcej, nie do końca jesteśmy więc w stanie stwierdzić, na ile wiernie tłumacz oddał intencje autora, innymi słowy na ile powstały przekład jest jeszcze autora, a na ile już tłumacza. Do tego dochodzi również ryzyko, że tłumacz może całkowicie błędnie odczytać intencje autora. Tłumacz musi być zatem wielozadaniowy. Musi on podejmować decyzje nie tylko co do słownikowego znaczenia fragmentu, który przekłada, ale także poprawnie go zinterpretować. Owszem, w przypadku wątpliwości może się on posiłkować opracowaniami badaczy literatury, ale w sytuacji, gdy takowe nie istnieją lub różnią się przyjętymi rozstrzygnięciami, musi sam postawić się w roli arbitra i przyjąć wybraną przez siebie wykładnię.
Opór materii
Dodatkowo, tekst zwykle „nie ułatwia” tłumaczowi pracy. Autorzy chcąc osiągnąć niezwykłe efekty stylistyczne, wspinają się na wyżyny swoich literackich możliwości i tym samym przyprawiają tłumaczy o ból głowy i dziesiątki nieprzespanych nocy. Poszczególne wyrazy oryginału mogą mieć bowiem określone konotacje, mogą być nacechowanie emocjonalnie czy kulturowo, mogą również być związkami frazeologicznymi. W jaki sposób oddać walory brzmieniowe, bogactwo wieloznaczności, grę słów, skojarzenia, komizm i żart językowy jednocześnie? A przecież literatura to nie tylko sens, ale również i dobrodziejstwo formy. Tłumacz może się natknąć na mur w postaci różnic międzyjęzykowych i międzykulturowych. Wówczas musi się bardzo „nagimnastykować”, aby ten mur pokonać. Istnieje wiele technik, którymi może się posłużyć, aby tego dokonać. Może on dokonać przekładu metodą „słowo w słowo”. Jest to jednak najmniej efektywna ze wszystkich technik tłumaczenia, o czym wie każdy, kto próbował przekładać tekst z zupełnie nieznanego sobie języka tylko z pomocą słownika. Może on poszukać ekwiwalentu dynamicznego, czyli odejść od oryginału i odnieść się do kultury języka docelowego. Tu powstaje jednak pytanie gdzie kończy się przekład, a gdzie zaczyna zbyt daleko idąca interpretacja. Jest jeszcze przypis. Część tłumaczy uważa jednak, iż nie jest to już przekładem, ale komentarzem do oryginału i świadczy jedynie o bezradności i braku kreatywności tłumacza, który przełożył znaczenie, ale nie zdołał oddać sensu. I bądź tu tłumaczu mądry…
Cztery największe wyzwania dla tłumacza literatury
Podajemy wam subiektywną listę największych wyzwań, które czekają na tłumacza literatury pięknej:
Dotykamy tu trudnego i ważnego zagadnienia. W iluż dziełach mamy bowiem do czynienia ze stylizacją? W bardzo wielu. Tak jak nie da się właściwie przełożyć Córki proboszcza Orwella bez podkreślenia użycia przez część bohaterów slangu typowego dla angielskiego marginesu społecznego, tak nie da się przełożyć Chłopów Reymonta czy Trylogii Sienkiewicza bez uwzględnienia stylizacji. Nie wspominając już o przekładach utworów literatury dawnej. Wyobraźmy sobie próby podrobienia charakterystycznego stylu Mikołaja Reja w obcym języku… Byłoby to prawdopodobnie karkołomne zadanie.
Idiomy są to zwroty typowe dla danego języka, które zwykle są nieprzekładalne na języki obce. Tłumacz oddycha z ulgą jeśli uda mu się znaleźć odpowiednik idiomu w języku docelowym. Jeśli jednak ma mniej szczęścia, to staje przed dylematem, czy tłumaczyć dany idiom dosłownie, mając świadomość, że bez przypisu nikt go nie zrozumie, czy tłumaczyć opisowo – tak, żeby czytelnik go zrozumiał. W tym wypadku jednak zmuszony jest zrezygnować z kolorytu, jaki wnosi zastosowanie idiomu.
c) rytmika
Rytmika jest istotna zwłaszcza w przypadku tłumaczenia poezji. Jak przełożyć wiersz, zachowując zarówno jego rytmikę, jak i sens? Jeśli autor używał wiersza regularnego, dajmy na to 13-zgłoskowca, należałoby to uwzględnić również w tłumaczeniu. Ale i tu pojawia się dylemat. 13-zgłoskowiec to w poetyce polskiej miara szczególna, uważana za odpowiednią do wyrażania najpodnioślejszych treści. W innym języku taka funkcję może pełnić inna miara. Cóż więc zrobić: brnąć w 13-zgłoskowiec, znaleźć odpowiednią miarę w języku docelowym, wybrać taką miarę, żeby było wygodnie przekładać czy w ogóle zrezygnować z takich detali jak rytm, rym i metrum? Jeśli tłumaczowi zależy na wierności tłumaczenia, zwykle rezygnuje on z tych niewpływających na znaczenie ozdobników. Jeśli jednak chce dokonać przekładu poetyckiego, zmuszony jest siłą rzeczy do stworzenia czegoś, co będzie raczej parafrazą utworu. Kompromisów uniknąć się nie da, chyba że jest się tłumaczem obdarzonym nieskończonym geniuszem literackim.
Oczywistym jest, że w różnych językach występują różne głoski. Tym samym różne wyrazy uzyskują różne brzmienia. Jak zatem w przekładzie uchwycić piękno instrumentacji głoskowych, onomatopei, aliteracji itp.? Częściowo się da, ale zwykle, podobnie jak w przypadku zabawy rytmiką, nadaje to tłumaczeniu cech parafrazy. Tym samym tłumacz znów staje przed dylematem: forma czy treść?
Widzicie już, że tłumaczenie literatury do łatwych nie należy. Wymaga od tłumacza zarówno wiedzy i umiejętności językowych, jak i kreatywności oraz polotu. Zobaczyliście ile pracy musi on włożyć w przekład trudnego tekstu literackiego. A co jeśli oryginał sam w sobie jest „płaski”? Przecież z pustego i Salomon nie naleje… My bardzo doceniamy pracę naszych kolegów po fachu i życzymy im lekkiego pióra!
W dobie wydarzeń, które mają obecnie miejsce na Ukrainie wszyscy łączymy się z jej obywatelami. Zdecydowaliśmy więc przyjrzeć się bliżej sytuacji etnicznej, a tym samym i sytuacji językowej panującej w tym kraju.
Problem języka na Ukrainie nazywany jest zarówno przez politologów, etnografów, jak i językoznawców „trzeciorzędną sprawą o pierwszorzędnym znaczeniu”. Dlaczego? Ponieważ dotąd kwestia dwujęzyczności Ukrainy nie przysparzała na co dzień większych trudności. Dla większości Ukraińców nie miało znaczenia, w którym z dwóch języków – ukraińskim czy rosyjskim – oglądali telewizję, czytali gazety czy słuchali radia. Konflikt zaognił się dopiero w obliczu ostatnich wydarzeń.
Sytuacja językowa na Ukrainie jest skomplikowana. 80 % obywateli deklaruje swoją narodowość jako ukraińską, zaś 17 % uważa się za Rosjan. Jednocześnie 85 % Ukraińców za swój ojczysty język uważa ukraiński. Gdy jednak zapytać nie o język ojczysty, ale o ten, którym posługują się na co dzień, okaże się, że prawie co drugi obywatel Ukrainy mówi po rosyjsku. Zarazem jednocześnie tylko niewielki procent ludności nie rozumie języka ukraińskiego. Z uwagi na względy historyczne swój udział w językowej mapie Ukrainy ma również język polski.
Zachodnia Ukraina jest bardzo wyczulona na punkcie językowym. We Lwowie na przykład skuteczniej można dogadać się po polsku niż po rosyjsku. O ile w Kijowie nawet kioski z gazetami oznaczone są w języku ukraińskim i rosyjskim, o tyle we Lwowie takiego zjawiska nie uświadczymy. Jednak ci, którzy posługują się także językiem wschodniego sąsiada, nie są tam dyskryminowani. Przykładem na to jest jeden z największych lwowskich dzienników „Wysoki Zamek”, który na co dzień ukazuje się po ukraińsku, jednak raz w tygodniu wydawany jest również w języku rosyjskim.
Centrum Ukrainy ma inny problem: przenikanie się obu języków. O ile duża część mieszkańców Ukrainy rozróżnia oba języki, o tyle niektórzy mieszają obie mowy, posługując się tzw. surżykiem. Jest to duże zagrożenie dla czystości języka ukraińskiego. Nie działa to jednak tylko w jedną stronę. Pod wpływem ukraińskiego zmienia się również język rosyjski. Na Ukrainie mamy do czynienia z czterema „językami”: ukraińskim, rosyjskim, rosyjskim ukraińskim i polskim ukraińskim.
Na wschodzie i południu kraju dominacja języka rosyjskiego jest olbrzymia. Dzieje się tak głównie dlatego, że tereny te zamieszkuje najwięcej etnicznych Rosjan, których przodkowie zostali tam przesiedleni jeszcze za czasów stalinowskich. Zwolennicy przyznania rosyjskiemu statusu języka państwowego stanowią tam ponad 80 % ludności. O ile w skali kraju trzy czwarte dzieci uczęszcza do szkół ukraińskojęzycznych, to w takich miastach jak Ługańsk czy Donieck odsetek ten nie przekracza 25 %. Również tamtejsi dorośli, którzy prawie nigdy nie mieli kontaktu z ukraińskim, niechętnie posługują się tym językiem, ponieważ nie władają nim poprawnie.
Były jednak czasy, gdy to kultura i język rodem z Kijowa oznaczały wyższość cywilizacyjną. Do XVIII w. centrum prawosławia znajdowało się właśnie w Kijowie, a nie w Moskwie. W XVIII w. elitę Petersburga stanowili Ukraińcy, a dużą część kultury, zwanej obecnie rosyjską, budowała ukraińska inteligencja. Z czasem jednak elita ta została wchłonięta przez imperium. W carskiej Rosji, a następnie w ZSRR, rosyjski stał się mową wielkiego świata, postępu, kariery. Ukraiński dyskryminowano i sprowadzono do roli języka prymitywnego: języka chłopów, dołów społecznych i ludzi pracujących fizycznie.
Sytuacja językowa zaczęła się zmieniać w połowie lat 90., gdy szkoły skończyli ludzie, którzy rozpoczęli naukę w czasie pierestrojki. To pokolenie porozumiewa się swobodnie w dwóch językach. Język ukraiński stał się językiem demokracji, proeuropejskich dążeń, nowoczesności. Z kolei rosyjski przestał mieć antyukraińskie piętno. Okazało się również, że ludzie nim mówiący mogą być jednocześnie ukraińskimi patriotami.
Jednak w takich dziedzinach jak media, kultura i informatyka ukraińskojęzyczna produkcja wciąż nie ma szans z rosyjskojęzyczną. Posłuży nam tu przykład rosyjskojęzycznej książki – jest tańsza w wydaniu, ponieważ ma zasięg na cały obszar postsowiecki. Ukraińska z kolei jest droga, bo jej nakład jest mały. Ukraińcy sami o sobie mówią, że do tej pory byli mniejszością w rosyjskojęzycznym świecie i choć dziś mają państwo i język, kulturowo i mentalnie, to nadal pozostają mniejszością. W najbliższych latach okaże się kto pozostanie większością, a kto mniejszością.
Ukrainę czeka jeszcze długa walka, aby wszyscy jej obywatele zaakceptowali status językowy państwa, w którym żyją. Kiedy jednak sytuacja społeczno-ekonomiczna oraz polityczna w tym kraju się uspokoi, przyjdzie czas na to, aby Ukraińcy zaczęli dostrzegać pozytywy dwujęzyczności. Jest to bowiem duży atut w kontaktach gospodarczych i kulturowych, a z Ukrainy czyni swego rodzaju pomost między Zachodem a Rosją. Ale co tak naprawdę znaczy w tym przypadku dwujęzyczność? Według nas oznacza to istnienie na Ukrainie języka ukraińskiego, jak i rosyjskiego na równych zasadach. Bez niepotrzebnych podziałów, manipulacji i interferencji politycznych oraz ideologicznych, które tylko zaogniły ostatnie zamieszki w Kijowie i na Krymie. Oby tak się stało jak najszybciej.
W dobie globalizacji, międzynarodowa komunikacja jest nieodzownym elementem naszego życia codziennego. Być może stąd właśnie bierze się potrzeba nauki języków obcych i tłumaczeń. Czy w obecnych czasach jesteśmy jednak w stanie porozumiewać się jednym uniwersalnym językiem, czy różnice międzykulturowe są zbyt duże? I czy istnieje współczesna lingua franca? Spróbujemy znaleźć odpowiedzi na te pytania.
Potrzeba globalnej komunikacji sięga już czasów starożytnych. Narodziła się w Europie już w okresie Cesarstwa Rzymskiego, a następnie rozwijała się w średniowieczu. Wtedy to rolę lingua franca przyjęła łacina. Był to język uczonych elit. Łacina królowała zarówno na uniwersytetach, na dworach królewskich, jak i w kościołach oraz klasztorach, które były ważnymi ośrodkami życia politycznego, naukowego i duchowego. Innymi słowy, używając współczesnej terminologii, można stwierdzić, że łacina stała się międzynarodowym językiem komunikacji średniowiecznej Europy.
Czasy się zmieniły, a świat ruszył naprzód. Łacina zaczęła stopniowo wymierać wypierana przez języki narodowe. Dziś jednak znów mamy do czynienia z tendencją oddalania się od języków narodowych na rzecz jednego wspólnego, uniwersalnego języka, którym, na dzień dzisiejszy, jest język angielski. Nasuwa się jednak pytanie czy język angielski ma już status lingua franca, jaki miała łacina w czasach średniowiecznych? Wydaje się, że tak.
Język angielski to dziś język o zasięgu światowym. I choć znajduje się dopiero na trzecim miejscu wśród języków nauczanych jako pierwsze, to okazuje się, że jako drugi język, czyli język nabyty, dominuje na całym świecie. Jest bowiem wybierany przez wiele krajów wielojęzycznych (zwłaszcza postkolonialnych) na język państwowy, urzędowy czy jako język edukacji w szkołach i na uniwersytetach. Według wyliczeń Davida Crystala, brytyjskiego językoznawcy i autora książki zatytułowanej English as a global language, liczba osób posługujących się językiem angielskim jako pierwszym, bądź drugim językiem wynosi ok. 800 milionów. Kanadyjski badacz roli języka angielskiego w świecie Howard Richler twierdzi z kolei, że aż półtora miliarda ludzi na świecie porozumiewa się w języku angielskim. Jednak nawet bez powoływania się na badania dotyczące powszechności użycia tego języka pewne jest, że jest to język najczęściej używany, nauczany i rozumiany na całym świecie. Pod względem liczebności użytkowników konkurować z nim może jedynie język chiński (w dialekcie mandaryńskim). Dzieje się to jednak za sprawą dużej liczby mieszkańców Państwa Środka, a nie przez rozpowszechnienie tego języka na świecie. Wobec powyższego, nawet Chińczycy zdają sobie sprawę, że chcąc uczestniczyć w globalnej gospodarce i być znaczącym partnerem politycznym, biznesowym i handlowym na arenie międzynarodowej (np. dla Stanów Zjednoczonych i krajów Europy Zachodniej), muszą znać język angielski. W krajach azjatyckich takich jak Chiny, Japonia, Korea Południowa czy Indie naukę tego języka wprowadza się więc już od najmłodszych lat szkolnych. Znajomość języka angielskiego w Ameryce Północnej jest z kolei oczywista. Mimo że w Kanadzie drugim językiem oficjalnym jest francuski, a w Stanach Zjednoczonych rosną w siłę języki mniejszości narodowych (w przeważającej części hiszpański), język angielski jest nadal językiem dominującym. Nieco inaczej sytuacja ma się w Ameryce Łacińskiej i Południowej. Hiszpański i portugalski, czyli języki natywne, nadal są tam dominujące. Wynika to z dość znaczącego ubóstwa panującego w państwach Ameryki Południowej – rządy państw tego kontynentu nie inwestują bowiem w językowy rozwój obywateli. Australia i część państw afrykańskich to byłe kolonie brytyjskie, co w dużej mierze wyjaśnia rozprzestrzenienie się języka angielskiego na tych terenach. Na ostatek pozostaje jeszcze Europa. Na Starym Kontynencie angielski z uwagi na fakt bycia jednym z oficjalnych języków w strukturach unijnych pełni przede wszystkim rolę polityczno-ekonomiczną. Jest to również główny język komunikacji w turystyce.
Badania językoznawców dowodzą, że język angielski jest współcześnie głównym „pożyczkodawcą” dla wszystkich języków świata, choć przez ostatnie tysiąclecie był jednym z języków, które najwięcej zapożyczały od innych. Wspomniany wcześniej Richler dowodzi, iż angielskie słownictwo, które jest obecnie jednym z najbogatszych na świecie, zawiera jedynie 34% słów pochodzenia anglosaskiego, natomiast aż 40% jego słownictwa pochodzi z języka francuskiego. Pozostałe słowa pochodzą zaś z około czterystu różnych języków świata (np. indiańskich czy afrykańskich).
Tę bardzo ogólną i pobieżną charakterystykę języka angielskiego można by podsumować stwierdzeniem, iż jest to język bardzo otwarty na inne. Być może to właśnie ta cecha czyni go narzędziem globalnej komunikacji. Wielu specjalistów-językoznawców (choćby wspomniani wcześniej Crystal i Richler) sądzi, że angielski już stał się współczesną lingua franca. My całkowicie się z tym zgadzamy. A Wy?
Tradycja tłumaczenia ustnego sięga najdawniejszych czasów. Pisaliśmy już o nim wcześniej tu: https://translax.eu/tlumaczenia/czym-sa-tlumaczenia-ustne/. Dzisiaj przedstawimy dokładniej jeden z typów tłumaczenia ustnego, jakim jest tłumaczenie konferencyjne i przybliżymy nieco blaski i cienie pracy tłumacza konferencyjnego.
Tłumaczenie konferencyjne to wyłącznie ustna forma przekładu, która służy przekazaniu w sposób naturalny i płynny nie tylko treści wyrażanej w języku źródłowym, ale również sposobu mówienia, tonu, emocji i przekonań mówcy. Tłumacz konferencyjny zawsze wypowiada się w pierwszej osobie. Jako, że w konferencjach udział biorą często osobistości z różnych środowisk i kultur, zadaniem tłumacza jest umożliwienie im zrozumienia i komunikacji nie poprzez dosłowne tłumaczenie poszczególnych słów, ale poprzez przekazywanie sensu wypowiedzi w ich rodzimym języku.
Wyróżniamy dwa główne rodzaje tłumaczenia konferencyjnego:
a) konsekutywne – tłumaczenie, które odbywa się po zakończeniu wypowiedzi mówcy w języku źródłowym. Tłumacz odbiera tekst globalnie i jednorazowo (czasem jedynie podpiera się notatkami, aby przekład był poprawny merytorycznie). Potrzebna mu jest więc umiejętność krótkotrwałego „magazynowania” tekstu w pamięci. To właśnie sprawia największą trudność. Wadą tłumaczenia konsekutywnego jest jego czasochłonność – czas trwania przekazu informacji podwaja się przy tłumaczeniu z języka źródłowego na docelowy, a przy ewentualnym przekładzie na dalsze języki ulega odpowiedniemu wydłużeniu. Zaletą tego rodzaju tłumaczenia jest możliwość przełożenia tekstu bardziej spójnie i dokładnie.
b) symultaniczne – tłumaczenie, które polega na jednoczesnym tłumaczeniu wypowiedzi mówcy. Tłumacz pracuje w dźwiękoszczelnej kabinie wraz z co najmniej jednym zmiennikiem, którym zmienia go co pół godziny. Jego zadaniem jest wysłuchać wypowiedzi przez słuchawki i niemalże natychmiast przełożyć tekst do mikrofonu, który przekazuje tłumaczenie dalej do słuchawek na uszach słuchaczy. Uczestnicy mają możliwość wybrania kanału z przekładem w odpowiednim języku. Czas odgrywa w przypadku tego typu tłumaczenia kluczową rolę – zajmuje ono połowę czasu potrzebnego na tłumaczenie konsekutywne.
Do opisania tłumaczenia konferencyjnego używa się również innych specjalistycznych terminów:
a) relay – tłumaczenie między dwoma językami z wykorzystaniem trzeciego
b) retour (tzw. tłumaczenie „zwrotne”) – tłumaczenie z języka ojczystego na obcy
c) pivot – tłumaczenie, w którym językiem źródłowym dla wszystkich kabin jest ten sam język
d) cheval – tłumaczenie, podczas którego tłumacz pracuje na zmianę w dwóch kabinach
e) układ asymetryczny – sytuacja, w której wszyscy uczestnicy spotkania słuchają tłumaczenia wykonywanego tylko na kilka wybranych języków
f) tłumaczenie szeptane (tzw. „szeptanka”) – tłumaczenie symultaniczne wykonywane bezpośrednio do ucha uczestnika konferencji przez siedzącego przy nim tłumacza
g) migowe – tłumaczenie symultaniczne na język migowy, wykorzystujące dwa kanały: werbalny i pozawerbalny
Zawód tłumacza konferencyjnego – raj czy piekło?
O tłumaczeniu konferencyjnym często mówi się jako o prestiżowym i elitarnym zawodzie. Jednak stres jest nieodłączną jego częścią. Głównym źródłem stresu i presji odczuwanej przez tłumaczy konferencyjnych są stawiane im oczekiwania: tłumacz często musi być mediatorem, ekspertem i „pomostem” między kulturą języka źródłowego a kulturą języka docelowego. Co więcej, nierzadko wysiłek i ciężka praca tłumacza nie znajdują należnego uznania społecznego. Często lekceważone są również podstawowe potrzeby tłumacza, takie jak np. możliwość wcześniejszego udostępnienia materiałów do przygotowania nawet, gdy mają oni do czynienia z trudnymi, specjalistycznymi tematami. Powodem do stresu dla tłumacza konferencyjnego jest także praca z mówcami, których wypowiedzi obfitują w „zaskakujące zwroty akcji” : metafory, przysłowia, anegdoty, aluzje kulturowe, wewnętrzne żarty i gry słów, błędy (rzeczowe i zwykłe przejęzyczenia), niejasne stwierdzenia, o których objaśnienie nie można zapytać oraz cytaty. Na pracę tłumacza konferencyjnego wpływa wiele czynników, m.in. takich jak jakość tekstu w języku źródłowym oraz sposób jego wygłoszenia (akcent, intonacja, szybkość, elementy niewerbalne), przygotowanie mówcy, długość tłumaczenia, widoczność i słyszalność mówcy. Do tłumaczenia symultanicznego dochodzą również elementy techniczne: brak przestrzeni, odpowiedniej wentylacji i oświetlenia w kabinie oraz jakość dźwięku w słuchawkach. Lista negatywów opiewa także w częste wyjazdy, a co za tym idzie, brak stabilności w życiu zawodowym i osobistym
Nagromadzenie stresorów prowadzi często do szybkiego wypalenia zawodowego u tłumaczy. Długotrwałe przeciążenie nadmiarem informacji w połączeniu z brakiem informacji zwrotnej o jakości tłumaczenia może prowadzić do braku motywacji, niedbałości oraz braku zaangażowania tłumacza w pracę. Tłumacze swoją pracę przepłacają często również zdrowiem fizycznym. Ciekawostką jest to, że badania na tłumaczach konferencyjnych dowodzą, iż poddani są oni w pracy tak dużemu stresowi jak menedżerowie w dużych korporacjach.
Widać zatem, że praca tłumacza konferencyjnego nie jest tak różowa, jak mogłoby się wydawać. Wymaga ona mnóstwo poświęcenia, uwagi i koncentracji, ale także wyjątkowych predyspozycji, wiedzy i umiejętności ze strony tłumacza. Dobre tłumaczenie często może bowiem wpłynąć na wynik spotkania czy konferencji. Właśnie dlatego tak bardzo istotna jest praca tłumacza konferencyjnego.
Języki obce stanowią coraz większą część naszego życia, zwłaszcza życia zawodowego. Stąd też coraz większe zapotrzebowanie na obszerne, rozbudowane słowniki. Na polskim rynku istnieje wiele wydawnictw oferujących papierowe wersje słowników oraz jeszcze więcej słowników online. Trudno nie zagubić się w morzu tytułów i stron internetowych. Jednak jedna z oferowanych pozycji znacząco wyróżnia się spośród innych. Mowa o Linguee, czyli stosunkowo nowym (bo otwartym w kwietniu 2009 r.), obszernym, wielojęzycznym słowniku internetowym, który pozwala na wyszukiwanie obcojęzycznych słów i zwrotów w prostszy i bardziej efektywny sposób niż dotychczas. W jaki sposób? Odpowiedź znajdziecie Państwo w tym artykule.
Kilka słów o Linguee
Linguee jest jednym z największych serwisów internetowych, udostępniających darmowy, wielojęzyczny słownik online. Powstał on z pomysłu byłego pracownika serwisu Google dr. Gereona Frahlinga, a ulepszony został przez Leonarda Finka. Utrzymywany jest na licencji firmy Linguee GmbH z siedzibą w Kolonii (Niemcy).
Innowacyjna technologia
Serwis Linguee ma prosty i przejrzysty interfejs. Jednocześnie, opierając się na nowoczesnych technologiach, poszerza zasoby dostępnych w Internecie słowników o miliony przetłumaczonych zdań, które wyszukiwane są w wielojęzycznych serwisach internetowych. Linguee zapewnia dostęp do około 100 milionów przetłumaczonych haseł, czyli do około tysiąca razy więcej niż oferują inne słowniki online. Gromadzony miesiącami materiał, na którym bazuje słownik, składa się wyłącznie z tekstów tłumaczonych i weryfikowanych przez profesjonalnych tłumaczy. W większości są to dokumenty prawne i prezentacje biznesowe, ale również tłumaczenia dokumentacji (uchwał, traktatów, rozporządzeń) Unii Europejskiej. Wszystkie zdania dodawane do bazy słownika przechodzą skrupulatną kontrolę jakości, dokonywaną przez automatycznie uczący się system komputerowy, trenowany przez tłumaczy dla każdego języka z osobna. System ten potrafi wykrywać cechy świadczące o jakości tłumaczenia, a następnie wyświetlać użytkownikowi jedynie najtrafniejsze z nich, wraz z podpisem źródła, z którego pochodzą. Również użytkownik może wpływać na dokładność wyświetleń słownika – może ustalać zakres tłumaczeń rozmytych oraz oceniać trafność proponowanych wersji tłumaczenia. Wyszukiwanie słów w tym słowniku jest tak szybkie i efektywne dzięki wykorzystaniu nowoczesnych i innowacyjnych rozwiązań. Jednym z większych udogodnień tego serwisu, dającym mu przewagę nad innymi tego rodzaju, jest możliwość wyszukiwania słów w kontekście, co bardzo ułatwia ich poprawne zastosowanie. Szukane słowo jest rozpoznawane wśród milionów przetłumaczonych zdań znajdujących się w bazie. Co ważne, Linguee dla danego zapytania wyświetla nie tylko jego obcojęzyczne odpowiedniki, ale całe zdania, w których kolorem żółtym zaznaczone jest wyszukiwane zapytanie. Biorąc pod uwagę mnogość kontekstów, w którym dane słowo może wystąpić, jest to niezwykle przydatna opcja. Linguee pozwala także tłumaczyć związki frazeologiczne, stałe, utarte zwroty, kombinacje słów i fachową terminologię z wielu dziedzin nauki i techniki. Dzięki temu użytkownik jest w stanie wyszukiwać zwroty dużo efektywniej niż w tradycyjnym, nawet w bardzo zasobnym, redakcyjnym słowniku.
Nasza ocena
Słownik dostępny jest pod tym linkiem: www.linguee.com. Użytkownicy mogą sprawdzać w nim tłumaczenia słów w wielu różnych parach językowych. Niestety baza haseł z języka polskiego wciąż jeszcze nie jest zadowalająca – tłumaczenie z i na język polski może odbywać się jedynie pośrednio przez język angielski. Podobnie sprawa ma się w przypadku wielu innych rzadziej używanych języków. Jeżeli więc chcielibyśmy przetłumaczyć słowo na przykład z języka niemieckiego lub francuskiego, tłumaczenie musiałoby najpierw przejść przekład z języka źródłowego na język angielski, a dopiero w dalszej kolejności z języka angielskiego na język polski. To prawdopodobnie jedna z niewielu wad tego słownika. Mamy nadzieję, że z czasem twórcy Linguee rozwiną możliwości serwisu i możliwym stanie się tłumaczenie z dowolnego języka na inny dowolny język, a zasoby hasłowe języku polskim będą się powiększać. Warto przyglądać się rozwojowi tego serwisu. My na pewno będziemy to robić.
Więcej informacji na temat Linguee: http://www.linguee.pl/press/PL/2013-12-04_LingueePressRelease.pdf
W erze automatyzacji i komputeryzacji praca, jaką wykonywali pierwsi tłumacze, przekładając dzieła ręcznie, linijka po linijce, wydaje się już niemożliwa i zupełnie nieopłacalna. Dążąc do usprawnienia pracy dzisiejszych tłumaczy, stworzono szereg różnego rodzaju narzędzi, których zadaniem jest zaoszczędzić cenny czas i zwiększyć wydajność pracy tłumacza. Do tego typu oprogramowań należą tzw. narzędzia CAT (ang. Computer Assisted Translation). O narzędziach tych pisaliśmy już ogólnie w tym artykule: https://translax.eu/tlumaczenia/narzedzia-cat-w-pracy-tlumacza/. Dziś szczegółowo przyjrzymy się jednemu z tych programów – flagowemu produktowi firmy SDL, czyli Tradosowi.
Czym jest Trados Studio?
SDL Trados Studio to oprogramowanie służące do tłumaczenia wspomaganego komputerowo. Stworzone zostało przez niemiecką firmę Trados GmbH założoną w 1984 roku w Stuttgarcie (Niemcy) przez Jochena Hummela oraz Iko Knyphausena. Pierwsza wersja programu, złożona z dwóch komponentów (MultiTerm oraz Translator’s Workbench), powstała na początku lat 90. Pod koniec dekady, między innymi za sprawą wykorzystania programu przez firmę Microsoft do lokalizacji Windowsa, Trados stał się liderem na rynku oprogramowania tłumaczeniowego. W wyniku odnoszonych sukcesów, w 2005 r. licencja na ten program została odkupiona przez brytyjskiego potentata SDL International – firmę świadczącą usługi językowe (ang. LSP – Language Services Provider).
Co wyróżnia Trados Studio na tle innych narzędzi CAT?
Trados jest najbardziej zaawansowanym produktem spośród wszystkich narzędzi CAT dostępnych na rynku. Podobnie jak w przypadku innych programów tłumaczeniowych, w trakcie pracy nad tłumaczeniem użytkownik na bieżąco tworzy i uzupełnia bazy danych (tzw. pamięć tłumaczeniową – Translation Memory, TM oraz bazę terminologiczną – Term Base, TB). Mechanizm obsługi baz umożliwia zarówno automatyczne tłumaczenie wcześniej przetłumaczonych fragmentów tekstu (exact matches), jak i podpowiadanie użytkownikowi zbliżonych tłumaczeń, zwanych tłumaczeniami rozmytymi (fuzzy matches). Pamięć tłumaczeniowa oprócz par tłumaczonych segmentów zawiera także informacje dotyczące struktury i kontekstu zawartych danych. Dzięki temu narzędzie, napotkawszy na zbliżony lub wręcz identyczny fragment tekstu, może wybrać najlepiej odpowiadające mu w danym przypadku tłumaczenie. Od wersji 2007 oprogramowanie Trados nie jest już skorelowane jest z pakietem Microsoft Office. Tłumacz nie używa więc do tłumaczenia programu Microsoft Word zaopatrzonego w dodatkową zakładkę, lecz wbudowanego w Studio edytora. Korzystanie z programu skraca czas tłumaczenia dokumentu, a dzięki weryfikacji spójności terminologicznej w systemie Quality Assurance możemy mieć pewność, że terminologia będzie spójna nawet przy projektach wykonywanych przez wielu tłumaczy. Ale to dopiero początek długiej listy zalet pakietu Trados. Mocną stroną programu jest również możliwość korzystania z gotowych słowników przygotowanych specjalnie dla Tradosa oraz możliwość wymiany pamięci tłumaczeniowych między wieloma użytkownikami na serwerze. Ponadto Trados Studio dzięki specjalistycznym komponentom umożliwia tłumaczenie i weryfikację tekstów niezależnie od formatu pliku, włączając w to również tłumaczenie grafiki za pośrednictwem schowka systemowego. Najnowsza wersja programu obsługuje ponad 70 różnych formatów plików, takich jak TTX, ITD, SGML, XML, HTML, XLIFF, SDLXLIFF, SVG, pliki programu OpenOffice, TXT, Java, Microsoft .NET, pliki pakietu Microsoft Office, pliki programów firmy Adobe: PDF (dzięki silnikowi Solid), FrameMaker, InDesign oraz InCopy, a także pliki innych programów graficznych takich jak QuarkXPress, PageMaker oraz Interleaf. Program Trados posiada tak wiele różnych opcji, że trudnym zadaniem jest, zwłaszcza dla nowicjusza, odkryć i wykorzystywać je wszystkie. Jednak po dogłębnym zapoznaniu się z programem, jasnym staje się dlaczego przoduje on na rynku narzędzi tłumaczeniowych.
Co wykazały nasze testy najnowszej wersji SDL Trados Studio 2015?
Trzeba przyznać, że twórcy wprowadzili do najnowszej wersji swojego flagowego produktu kilka nowych, ciekawych rozwiązań. Poprzednim wersjom programu bardzo dużo czasu zajmowało zaimportowanie dokumentu. Problem ten został naprawiony w najnowszej wersji dzięki zastosowaniu nowego algorytmu. Czas otwarcia i zapisu dokumentu skrócił się o blisko 70%. Praca w programie również została usprawniona dzięki wprowadzeniu opcji podglądu kilku dokumentów na jednej karcie. Ostatnią ważną zmianą w stosunku do wcześniejszych wersji Tradosa jest wprowadzenie opcji autozapisu. Niemożliwa staje się więc utrata danych podczas pracy. Dodatkowo oprogramowanie działa szybko i bezawaryjnie.
W porównaniu z innymi narzędziami CAT – Wordfastem, OmegąT czy nawet MemQ – Trados jest programem dość rozbudowanym i skomplikowanym. Aby efektywnie korzystać z wszystkich jego funkcji, nie wystarczy przemknąć przez instrukcję użytkownika. Należy wgłębić się w opcje oferowane przez program i przetestować je w praktyce. Zajmie to zapewne nieco czasu, jednak zdecydowanie warto – opanowawszy jego działanie możemy zaoszczędzić mnóstwo czasu przy każdym kolejnym tłumaczeniu. Ponadto jest to narzędzie w pełni profesjonalne – korzysta z niego większość biur tłumaczeniowych na całym świecie, jak również wiele międzynarodowych organizacji. Wskazane jest zatem zaznajomić się z tym narzędziem, jeśli planuje się karierę profesjonalnego tłumacza.
Język polski uważany jest za jeden z najtrudniejszych języków na świecie. Jak się okazuje, nierzadko nawet dla jego rodzimych użytkowników. Podczas, gdy pisownię tzw. „wyrazów trudnych” (np. rzeżucha czy zasuwka) mamy wpajaną już od dziecka lub przynajmniej jesteśmy przy nich na tyle czujni, że ich pisownię sprawdzamy w słowniku ortograficznym, to czujność tę zazwyczaj tracimy przy słowach pozornie banalnych. Pilnując, by nie pomylić „komponentu” z „kompozytem” oraz „impotencji” z „indolencją”, wpadki zaliczamy na słowach tak prostych jak „wziąć”, „włączać” czy „kupować”. Oto nasza subiektywna „lista przebojów”, złożona z błędów językowych najczęściej popełnianych przez Polaków (w kolejności od najmniej do najbardziej powszechnych i oczywistych):
10. „poszedł po najmniejszej linii oporu”
„Poszedł po najmniejszej linii oporu” czy „poszedł po linii najmniejszego oporu”? Jedynie poprawna konstrukcja to „iść po linii najmniejszego oporu”. Chodzi tu bowiem o najmniejszy opór, a nie o najmniejszą linię.
9. „przekonywujący”
Jaki może być argument? Może być „przekonujący” bądź „przekonywający”, ale na pewno nie „przekonywujący”. Ta forma uznawana jest przez językowców za niepoprawną hybrydę dwóch pierwszych słów.
8. „okres czasu”
Pamiętajmy, że okres to miara czasu, a zatem powiązanie tych dwóch wyrazów tworzy „masło maślane”. Zdecydowanie bezpiecznej w kontekście poprawności językowej jest użyć wyrażenia „w tym czasie” lub „w tym okresie”.
7. „w każdym bądź razie”
Wyrażenie to jest uznawane za błędne i należy się go wystrzegać. Jest to niepoprawna hybryda stworzona na bazie wyrażeń „w każdym razie” oraz „bądź co bądź”.
6. „na dworzu”
Jedyną poprawną formą pozostaje „na dworze”. Można łatwo to zapamiętać, kojarząc ją z dworem królewskim. Mówi się przecież „na dworze królewskim”, a nie „na dworzu królewskim”. Bądźmy bardziej królewscy – mówmy „na dworze” ![]()
5. „ubrać swetr”
Słowo „swetr” nie istnieje w języku polskim. Ten fakt nie podlega dyskusji. Co do czasownika „ubierać” , sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Można „ubrać kogoś w coś” lub „ubrać się w coś”, ale nigdy „ubrać coś”. Tak więc nie ubieramy swetra, ale ten sweter zakładamy (ewentualnie wkładamy).
4. „bynajmniej”
Tuż za podium na naszej liście uplasowało się słowo, które nie tyle wymawiane jest niewłaściwie, co używane jest przez wielu Polaków w niewłaściwym kontekście. Należy pamiętać, że „bynajmniej” służy wyłącznie wzmocnieniu przeczenia (np. „To bynajmniej nie byłem ja!”). Dużo użytkowników języka polskiego utożsamia jednak „bynajmniej” z „przynajmniej” podczas, gdy nie są to bynajmniej (sic!) synonimy.
3. „kupywać”
Trzecie miejsce na podium zajmuje niepozorny czasownik „kupować”. Często spotykaną i niepoprawną jego formą jest „kupywać”. Nic jednak w tym dziwnego. Czasownik „kupować”, choć sam w sobie jest raczej łatwy i przyjemny, ma wokół siebie grupę sprawiających problemy krewnych. Wśród nich jest na przykład „dokupować”, który posiada jednak również w zupełności poprawną formę oboczną „dokupywać”. Polacy, używając błędnej formy „kupywać”, sugerują się też często czasownikami „odkupywać”, „podkupywać” oraz „przekupywać”, które występują tylko i wyłącznie z ową kłopotliwą cząstką –yw (formy „przekupować”, „odkupować” i „podkupować” są błędne). Przez analogię do czasowników z przyrostkiem -yw tworzymy więc, wydawałoby się naturalną, formę „kupywać” i tym samym wpadamy w pułapkę błędu .
2. „wziąść”
W pełni zasłużone drugie miejsce na podium. Wyobraźmy sobie ogólnopolski sondaż dotyczący wymowy czasownika „wziąć”. Prawdopodobnie wykazałby, że zdecydowana większość Polaków opowiedziałaby się za wymową „wziąść”. Tymczasem forma „wziąść” jest niepoprawna. Mówimy i piszemy wyłącznie „wziąć”. Jeżeli mamy problem z zapamiętaniem właściwej formy czasownika, przypomnijmy sobie pokrewny mu rzeczownik „wzięcie” (a nie „wzięście”). Pamiętajmy, „wziąć” jest dalekim kuzynem nieużywanego dziś zbyt często słowa „jąć” i nie ma nic wspólnego z bardzo ekspansywną w polszczyźnie grupą czasowników zakończonych na -ść. Niestety, spora część naszych rodaków, nauczona niepoprawnej formy jeszcze w dzieciństwie, ma trudności z przestawieniem się na formę poprawną w dorosłym życiu.
1. „włanczać”
Zdecydowany zwycięzca w naszym plebiscycie. Tę niepoprawną postać słyszy się na polskich ulicach tak często, że niektórzy językoznawcy sugerują już zaakceptowanie obu form jako obocznych. Zanim to jednak nastąpi, jedyną poprawną formą jest jedynie forma „włączać”. Przy okazji przypominamy również o „rozłączać”, „wyłączać” i „przełączać”. Brzmią nienaturalnie? Lepiej nienaturalnie, niż niepoprawnie!
Granica między poprawnością a niepoprawnością form językowych bywa tak cienka, że czasem ciężko ją dostrzec. Trzeba jednak zachować czujność. Warto też pamiętać, że człowiek nie jest maszyną – nie jest nieomylny i nie zawsze jest w stanie nauczyć się wszystkich poprawnych form raz na zawsze. Ważne jest, aby mieć świadomość popełnianych błędów i aby wiedzieć, gdzie szukać odpowiedzi na językowe dylematy. Aby, mówiąc kolokwialnie, nie narobić sobie wstydu formami „wziąść” czy „włanczać”, warto nauczyć się korzystać z różnego rodzaju słowników: ortograficznego, poprawnej polszczyzny, języka polskiego, frazeologicznego, wyrazów obcych itp. Jeżeli nie jesteśmy pewni czy dana forma słowa jest poprawna, sprawdźmy, a jeżeli trzeba zróbmy to i dwa, i trzy, i dziesięć razy. W końcu zapamiętamy poprawną formę i będziemy używać jej właściwie. Zapewniamy, że naprawdę warto.