Tłumaczenia

22
lis

Etapy tłumaczenia tekstu

Prawie 30 lat temu na obradach poświęconych przekładom literackim w Arles, Umberto Eco ogłosił, że „przyszłym językiem Europy jest przekład”. Czy ten wybitny włoski humanista miał rację? Czym jest właściwie przekład i jaką drogę musi, w ramach jego poszczególnych etapów, pokonać tłumaczony tekst, aby trafić do odbiorcy w jak najlepszym wydaniu?

Przekład niejedno ma imię

Rozpoczynając rozważania nad procesem przekładu, należy uświadomić sobie, jak szeroki zakres obejmuje to pojęcie. Słownik Języka Polskiego traktuje temat lakonicznie, głosząc, że przekład to „tłumaczenie tekstu, utworu z jednego języka na drugi”.[1]

Można zatem wysnuć wniosek, iż termin „przekład” może być stosowany wymiennie ze słowem „tłumaczenie”. Specjaliści z zakresu translatoryki wskazują jednak istniejące między nimi różnice. Bardzo klarownie czyni to dr hab. Piotr Müldner-Nieckowski:

Wydawałoby się, że między tymi słowami nie ma istotnej różnicy, jednak zawodowi tłumacze przysięgli i tłumacze literatury uważają, że tłumaczenie (przekład pierwotny) polega na niemal dosłownym odwzorowaniu słów oryginału w języku, na który się tłumaczy, natomiast przekład jest opracowaniem tłumaczenia na wyższym poziomie. Przekład nigdy nie jest dosłowny, uwzględnia zarówno potrzeby języka, na który się tłumaczy, jak i realia związane z tym językiem. Stąd się wzięło przewrotne powiedzenie, że dobry tłumacz powinien bezbłędnie znać przede wszystkim swój język rodzimy.[2]

Jasno wynika z tego zatem, że przekład odnosi się bardziej do tekstów literackich, aniżeli użytkowych. Jednak z drugiej strony – trudno zakwalifikować treści marketingowe, stosowane w reklamie do poezji. A jednak także do ich profesjonalnego tłumaczenia niezbędna jest wiedza o realiach i codziennym funkcjonowaniu użytkowników języka docelowego. Dlatego można pokusić się o stwierdzenie, że z biegiem czasu, wraz z pojawianiem się nowych rodzajów tekstów, granica między terminami „przekład” i „tłumaczenie” delikatnie się zaciera.

Klasyfikacje przekładu także bywają różne, w zależności od tego, czy jego problematyka jest traktowana globalnie czy też fragmentarycznie. Podstawowy schemat podziału to ten na tłumaczenia:

  • wykonywane przez maszynę (automatyczne),
  • tworzone przez człowieka.

 

Rozważając natomiast typologię przekładu, wymienia się:

  • literacki i poetycki,
  • naukowy i techniczny,
  • prawny i prawniczy,
  • audiowizualny,
  • symultaniczny,
  • konsekutywny,
  • maszynowy.

Klasyfikacja przekładu/tłumaczeń zawsze zależeć będzie od rodzaju tekstu, celu jego przekazu oraz adresata.

Droga na skróty zawsze zmierza donikąd

Bez względu na to, z jakim tekstem ma do czynienia tłumacz, nie powinien on pomijać żadnego z etapów procesu przekładu. Należy jednak nadmienić, że mowa tu o niepoświadczonym tłumaczeniu pisemnym, bowiem to uwierzytelnione rządzi się własnymi regulacjami.

Końcowa wersja tłumaczenia będzie merytorycznie i formalnie perfekcyjna, jeśli zostanie ono zlecone osobie z odpowiednim zapleczem kompetencji językowych oraz dziedzinowych. Profesjonalne biuro tłumaczeń ma za zadanie powierzyć tekst specjaliście, który nie tylko perfekcyjnie włada danym językiem obcym, ale też wykazuje się wiedzą w zakresie poruszanej tematyki. Minimalizuje to prawdopodobieństwo wystąpienia błędów rzeczowych.

Wykonane tłumaczenie – z założenia poprawne merytorycznie – powinno obejmować następujące elementy:

  1. spójność terminologiczną, zgodną z wytycznymi klienta;
  2. poprawność pod względem składniowym, ortograficznym oraz interpunkcyjnym według zasad języka docelowego;
  3. koherentność frazeologiczną i leksykalną;
  4. odpowiedni format tekstu.

Co więcej, dokonując przekładu, tłumacz cały czas musi mieć na uwadze cel powstania danej treści, a także jej grupę docelową.

Co dwie pary oczu, to nie jedna – weryfikacja

Drugim etapem procesu tłumaczenia tekstu jest weryfikacja. Polega ona na skrupulatnej analizie dokonanego przekładu przez weryfikatora oraz porównaniu go z tekstem źródłowym, celem sprawdzenia, czy wszystkie aspekty treściowe zostały odpowiednio ujęte. Rolę weryfikatora pełni drugi tłumacz, najczęściej rodzimy użytkownik języka docelowego. On także musi wykazywać się wiedzą w obszarze tematycznym, poruszanym w tekście. Weryfikator ma za zadanie dopilnować, aby wszystkie zaprezentowane uprzednio elementy tłumaczenia zostały poprawnie zastosowane. Ponadto ma prawo wdrożyć do tekstu zmiany takie jak:

– transformacje terminologiczne,

– modyfikacje stylistyczne,

– korektę (także „kosztem” ponownego wykonywania tłumaczenia poszczególnych fragmentów).

Weryfikator może także nanieść swoje uwagi i zlecić autorowi tłumaczenia samodzielne wprowadzenie ich.

Wszystkie działania w ramach weryfikacji przeprowadzane są w pliku docelowym lub w oprogramowaniu CAT. Pierwsza opcja daje możliwość analizy tekstu globalnie, z zachowaniem rozmieszczenia akapitów oraz elementów graficznych. Druga natomiast pozwala na wyświetlanie jedynie pojedynczych segmentów, jednak jej przewagą są różne funkcje programu (m.in. aktualizacja pamięci tłumaczeniowej). W jakiej lokalizacji dokonywać zatem weryfikacji? – zależy to od preferencji tłumacza lub instrukcji od klienta.

Redakcja, czyli bez kontroli ani rusz

Kolejny krok w procesie tłumaczenia tekstu to redakcja. Na tym etapie tłumacz – redaktor nie dokonuje już porównania przekładu z tekstem wyjściowym, lecz analizuje go pod kątem:

  1. spełniania przyjętego celu komunikacyjnego (informacyjny, reklamowy itd.),
  2. poprawności językowej,
  3. spójności merytorycznej,
  4. terminologii specjalistycznej, stosowanej w danej branży.

Szczególnie ważny w procesie redakcji jest pierwszy ze wspomnianych elementów, czyli opracowanie tekstu w taki sposób, aby spełniał swój cel i był czytelny dla grupy docelowej. Dlatego tłumacz dokonujący zmian na tym etapie, może wprowadzić modyfikacje w treści, jeśli stwierdzi, że np. opis produktu zawiera zbyt wiele wyrażeń technicznych,  niezrozumiałych dla potencjalnego użytkownika. Podobnie jak w przypadku weryfikacji, także i tutaj poprawek może dokonywać sam weryfikator (tłumacz doświadczony w danej branży) lub zlecić je autorowi tłumaczenia.

Korekta – diabeł tkwi w szczegółach

Do wyłapania wszelkich nieścisłości, literówek, błędów stylistycznych, ortograficznych czy interpunkcyjnych służy korekta przetłumaczonego tekstu. Obejmuje ona węższy zakres niż proces redakcji, bowiem analizowana jest głównie poprawność językowa, a nie merytoryczna.

Próby pełnienia tych funkcji przez autora tłumaczenia na ogół są nieskuteczne, gdyż naszych własnych błędów nie widzimy, co w konsekwencji powoduje mniejszą poprawnością tekstu docelowego.

Czym jest DTP?

Kiedy tłumaczenie tekstu przeszło przez wszystkie opisane powyżej etapy, następuje jego przygotowanie do publikacji (prepress), czyli wdrożenie czynności z zakresu Desktop Publishing. Sam fakt poprawności treści nie zapewnia jeszcze, że zostanie ona pozytywnie odebrana przez odbiorców, dlatego zapewnienie atrakcyjności graficznej jest elementem niezbędnym.

Należy także pamiętać o kwestiach typograficznych – bez ich odpowiedniego dostosowania do realiów właściwych dla odbiorców (np. lustrzane odbicie układu graficznego w przypadku tłumaczenia na język arabski), tekst zupełnie traci na wiarygodności, a co za tym idzie, także i na wartości. Do najczęstszych błędów w tym zakresie należą:

  • nieodpowiednie dopasowanie czcionki do tematyki i charakteru tekstu,
  • nierównomiernie rozplanowana struktura tekstu,
  • przesyt elementów mających zwrócić uwagę na tekst (np. jednoczesne zastosowania pogrubienia, kursywy oraz podkreślenia).

Przekład poddany weryfikacji, redakcji oraz korekcie może stać się nieco chaotyczny wizualnie, dlatego współpraca biura tłumaczeń z grafikiem i/lub specjalistą z zakresu DTP zdecydowanie podnosi poziom świadczonych usług. Zwłaszcza że wykresy, tabele, grafiki czy zdjęcia mają tendencje do „psot” i potrafią namieszać w pierwotnym układzie stron.

W ramach redakcji technicznej ważnym elementem są czynności z zakresu DTP-QA, czyli Desktop Publishing – Quality Assurance. Jest to proces analizowania projektu pod kątem zgodności z normami jakości oraz odnalezienia metod eliminacji niezadowalających efektów. W trakcie sprawdzania układu plików brana jest „pod lupę” interpunkcja, nagłówki i stopki, numeracja, odsyłacze, spisy treści itp. Na tym etapie chodzi o upewnienie się, czy obróbka graficzna nie doprowadziła do błędów w treści tłumaczenia.

LSO – linguistical sign-off, ostateczna kontrola jakości po stronie biura tłumaczeń

Usługa LSO, to ostatni etap, kiedy tłumacz analizuje treść w końcowym formacie projektu. Ma to na celu oszacowanie, jaką reakcję na tak przygotowaną wersję publikacji wykaże odbiorca. LSO stosowane jest głównie w materiałach marketingowych, czyli np. broszurach, katalogach, stronach internetowych, platformach e-learningowych czy projektach reklamowych. Działania weryfikacyjne w ramach tego etapu dotyczą zatem nie tylko materiałów przygotowanych do druku, ale także oprogramowań i plików multimedialnych.

Client’s review

Zanim przygotowany do druku tekst, faktycznie zostanie do niego skierowany, powinien trafić „w ręce” klienta, który zlecił jego wykonanie. Na tym etapie chodzi głównie o kontrolę pod względem merytorycznym oraz terminologicznym. Zdarza się, że zleceniodawca dostarcza do biura tłumaczeń nie tylko tekst w języku wyjściowym, ale też glosariusz, będący zbiorem terminów branżowych, jakich używa się w jego firmie. Pomaga to uniknąć nieścisłości, które wpływają na jakość przekładu oraz skraca czas realizacji zlecenia. Jeśli jednak tego typu rozwiązanie nie zostanie zastosowane, clients review to szczególnie ważny moment w procesie przekładu tekstu.

Final delivery

Po ostatecznym zaakceptowaniu treści i formy tekstu przez klienta, następuje final delivery, czyli moment, kiedy klient otrzymuje ostateczną wersję plików produkcyjnych, zgodnych z wytycznymi.

Od momentu wyboru tłumacza, któremu powierzone zostanie zlecenie, do otrzymania przez klienta ostatecznej wersji przekładu, tekst podlega, jak widać, kilku bardzo istotnym etapom. Oczywiście można próbować pominąć któryś z nich, jednak należy sobie zadać pytanie, czy taka oszczędność jest dobrym rozwiązaniem.

[1] https://sjp.pwn.pl/slowniki/przek%C5%82ad.html z dn. 10.11.2021.

[2] Dr hab. Piotr Müldner-Nieckowski, Najpierw tłumaczenie, potem przekład, Lekarski Poradnik Językowy, http://lpj.pl/przeklad.htm z dn. 10.11.2021.

25
paź

Tłumaczenia techniczne

Określeniem „tłumaczenie techniczne” nazywa się rodzaj przekładów podręczników, instrukcji, specyfikacji itp., czyli takich, które zawierają specyficzne dla danej dziedziny słownictwo, szczegółowo opisują tę dziedzinę lub zawierają informacje technologiczne. Nie każdy tekst posługujący się charakterystyczną nomenklaturą może być zakwalifikowany jako techniczny.

Tłumaczenia techniczne obejmują przekłady różnego rodzaju tekstów specjalistycznych i wymagają wysokiego poziomu umiejętności językowych (m.in. opanowania właściwej terminologii i pisania w konwencji), a także szerokiej wiedzy dziedzinowej (zgodnie z ISO 17100:2015).

W tłumaczeniach technicznych bardzo istotna jest spójna i konsekwentna terminologia oraz pewna oficjalna schematyczność. Ze względu powtarzalność i przewidywalność tekstów technicznych szczególne znaczenie dla tłumacza ma możliwość zastosowania nowoczesnych komputerowych narzędzi, takich jak np. programy typu CAT (Computer Aided Translation). Tłumaczenia techniczne wymagają od tłumacza zachowania równowagi pomiędzy formą i treścią tekstu – na cechy tłumaczenia technicznego składają się zarówno jego charakterystyczna forma językowa, jak i sensu stricto techniczny tekst.

W translatoryce tłumaczenia techniczne zostały oficjalnie zdefiniowane około 1960 roku. Obecnie są to najczęściej wykonywane tłumaczenia profesjonalne – ponad 90% wszystkich tłumaczeń wykonywanych jest przez wyspecjalizowanych, profesjonalnych tłumaczy technicznych.

Tłumacz techniczny jest nie tylko pośrednikiem w komunikacji technicznej, lecz także konstruktorem dyskursu, pewnej formy organizacji języka techniki poprzez dobieranie odpowiednich słów o konkretnym znaczeniu. Często tłumacz techniczny może oficjalnie podjąć się roli twórcy tekstów technicznych. Bardzo często zleceniodawcy oczekują, że przetłumaczone teksty techniczne będą nie tylko nowymi „opakowaniami” starej treści, ale też same ustanowią zupełnie nową jakość i znaczenie, co podkreśla bardzo ważną rolę, jaką odgrywają tłumacze w tej dziedzinie.

Podobnie jak na przykład inżynier ds. lokalizacji, tłumacz techniczny musi posiadać wieloaspektową wiedzę i umiejętności. Oprócz teoretycznych kwalifikacji i zdolności językowych tłumacz ten musi rozumieć przedmiot danego tekstu, znać pewne mechanizmy psychologii poznawczej, inżynierii użyteczności oraz komunikacji technicznej. Są to niezbędne narzędzia pracy profesjonalnego tłumacza technicznego. Ponadto większość tłumaczy technicznych pracuje w zakresie specjalistycznej dziedziny, takiej jak na przykład medycyna lub IT, która wymaga bardzo szerokiego zakresu wiedzy i odbycia specjalistycznych szkoleń.

Tłumaczenie techniczne wymaga solidnych umiejętności technologicznych, zwłaszcza jeśli tłumacz zdecyduje się używać programów komputerowych wspomagających tłumaczenie. Wiele internetowych translatorów w postaci darmowych wyszukiwarek jest dostępnych w Internecie. Jednakże w dziedzinie komunikacji technicznej prym wiodą specjalistyczne, profesjonalne programy typu CAT (np. Trados lub MemoQ), które w krótkiej chwili są w stanie „przełożyć” ogromne ilości tekstu (dzięki bazie danych tzw. bazie tłumaczeniowej). Tłumaczenia techniczne zawierają bardzo dużą liczbę powtórzeń (zasady bezpieczeństwa, klauzule narzucone przepisami prawa itd.). Bywa też tak, że zdania różnią się od siebie zaledwie jednym/dwoma słowami, własnościami lub oznaczeniami. W takich sytuacjach zupełnie naturalną i logiczną czynnością jest skorzystanie z wcześniej przetłumaczonych fraz, skopiowanie ich i wklejenie (po dokonaniu ewentualnych poprawek) we właściwe miejsce. Właśnie w takich momentach z pomocą przychodzą tłumaczom programy typu CAT.

Ich działanie oparte jest na bazie danych zawierającej wcześniej wykonane tłumaczenia. Systemy tłumaczenia maszynowego działają na zupełnie innych zasadach. Maszyna pracuje w ramach wytycznych opracowanych przez językoznawców, a po podpięciu – do silnika przedtłumaczania maszynowego – sieci neuronowej uzyskujemy względnie poprawne tłumaczenia – tekst wymaga jedynie tzw. editingu post-maszynowego. Tłumaczenia techniczne wykonywane przy użyciu narzędzi CAT bazują na tłumaczeniach ludzkich wykonanych wcześniej przez tłumaczy dobranych do obsługi danego klienta.

Mimo że teksty techniczne na pierwszy rzut oka mogą się wydawać bardzo formalne, uniwersalne i pozbawione indywidualnego charakteru, bardzo istotnym czynnikiem w ich tłumaczeniach jest jednak kontekst kulturowy i specyficzne cechy kulturowe.

W rzeczywistości w tekstach technicznych zrozumienie kontekstu kulturowego jest równie ważne jak umiejętności językowe. W wypadku takich tłumaczeń dwie różne kultury mogą wykazywać drastyczne różnice w pisaniu tekstów technicznych, nawet wtedy, gdy obie pracują w tym samym języku docelowym, dlatego inaczej tłumaczy się np. na język portugalski kontynentalny, a inaczej na wersję brazylijską. To samo dotyczy afrykańskich francuskich, zamorskich angielskich itd. Uwidocznia się to nie tylko w kwestii formatów daty i godziny, jednostek miar i walut, lecz także w obieraniu konkretnych strategii retorycznych, dyskursów i rozbieżności w celach. Przykładem może być test przeprowadzony na powszechnie dostępnych oficjalnych tłumaczeniach Deklaracji Praw Człowieka według Organizacji Narodów Zjednoczonych[1]. Zanalizowano wówczas korelacje między siedmioma wersjami językowymi dokumentu. W obrębie tych siedmiu języków wspólne słowa, takie jak „ludzie”, „jednostka”, „człowiek”, „naród”, „prawo”, „wiara” i „rodzina”, miały względem siebie odmienne poziomy ważności w dokumencie. Podczas gdy w języku arabskim słowo „człowiek” wykazuje bardzo wysoki poziom znaczenia w tekście, w innych językach na podobnym poziomie znajdują się słowa takie jak „osoba” czy „jednostka”. Pokazuje to, że w treści nawet dobrego tłumaczenia nieodpowiednie użycie słów bez znajomości subtelnych różnic kulturowych może doprowadzić do zatracenia istoty albo zupełnej zmiany pierwotnego znaczenia tekstu. W wypadku tekstów technicznych niepełna baza wiedzy kulturowej – lub jej brak – może być dramatyczna w skutkach i doprowadzić na przykład do nieskutecznego i nieczytelnego ostrzeżenia o ryzyku. Różne paradygmaty wiedzy i różne strategie retoryczne mogą skłonić ludzi do reagowania na naprawdę bardzo zróżnicowane sposoby. Zrozumienie kontekstu kulturowego musi być więc priorytetem, zwłaszcza w wypadku komunikatów i ostrzeżeń o zagrożeniach, których nie brak w tekstach technicznych. Rozbieżność definicji pojęć i niespójne paradygmaty wiedzy kulturowej wskazują na potrzebę uważnego określania grupy docelowej oraz odpowiedniego doboru słów w komunikatach o ryzyku. To, co jest właściwe dla jednej grupy odbiorców, może zupełnie nie wywrzeć odpowiedniego wrażenia na innej grupie. Porównując komunikację dotyczącą ryzyka w górnictwie w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, można zauważyć różnice między postrzeganiem tego, kto jest odpowiedzialny za promowanie bezpieczeństwa w miejscu pracy. Podczas gdy jedna kultura utrzymuje, że odpowiedzialny za to jest pracownik, druga wskazuje na odpowiednich instruktorów lub regulaminy. Mimo że generalnie uważa się, iż zagrożenia, ostrzeżenia lub przestrogi są często ważnymi i obiektywnymi elementami dokumentów technicznych, profesjonalny tłumacz musi rozumieć, jak niuanse wrażliwości kulturowej mogą wpływać na skuteczność przetłumaczonego komunikatu w danej grupie. Z kolei próby przekazywania treści w jak najbardziej internacjonalny, uniwersalny i pozbawiony kulturowych zabarwień sposób być może rozwiązują problem z samą czytelnością komunikatu, lecz badania wykazują, że komunikat może bardzo stracić na swojej mocy i sile perswazji[2].

Tłumacze techniczni muszą być cały czas świadomi, że kultura i jej konteksty mają ogromny wpływ na Internet. Różne języki, wpływ wrażliwości narodowych i przyzwyczajenia niejako formują sposób korzystania z Sieci na całym świecie. Aby skutecznie dotrzeć do różnych grup docelowych w dziedzinie komunikacji technicznej, trzeba wykorzystać wiedzę i strategię opracowaną przez wielu specjalistów i inżynierów. Technologia może sprawić, że komunikacja międzykulturowa jest łatwiejsza i bardziej czytelna. Bardzo często kluczem do porozumienia jest płaszczyzna etyki. Tradycyjne modele podejmowania decyzji mogą być implementowane w przypadku lokalizowanych tekstów technicznych, jednakże profesjonaliści unikają takich zastosowań ze względu na ryzyko stereotypowości czy etnocentryzmu.

Tłumaczenie techniczne jest medium, dzięki któremu zarówno język, jak i dyskurs oraz komunikacja swobodnie współistnieją w globalnym świecie.

Ponieważ technologia umożliwia łatwą i szybką komunikację, świat podąża w kierunku stania się ogromną globalną społecznością. W obliczu takich zmian podczas komunikowania się z ludźmi z różnych stron trzeba mieć na względzie również konteksty kulturowe. Zamiast pracować na całym świecie w wielu językach, niektórzy zaproponowali ideę posługiwania się językiem angielskim jako podstawowym dla globalnej komunikacji. Lingua franca, bo tak nazwano ten projekt, zakłada język angielski jako wspólny dla świata. Jednak angielski jako lingua franca ma różne konsekwencje dla zakresu komunikacji technicznej. Szczególnie w wypadku tłumaczeń technicznych tłumacze, którzy są native speakerami języka angielskiego, czasem wykazują tendencję do przyjmowania tylko jednego kontekstu tłumaczenia. Konsekwencją obrania jako priorytetu samego procesu translacji z języka angielskiego i na język angielski jest pozbawienie przekładów kulturowych kontekstów. Wówczas cel i sens lokalizacji zostają w najlepszym przypadku sprowadzone jedynie do kultury anglosaskiej, a w najgorszym – pozbawione jakiegokolwiek zabarwienia. W tym miejscu warto wspomnieć o STE (Simplified Technical English) – uproszczonej odmianie języka angielskiego stworzonej m.in. w celu efektywnego tworzenia (i przyswajania) dokumentacji technicznych.

Koncepcja utrzymania komunikacji technicznej w językach innych niż angielski ma szczególne znaczenie w krajach o dużym odsetku osób wielojęzycznych.

Na przykład badania wykazały, że anglojęzyczne nastawienie w ramach komunikacji i tłumaczeń technicznych ma negatywny wpływ na hiszpańskojęzycznych mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Odzwierciedlało się to zarówno w drastycznie pogarszającej się jakości tłumaczeń hiszpańskich, jak i w malejącej ich liczbie. Brakowało wówczas m.in. instrukcji obsługi różnych urządzeń elektronicznych, a dostęp do nielicznych, które pozostały, był wówczas bardzo ograniczony.

Lingua franca jest projektem dosyć nieudanym również ze względu na tzw. słowa nieprzetłumaczalne, które mają wbrew pozorom ogromne znaczenie dla tłumaczeń technicznych.

Takie słowa lub wyrażenia to po prostu pojęcia, które nie są łatwe do przetłumaczenia. Słowo jest uważane za nieprzetłumaczalne, gdy na przykład nie ma bezpośrednio odpowiadającego mu słowa w języku docelowym lub gdy wymaga ono innych słów do jego opisania, albo też gdy posiada ważne konotacje kulturowe z języka źródłowego, które są trudne do zrozumienia dla odbiorców spoza tej kultury.

Jednym z wielu przykładów takich słów może być niemieckie fernweh oznaczające „tęsknotę za miejscem, w którym nigdy wcześniej się nie było”. Ilustruje ono nieprzekładalność z powodu braku odpowiedniego słowa w języku polskim. Badania wykazują, że w wypadku słów nieprzetłumaczalnych w tłumaczeniach technicznych niektórzy tłumacze uciekają się często do pomijania tych słów całkowicie! Jest to zupełnie nieprofesjonalna taktyka, która może mieć naprawdę poważne konsekwencje. Tłumaczenia techniczne nie mogą więc korzystać tylko z języka angielskiego jako lingua franca.

Dobry tłumacz techniczny posiada kwalifikacje i kompetencje językowe, dziedzinowe oraz warsztatowe – m.in. umiejętności z pogranicza technical writingu, czyli – najlepsi z najlepszych – tłumacząc zajmują się transkreacją treści technicznych (z zachowaniem rzetelności przekładu warstwy merytorycznej oraz znajomością i stosowaniem zaleceń dyrektywy maszynowej, jak również innych wytycznych branżowych). Tłumacz techniczny musi wiedzieć, w jaki sposób stworzyć dokumentację techniczną w innym języku.

Tłumacze Biura Tłumaczeń Translax posiadają nie tylko umiejętności językowe, lecz także kierunkowe wykształcenie, rozległą wiedzę specjalistyczną i pasję. Wszystko to składa się na doskonałe tłumaczenie tekstu i zachowanie stylistycznej i merytorycznej spójności przekładu. Każdy z przetłumaczonych materiałów poddawany jest wielokrotnej kontroli jakości.

Nasza oferta obejmuje tłumaczenia tekstów z różnych dziedzin. Niejednokrotnie pracujemy na materiale o bardzo zaawansowanej i niestandardowej tematyce. Dbamy o najwyższą jakość tekstu, więc śledzimy nowe trendy i zmiany w poszczególnych gałęziach biznesu, m.in. w takich sektorach jak: IT, technika i technologia, transport, prawo, ekonomia i finanse, marketing i reklama, medycyna, farmacja itp. Biuro Tłumaczeń Translax tłumaczy m.in.: podręczniki użytkownika, książki serwisowe, instrukcje: instalacji, obsługi, konserwacji, serwisowania, szybkiego startu, dokumentacje maszyn i procesów technologicznych, dokumentacje DTR, specyfikacje techniczne urządzeń elektronicznych i elektrycznych, katalogi i broszury o charakterze technicznym.

Konkurencyjność rośnie w każdej branży. Zespół Translax posiada w swoich szeregach tłumaczy o bardzo fachowej wiedzy. Nasi eksperci wyposażeni są we wszystkie niezbędne narzędzia potrzebne do tłumaczeń specjalistycznych: biegłość językową, doświadczenie i wiedzę. Znajomość danych sektorów rynku i związanego z nimi języka pozwala zarówno na przetłumaczenie specyficznego tekstu, jak i na merytoryczne utrzymanie jego sensu. Dobre tłumaczenie nie jest bowiem oparte jedynie na doborze słów.

Translax gwarantuje nie tylko najwyższą jakość tłumaczenia, lecz także możliwość znacznego obniżenia kosztów. Dzięki najnowocześniejszym narzędziom CAT zleceniodawca płaci tylko raz za unikatowe wyrażenia. Powtarzające się fragmenty tekstu są tłumaczone bezpłatnie.

Biuro Tłumaczeń Translax obsługuje wszystkie rodzaje plików graficznych i tekstowych, nawet w formatach wymagających specjalistycznego oprogramowania (Adobe InDesign, Framemaker, Photoshop, Illustrator, QuarkXPress, Corel Draw, AutoCAD itp.).

Oferta biura Translax zawiera również kompleksowe usługi DTP, dzięki czemu możemy nie tylko przygotować do tłumaczenia pliki FM, QXP, INDD, czy PM (i inne), lecz także wykonać skład typograficzny po tłumaczeniu. Dysponujemy 16-osobowym zespołem grafików i inżynierów DTP, który zajmuje się składem typograficznym i fotoskładem. Tekst po tłumaczeniu zmienia swoją objętość – w wypadku tłumaczenia na język polski zwykle wydłuża się o kilkanaście procent, więc bez stosownej obróbki zwyczajnie nie zmieści się w układzie graficznym. Gotowy skład możemy przygotować do druku cyfrowego lub offsetowego zgodnie z dostarczoną specyfikacją. Projekty do druku dostarczane są w postaci kompozytu, separacji CMYK lub gotowej impozycji.

[1] http://en.wikipedia.org/wiki/Technical_translation

[2] https://en.wikipedia.org/wiki/Technical_translation

25
paź

Słów kilka o lokalizacji gier komputerowych [aktualizacja]

W dzisiejszych czasach gry komputerowe są jedną z najbardziej popularnych form rozrywki – dogoniły już (a być może nawet wyprzedziły) kino, telewizję, czy książki – szczególnie w dzisiejszych czasach. Dowodem na to są wzrastające obroty światowych producentów gier. Z uwagi na fakt, iż większość gier na polskim rynku jest produkcji zagranicznej, muszą one zostać zlokalizowane – ich treść jest dostosowywana przez tłumaczy i specjalistów od IT do warunków językowo-kulturowych typowych dla naszego rynku zbytu, który często znacznie różni się od rynku pierwotnego. Oczywiście nie można zapomnieć o naszych rodzimych produkcjach, które mamy okazje tłumaczyć na język angielski, niemiecki, chiński, japoński, hiszpański, portugalski lub francuski.

Lokalizacja gier komputerowych to jedna z najnowocześniejszych dziedzin tłumaczenia, która w Polsce zaistniała dopiero w latach 70-tych XX w. Wówczas jednak tłumaczenie gier ograniczało się jedynie do przekładu dostępnych w menu opcji, nigdy nie ingerowało za to w treść samej gry. Zmieniło się to wraz z postępem technicznym. Na przełomie lat 90-tych XX w. i pierwszego dziesięciolecia XXI w. w naszym kraju pojawiły się pierwsze profesjonalne tłumaczenia gier z języka angielskiego. Przekłady te odznaczały się bardzo wysoką jakością wykonania. Pierwszy przekład gry „Planescape” po przetłumaczeniu zajmował objętość aż około 5000 stron! A postępujący rozwój technologii nastręczał tłumaczom coraz to nowych problemów i wyzwań.

Dziś tłumacz, który zajmuje się lokalizacją gier komputerowych, musi mierzyć się z rozmaitymi trudnościami. Pierwszym problematycznym czynnikiem przy lokalizacji gier jest ogromna presja czasu. Proces tworzenia większości gier komputerowych zajmuje od jednego roku do trzech lat (a w skrajnych przypadkach nawet całe życie developera). W niektórych przypadkach tłumaczenie rozpoczyna się zaraz po ukończeniu scenariusza, jednakże zazwyczaj odbywa się najczęściej dopiero wtedy, gdy gra jest już w zasadzie gotowa (beta). A lokalizacja musi zakończyć się przecież przed jej światową premierą, co sprawia, że termin realizacji tłumaczenia jest nieprzekraczalny. Przez to często trzeba zaangażować w projekt większą liczbę tłumaczy. Presja czasu i praca w grupie nie są jednak jedynymi trudnościami, z jakimi borykają się tłumacze. Mają oni bowiem często dostęp jedynie do papierowego scenariusza, bez możliwości obejrzenia gry. Znacznie utrudnia to rozwiązywanie niejasności, jakie napotykają w trakcie tłumaczenia. Kolejnym kluczowym elementem jest wpływ jakości przekładu na tzw. „grywalność” (ang. gameplay). Gry komputerowe różnią się bowiem od siebie pod względem historii, które opowiadają, stopnia interakcji, zasad rozgrywki, a także odniesieniami do elementów kultury. Różnorodność tematyczna, jaką charakteryzują się współczesne gry, wymaga od tłumacza wykształcenia w wielu dziedzinach, dzięki któremu da on radę sprostać wymaganiom danego projektu lokalizacyjnego.

Wiedza tłumacza na temat gier komputerowych nie powinna się jednak ograniczać do znajomości pojęcia grywalności. Tłumacz musi mieć także podstawowe wykształcenie informatyczne – musi być zaznajomiony m.in. ze strukturą i zasadami działania kodu źródłowego, bowiem usunięcie lub dodanie choćby jednego znaku w jakimkolwiek miejscu w kodzie źródłowym może spowodować w najlepszym przypadku przerwanie gry, w najgorszym natomiast uszkodzenie całego komputera. Na szczęście debugger dba o poprawność kodu (walidację), by uniknąć trwałych problemów.

Na szczęście lokalizacja gier komputerowych (w zasadzie nie tylko komputerowych, bo mamy jeszcze gry na konsole oraz urządzenia mobilne) jest ułatwiona, jeśli chodzi o kwestie techniczne specjalistycznymi narzędziami wspomagającymi proces przekładu (CAT tools). Programy tylko Trados lub MemoQ dbają m.in. o spójność stylistyczną (baza tłumaczeniowa), terminologiczną (glosariusz) – szczególnie w przypadku dzielenia projektu na kilkoro tłumaczy – oraz techniczną – oferując m.in. system walidacji, który nie pozwoli na finalizację projektu zawierającego błędy techniczne typu usunięcie znacznika z kodu itp.

Lokalizacja gier komputerowych wymaga od tłumacza także znajomości technik używanych w tłumaczeniach audiowizualnych, dla których typowe są takie elementy jak podpisy oraz limity znaków w nich wykorzystywanych, wyskakujące okna, synchronizacja ruchu warg, a także ograniczenia czasowe i przestrzenne.

W ramach projektu lokalizacyjnego oprócz samej gry tłumaczy się także inne rodzaje tekstów. Do najczęściej tłumaczonych tekstów należą: instrukcja, opakowanie gry, plik readme, strona internetowa gry (również materiały np. na Kickstarter), dialogi do dubbingu i podpisów (np. SRT lub VTT) oraz grafiki tekstowe (rastrowe/bitmapy), jak również cały GUI, czyli interfejs graficzny użytkownika (zawsze z limitem znaków). Instrukcje obsługi zawierają dokładne wskazówki, w jaki sposób można wykorzystać wszystkie możliwości gry. Częściowo są to także teksty reklamowe – mają za zadanie przedstawić grę w możliwie najatrakcyjniejszy sposób. Tekst na opakowaniu gry jest mini-odpowiednikiem instrukcji. Podobnie jak ona jest reklamą gry, jednak bardzo krótką ze względu na ograniczenia przestrzenne. Z kolei strona internetowa ma przyciągać nowych nabywców, ale także – dzięki forom internetowym i mediom społecznościowym – zachęcać stałych klientów, do dokonywania kolejnych zakupów. Marketingowy flow jest więc u tłumacza jak najbardziej w cenie (choć nie ma mowy o wolnej amerykance – niezbędny jest Brief od klienta). Plik readme jest zazwyczaj technicznym tekstem, który w zwięzłej formie opisuje działanie gry, minimalne wymagania sprzętowe potrzebne do jej komfortowego (pod kątem UX) użytkowania oraz wprowadzone nowości i błędy usunięte z oprogramowania. Tworzenie dialogów na potrzeby dubbingu oraz napisów to z kolei zadanie wymagające od tłumacza dużej kreatywności i elastyczności. W przypadku podpisów/list dialogowych należy pamiętać również o zasadach składu tekstu „pod” subtitling (np. limit ilości wierszy wyświetlanych jednocześnie, limit znaków na wiersz, brak tzw. sierotek itd.) – jazdą bez trzymanki są momenty, w których należy przetłumaczyć (w formie list dialogowych) jednocześnie wypowiedź bohatera oraz tekst wyświetlany na ekranie. Elementy takie jak rejestr, odmiana języka, a także słownictwo typowe dla danej postaci w grze komputerowej muszą zostać przeniesionego do języka docelowego. Innymi słowy, muszą zostać zlokalizowane. Ograniczona ilość czasu i miejsca na wypowiedź nastręcza jednak wielu trudności. Nie można zapomnieć również o tzw. grafikach tekstowych, czyli wielowarstwowych obrazach, w których jedna z warstw zawiera tekst wymagający przetłumaczenia. Przykładami takich grafik są: logo/tagline gry, tytuł na opakowaniu oraz komponenty tekstowe zawarte w grafice samej gry.

Poza warstwą językową i techniczną w procesie lokalizacji gier wiele zależy od konspektu i schematu blokowego całej koncepcji, jak również mechanizmu struktur algorytmicznych. Niektóre gry korzystają z potężnych silników nawet, gdy nie jest to niezbędne (ale na pewnym etapie upraszcza lub/oraz przyspiesza proces produkcji), a nieraz wręcza odwrotnie – w myśl zasady KISS (and. keep it simple stupid) – stosunkowo skomplikowane elementy są hard kodowane efektywnie – bez zbędnych bibliotek – co zupełnie zmienia koncept technologiczny. Ważne jest też to, czy gra jest tworzona od razu w kilku językach, czy tworzono ją tylko na jeden rynek, a jej sukces spowodował chęć przeniesienia jej na dodatkowe rynki. W takiej sytuacji niezbędne może okazać się poddanie gry procesowi internacjonalizacji (i18n), czyli takiej zmiany kodu sprzed kompilacji, by łatwo można było wydobyć wszystkie stringi do tłumaczenia, a implementację tłumaczenia ograniczyć do importu – bez ręcznego i ryzykownego „kopiuj & wklej”.

Po implementacji tłumaczeń należy przeprowadzić testowanie gry, czyli: importuje się treści, przeprowadza suchą walidację, potem debugowanie, a na końcu próbną kompilację pod kątem kontroli błędów i ostrzeżeń (szczególnie w kontekście plików i bibliotek zależnych). Po stworzeniu pierwszej wersji pre-stable należy wysłać ją do tłumaczy do „przejścia/przeklikania”. Tłumacze raportują (w specjalnym formularzu) teksty, które należy poprawić (wskazując m.in. wagę i ilość danego błędu opatrując go komentarzem). Poprawki można zaimplementować poprzez poprawienie dostarczonego wcześniej (do walidacji i kompilacji) kodu lub nanieść je ręcznie po stronie developera na skorygowanym kodzie po debugowaniu. Decyzje podejmuje klient – w oparciu o dane dotyczące ilości roboczogodzin spędzonych na przygotowaniu pierwszej kompilacji. Jeśli proces trwał kilka lub kilkanaście godzin, to nie warto wracać – w procesie – tak bardzo, by robić to ponownie. Raport poprawek i usprawnień jest przygotowywany w taki sposób, by zmiany w tłumaczeniach mogła nanosić również osoba, która nie zna danego języka obcego.

Informacje te są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej – każdy projekt powinien być traktowany indywidualnie, co wymaga doskonałego przygotowania zaplecza po stronie developera i oddelegowanie tłumaczenia gry biuru tłumaczeń lub oddelegowanie całego procesu lokalizacji gry, gdy developer nie czuje się pewnie w eksporcie, implementacji i kontroli przetłumaczonych materiałów przed publikacją (nie każdy producent gry jest „od razu” biegły w produkcji tytułów na wiele rynków). Współpraca software house lub gamedev z biurem tłumaczeń jest bezcenna – tej usługi nie powinno się zlecać bez przygotowania zaplecza, rozmów i zwarcia szeregów.

Teraz znają już Państwo podstawy lokalizacji gier komputerowych. Biuro Tłumaczeń TRANSLAX oferuje Wam tę usługę z gwarancją terminowości i najwyższej jakości. Specjaliści współpracujący z naszym biurem są doświadczeni i w pełni profesjonalni. Zaufało nam już wielu Klientów (m.in. Playlink, T-Bull, MythicOwl, Nawia Games, Raba Games, BAAD Games, Gamezaur, Klabater, Immersion, Nesalis Games…). Dołącz do nich! Prześlij wzór NDA na biuro@translax.eu lub skorzystaj z formularza kontaktowego!

22
paź

Narzędzia CAT – oprogramowanie wspomagające tłumacza [aktualizacja]

CAT, czyli Computer Aided Translation, to nazwa obejmująca wszelkiego rodzaju narzędzia usprawniające pracę tłumacza.

Dzięki nowoczesnemu i rozbudowanemu systemowi tzw. pamięci tłumaczeniowych (ang. Translation Memory) programy CAT znacznie przyspieszają i ujednolicają proces przekładu. Tego typu narzędzia są wręcz niezastąpione w wypadku tłumaczeń technicznych, w których nader często występują powtórzenia słów, nazw, a nawet całych zdań. Programy CAT to po prostu pomoc tłumacza.

Oprogramowanie CAT przede wszystkim przyspiesza oraz ułatwia pracę tłumaczowi, umożliwia mu wykonywanie szybszych i lepszych tłumaczeń, przez co poprawia jego konkurencyjność. Pozwala również na tworzenie baz tłumaczeniowych i terminologicznych, dzięki którym podnosi się jakość przekładów. Umożliwia łatwą redakcję jednolitych, profesjonalnych i konsekwentnych pod względem językowym tekstów. Programy CAT gwarantują także zachowanie spójności terminologicznej i stylistycznej. Profesjonalne narzędzia pozwalają na tłumaczenie dokumentów w niepopularnych formatach (np. InDesign, Quark, FrameMaker). Coraz częściej Klienci mają własne bazy terminologiczne i oczekują, że będą one stosowane. Dzięki programom CAT tłumacz może spełnić oczekiwania nawet najbardziej wymagających zleceniodawców. Omawiane narzędzia udoskonalają również programy do kontroli jakości (QA Distiller, X-Bench, QA Checker itp.).

Programy CAT są bardzo pomocne w wypadku tekstów w formatach elektronicznych, o dużym lub umiarkowanym stopniu powtarzalności (np. dokumenty rejestracyjne samochodu, odpis aktu urodzenia, instrukcje urządzeń, licencje, umowy) bądź w przypadku tłumaczeń o zbliżonej tematyce dla jednego klienta. Nie pomogą natomiast w tłumaczeniach o dużym stopniu zróżnicowania tematycznego lub dla różnych zleceniodawców, którzy posiadają odmienne preferencje dotyczące stylistyki albo terminologii.

Niemal każde tłumaczenie tekstu nieliterackiego zawiera w sobie pewne powtarzające się fragmenty. W zależności od charakteru materiału są to poszczególne nazwy, frazy, albo nawet całe zdania. Bywa też tak, że zdania różnią się od siebie zaledwie jednym lub dwoma słowami. W takich sytuacjach zupełnie naturalną i logiczną czynnością jest skorzystanie z wcześniej przetłumaczonych fraz, skopiowanie ich i wklejenie ich (po dokonaniu ewentualnych poprawek) we właściwe miejsce. Właśnie w takich momentach z pomocą przychodzą tłumaczom programy typu CAT.

W największym uproszczeniu: programy te są jak suflerzy – podpowiadają wcześniejsze tłumaczenie, jeśli dany fragment tekstu przypomina coś, co już wcześniej zostało przełożone.

Istnieją dwie zasadnicze kategorie programów typu CAT. Ze względu na funkcjonalność wyróżniamy programy przystosowane do współpracy z MS Word jako nakładki oraz programy z własnym, niezależnym edytorem tekstu. Pierwsza grupa umożliwia tłumaczowi pracę w doskonale znanym mu środowisku (grupa ta traci na popularności), natomiast programy CAT należące do drugiej grupy oferują większą elastyczność i wygodę, umożliwiając tłumaczenie szerokiej gamy formatów plików (m.in. HTM/HTML, XML/SGML, edytorów tekstowych, programów do składu DTP itd.). Większość programów CAT umożliwia obecnie tłumaczenie przynajmniej 50 formatów plików.

Praca z narzędziem CAT nie jest szczególnie skomplikowana, ale wymaga podstawowej wiedzy na temat możliwości i funkcji programu. Każdy plik, który poddajemy obróbce – dzielony jest na tzw. segmenty (TU – translation unit/jednostki tłumaczeniowe). Najczęściej są nimi zdania albo ich fragmenty, jeśli zdanie zawiera dwukropki, średniki, myślniki itd. Nie jest to jednak arbitralne – sposób segmentacji dokumentu może zostać spersonalizowany. Na przykład można zdefiniować funkcję dzielenia pliku tak, żeby uniknąć podziału zdania po „np.”.

Bez względu na to, czy program jest nakładką na MS Word, czy niezależnym narzędziem, CAT rozpoznaje, zapamiętuje i wyróżnia pierwszy segment (w Wordzie jest on wyróżniany graficznie, w edytorze wyświetlany w specjalnym oknie). Pojawią się wówczas dwa pola tekstowe: jedno z tekstem źródłowym, a drugie z tłumaczeniem lub miejscem na wpisanie tłumaczenia. Jeżeli pamięć tłumaczenia jest jeszcze pusta, bo tłumacz dopiero rozpoczął pracę, program nie będzie miał z czego czerpać podobnych fragmentów i jeszcze w niczym nie pomoże. Natomiast jeśli program ma już bazę, z której może skorzystać, to – w przypadku tekstu podobnego do niegdyś już przetłumaczonego – oprócz tekstu źródłowego pokaże propozycję tłumaczenia wraz z informacjami dodatkowymi. Te dodatkowe informacje to najczęściej identyfikator autora poprzedniego tłumaczenia, data powstania przekładu itd. Program będzie wówczas wymagał zatwierdzenia wpisanego tłumaczenia i automatycznie przejdzie do następnego segmentu. Graficzna oprawa tekstu pozwala tłumaczowi już na pierwszy rzut oka stwierdzić, czy fragment tekstu jest identyczny z tym, który występuje w bazie, czy podobny w mniejszym lub większym stopniu. Szacowana zgodność określana jest również procentowo, a różnice są wyraźnie oznaczane kolorami.

W miarę postępujących prac translatorskich programy CAT tworzą tzw. pamięć tłumaczeń (Translation Memory), czyli bazę, na podstawie której działają.

Im większa, bardziej pojemna i zróżnicowana pamięć, tym lepiej dla tłumacza. Szeroka baza pojęć zwiększa szansę na znalezienie podobnych segmentów w kolejnych tłumaczeniach.

Jak to działa w praktyce? Bardzo obrazowym przykładem jest tłumaczenie instrukcji obsługi różnych urządzeń. Często urządzenia są udoskonalane i powstają ich nowe wersje. Przykładowo Produkt 1000 firmy X może się różnić od Produktu 2000 tej samej firmy zaledwie kilkoma funkcjami, które oczywiście należy uwzględnić również w jego instrukcji obsługi. Dysponując pamięcią tłumaczeniową z przekładu instrukcji Produktu 1000, z łatwością można stworzyć tłumaczenie instrukcji obsługi Produktu 2000, wzbogaconego o nowe funkcje. Będący w posiadaniu takiej bazy tłumacz może w kilkanaście sekund policzyć całkowitą objętość tekstu oraz liczbę nowych segmentów, które różnią się od tekstu już wcześniej przetłumaczonego. W takiej sytuacji może się okazać, że w tekście o objętości 60 tys. słów nowe fragmenty to zaledwie 5%! Nie trzeba więc nikogo przekonywać, że takie tłumaczenie zajmuje o wiele mniej czasu niż pisanie całkiem nowego tekstu. Ponadto duże międzynarodowe firmy same korzystają z narzędzi CAT do przygotowania plików do tłumaczeń i przechowują własne bazy pamięci tłumaczeniowych. Dzięki temu po wysłaniu takiego pliku do tłumacza firma może zachować stylistykę i terminologię wszelkich wcześniejszych tłumaczeń.

Programy CAT umożliwiają bardzo łatwe i szybkie przeszukiwanie pamięci tłumaczeń.

Jeżeli jakieś słowo było już kiedyś przetłumaczone, za pomocą zaledwie paru kliknięć myszy czy też kombinacji klawiszowych można odnaleźć wszystkie segmenty, w których kiedykolwiek występował dany termin (funkcja concordance).

Co ważne, programy tego typu pozwalają na zdefiniowanie funkcji, które odpowiadają za rozpoznawanie pewnych fragmentów tekstu (tzw. placeables), i kopiowanie ich za pomocą skrótu klawiszowego z tekstu źródłowego do wykonywanego w danej chwili tłumaczenia. Jest to funkcja bardzo przydatna w wypadku nazw produktów, dat (programy CAT przy okazji konwertują je na inny format), wartości liczbowych itd.

Wszystkie marki programów CAT posiadają własne moduły zarządzania terminologią lub umożliwiają współpracę z modułami peryferyjnymi – można więc zsynchronizować z takim narzędziem wszelkiego rodzaju słowniki, które podpowiadają prawidłowe tłumaczenia zdefiniowanych pojęć.

Należy jednak zawsze pamiętać o tym, że nie wszystkie tłumaczenia będą wykonywane za pomocą programów CAT z podobną skutecznością. Używanie jednej pamięci do wszystkich tłumaczeń również może się okazać złym pomysłem. Przykładowo baza tłumaczeniowa, która powstała na podstawie tłumaczenia programów komputerowych, nie przyda się w tłumaczeniach regulaminów sklepów internetowych, a pamięć tłumaczeniowa z zakresu medycyny nie znajdzie zastosowania w lokalizacji oprogramowania i tłumaczenia plików XML, SGML lub HTML.

Narzędzia CAT opierają się na następujących funkcjach:

  1. Segmentowanie tłumaczonego tekstu, czyli dzielenie go na jednostki (zdania lub fragmenty zdań). Taka forma podziału tekstu znacznie ułatwia i przyspiesza tłumaczenie. Często tekst oryginalny i tekst tłumaczony znajdują się w dwóch sąsiadujących ze sobą okienkach, dzięki czemu tłumacz może na bieżąco kontrolować przebieg procesu tłumaczenia.
  2. Tekst oryginalny i tekst tłumaczony traktowane są jako tzw. jednostka tłumaczeniowa. Jednostki takie są zapisywane w specjalnej bazie i tłumacz może z nich korzystać, wykonując kolejne tłumaczenia o podobnej tematyce.
  3. Korzystanie z tzw. pamięci tłumaczeniowych (są to specjalne pliki), w których przechowywane są jednostki tłumaczeniowe, czyli odpowiadające sobie fragmenty tekstu oryginalnego i przetłumaczonego z dokumentów, które wcześniej zostały przetłumaczone. Dzięki temu tłumacz może w dowolnym momencie korzystać z przetłumaczonych fragmentów (fuzzy matching), co znacznie przyspiesza pracę i zapewnia spójność tłumaczenia.

Najważniejsze programy CAT to m. in.:

– Pakiet Trados Studio – jego podstawą jest Translator´s Workbench, program zarządzający TM. W skład pakietu wchodzą ponadto: uniwersalny edytor, zestaw makr do pracy w edytorze MS Word, programy wspomagające tłumaczenie plików w formacie Excel i PowerPoint, program do tworzenia plików TM z wcześniejszych tłumaczeń, narzędzia umożliwiające tłumaczenie plików programów do składu oraz program do zarządzania terminologią niezależny pakiet oprogramowania pozwalający na zakładanie projektów (również z ewidencją zleceniodawców, diagramami Gantta itd.), zarządzanie plikami, pracę we wbudowanym edytorze kompatybilnym m.in. z tłumaczeniem programów komputerowych, plików XML, HTML i DTP, kontrolę jakości (w tym kontrolę pisowni i walidację techniczną), finalizację projektów, zarządzanie bazami tłumaczeniowymi oraz terminologicznymi i wiele więcej.

Tego oprogramowania nie trzeba przedstawiać chyba żadnemu tłumaczowi. Więcej informacji: https://pl.wikipedia.org/wiki/SDL_Trados_Studio

– SDLX – obecnie element pakietu Trados, program pracujący z użyciem własnego edytora nie występuje w sprzedaży. Możliwości programu:

  • obsługa wielu formatów (m.in. FrameMaker, Quark, InDesign, XML, SGML, (X)HTML, Illustrator itp.),
  • możliwość wykorzystywania wcześniejszych tłumaczeń poprzez rejestrowanie wykonanych przekładów,
  • tworzenie baz terminologicznych (SDLTM, MDB, TMW, TMX),
  • opcje/filtry Quality Assurance (QA Checker) oraz implementacja poprawek,
  • automatyczne podpowiedzi tłumaczeń w trakcie pracy, ustawienia liczby podpowiedzi i głębokości wyszukiwania,
  • zakładanie projektów tłumaczeniowych, dystrybucja (Trados Studio Professional) i finalizacja,
  • analiza powtarzalności treści, wewnętrzne dopasowania rozmyte, perfect matchcontext match,
  • tworzenie pamięci tłumaczeń z materiałów referencyjnych, baz terminologicznych, glosariuszy.

– MemoQ nowy, bardzo dobry program, dynamicznie rozwijany, zdobywający coraz większą liczbę zwolenników.

Oprócz typowych cech programu CAT, takich jak: ułatwione tłumaczenie i weryfikacja tekstu, możliwość korzystania z pamięci tłumaczeń i wcześniej wypracowanych rozwiązań, tworzenie i rozbudowa baz terminologicznych, automatyczne podpowiedzi tłumaczeń, analiza powtarzalności (wraz z analizą jednorodności) tekstu źródłowego, ma zalety szczególne:

  • obsługa formatów plików utworzonych w innych programach CAT (np. TTX TagEditor, Star Transit, SDLXLIFF Trados Studio),
  • łączenie funkcjonalności edytora tekstu z zarządzaniem pamięciami tłumaczeń i bazami terminologicznymi oraz integracja z silnikami przedtłumaczania maszynowego,
  • możliwość tworzenia projektów na serwerze MemoQ i dzielenia się pracą z innymi tłumaczami pracującymi nad projektem.

– OmegaTjedyne całkowicie bezpłatne narzędzie CAT, dostępne dla większości systemów operacyjnych (program w języku Java). Ma wiele funkcji typowych dla oprogramowania CAT: tworzenie, import, eksport pamięci tłumaczeniowych, dopasowywanie tłumaczeń. Umożliwia również:

  • tłumaczenie wielu plików w różnych formatach jednocześnie,
  • korzystanie naraz z kilku pamięci tłumaczeń i słowników,
  • kompatybilność z innymi narzędziami CAT, np. TRADOS Studio (SDLXLIFF),
  • pracę w różnych systemach operacyjnych.

Dzięki licznym dodatkom OmegaT można rozbudować o kolejne przydatne funkcje. Interfejs programu jest całkowicie spolszczony.

– Across – program niedoceniany w naszym kraju, choć godny uwagi, ponieważ:

  • w wersji dla freelancerów jest bezpłatny, można go więc starannie przetestować, poznając zalety programów CAT bez ponoszenia kosztów,
  • może działać w dwóch trybach: jako samodzielny program lokalny lub połączony ze zdalnym serwerem,
  • jest to zintegrowane środowisko pracy z bogatą listą możliwości,
  • zawiera moduły pozwalające na tworzenie bazy Klientów, zarządzanie projektami, tworzenie glosariusza, kontrolę jakości.

– Matecat – kompatybilny (na chwilę obecną) z 79 formatami plików (od plików MS Office – również odpowiedniki OSX – przez MIF, IDML, XML, aż po pliki lokalizacyjne PO, RESX, TXML i wiele innych – patrz niżej). Jego zalety:

  • jest darmowy i w pełni online (zaleca się używanie Chrome),
  • jest wyposażony w silnik do przedtłumaczania maszynowego,
  • przy odpowiedniej konfiguracji pamięci TM zachowujemy nasze jednostki tłumaczeniowe dla siebie (bez współdzielenia z producentem),
  • umożliwia wgrywanie ZIP-ów i wskazywanie plików z Google Drive,
  • umożliwia podzielenie projektu na kilkoro tłumaczy i ich równoległą pracę na współdzielonych zasobach (TM i TB).

– Muldrato – w pełni kompatybilny z plikami DWG i DXF, doskonały program do tłumaczenia dokumentacji CAD. Jego zalety:

  • jest autonomiczny i niezależny od systemu CAD – posiadanie AutoCAD czy innych tego typu programów nie jest konieczne do pracy nad tłumaczeniem dokumentacji,
  • pozwala eksportować teksty i automatycznie je optymalizować, analizować czcionki, teksty i rysunki,
  • ma odpowiednie narzędzia i funkcje do tworzenia, edycji i optymalizacji słowników,
  • nie wymaga ręcznego przetwarzania rysunków,
  • wspiera każdy język.

Zdecydowana większość biur tłumaczeń w Polsce stosuje narzędzia CAT – nie tylko ze względu na skrócenie czasu realizacji czy ograniczenie kosztu tłumaczenia, lecz także dla kontroli QA Checker (Trados Studio), kompatybilności z plikami w formatach DTP (IDML, MIF) i IT (XML, SGML, HTM, HTML, PO, MO, SRT, VTT) oraz rozbudowywania własnej bazy tłumaczeniowej TM. Na rynkach zachodnich prawie wszystkie biura korzystają z co najmniej jednego narzędzia CAT. Biuro Tłumaczeń Translax prowadzi szkolenia z obsługi najważniejszych programów CAT dla tłumaczy i menedżerów projektu. Takie zajęcia pozwalają zapoznać się z możliwościami tych narzędzi, dzięki czemu tłumaczenie nawet trudnych tekstów technicznych będzie przebiegać sprawniej przy jednoczesnym zachowaniu najwyższej jakości przekładu.

Który program CAT wybrać?

Trados Studio posiada około 70% udziałów w rynku. Nie jest to narzędzie idealne, ale zaraz obok MemoQ jedno z najlepszych (choć ostatnio zdania są podzielone). Oba programy są równie kompatybilne (krzyżowo), funkcjonalne i wygodne (według indywidualnych preferencji). Sugerujemy, by przed podjęciem decyzji zapoznać się z wersjami testowymi. Oba programy różnią się tak niewielkimi detalami (przynajmniej w kwestii rezultatów, które uzyskujemy pracując z nimi), że z pewnością każdy z nich sprawdzi się w większości codziennych zadań. Osoby mające jednak inne zdanie mogą wybrać szkolenie z CAT: Trados Studio, Matecat, MemoQ, OmegaT lub Muldrato.

Przeprowadziliśmy niejedno szkolenie lub/oraz kurs z obsługi Trados Studio, MemoQ, Matecat, OmegaT, InDesign, Framemaker oraz z lokalizacji stron internetowych i oprogramowania. Przeszkoliliśmy m.in.: WSZOP w Katowicach, UAM w Poznaniu, SWPS w Warszawie, LOT, Whirlpool/Indesit, Getresponse, PIBR w Warszawie, SKWP w Warszawie, wielu pracowników biur tłumaczeń oraz dziesiątki freelancerów.

Na naszym kanale youtube można znaleźć kompletny, darmowy kurs/szkolenie z podstaw obsługi programu Trados Studio: https://bit.ly/szkolenie-trados

Zapraszamy!

21
paź

DTP w pracy tłumacza

Doskonale wiemy, że w przypadku wielu tekstów znaczenie ma nie tylko to, jak są przetłumaczone, lecz także – jak wyglądają. Dlatego też w biurze tłumaczeń Translax oferujemy Państwu również usługi związane z DTP.

Tłumaczenia i DTP

DTP, czyli Desktop Publishing oznaczają czynności z zakresu prepress mające na celu stworzenie, rozwój i przygotowanie do druku publikacji w formie elektronicznej. Zgodnie z definicją z wikipedii (https://pl.wikipedia.org/wiki/DTP): termin oznaczający pierwotnie ogół czynności związanych z przygotowaniem na komputerze materiałów, które będą później powielone metodami poligraficznymi. Krócej mówiąc, termin ten oznacza komputerowe przygotowanie publikacji do druku.

Gdy zaistnieje potrzeba przetłumaczenia publikacji takiej jak ulotka, folder, katalog czy instrukcja obsługi, powinniśmy zadbać o to, żeby tłumaczenie dobrze spełniało swoją funkcję. Aby ulotka ciągle była ulotką, musi być atrakcyjna graficznie. Dlatego też niezbędna staje się współpraca tłumacza z grafikiem i specjalistą DTP. Po przetłumaczeniu tekst zmienia swoją objętość, inaczej wyglądają nagłówki i wyróżnione fragmenty tekstu – tekst inaczej przelewa się w wątkach i łamach. Aby w dalszym ciągu publikacja tworzyła przejrzystą i spójną całość, trzeba na nowo rozplanować położenie tekstu, zadbać o to, by dobrze komponował się z zakotwiczonymi elementami takimi jak tabele, zdjęcia, rysunki itp. Wychodząc naprzeciw Państwa potrzebom, w naszej firmie zadbaliśmy o to, by móc pełnić kompleksowe usługi DTP. Dlatego też zatrudniamy osoby odpowiedzialne za przygotowanie na komputerze materiałów, które można później powielać – w druku, bądź w internecie. W naszej firmie korzystamy z najpopularniejszych programów graficznych, są wśród nich: Adobe InDesign, Adobe FrameMaker (również w strukturze SGML), Adobe PageMaker, QuarkXPress, Adobe Acrobat+Distiller, Adobe Photoshop, Adobe Illustrator, Corel Draw, AutoCAD czy Microsoft Visio.

Czytaj więcej

19
paź

Ile kosztuje przetłumaczenie strony internetowej na język niemiecki?

Tłumaczenie stron internetowych, globalizacja witryn, lokalizacja sklepu internetowego – wszystkie te terminy odnoszą się do czynności, które trzeba wykonać, aby dostosować stronę internetową do potrzeb użytkownika posługującego się innym językiem. Jeśli chcesz eksportować swoje produkty, koniecznym ze względów marketingowych posunięciem jest przetłumaczenie strony internetowej. W obecnych czasach to właśnie z internetu klienci czerpią informacje o produktach i usługach. Z całą pewnością zastanawiają się Państwo, ile może kosztować przetłumaczenie strony internetowej na język niemiecki (przykładowo).

Szczegółowa wycena tłumaczenia strony zależy od bardzo wielu czynników – ponieważ każda strona ma swoją specyfikę, dlatego biuro tłumaczeń Translax poszczególne projekty wycenia indywidualnie. Postaramy się jednak przedstawić orientacyjny kosztorys, którego celem jest pokazanie podstawowych pozycji, które trzeba wziąć pod uwagę przy wycenie tego typu projektu.

Cena tłumaczenia strony internetowej

Kosztorys tłumaczenia strony internetowej zawiera następujące elementy (nie każda strona wymaga wystąpienia wszystkich z poniższych składników!):

  • liczbę słów w tekście źródłowym (na potrzeby tego wpisu przyjmijmy polski),
  • obróbkę DTP, której koszt wyliczany jest na podstawie godzin pracy lub liczby podstron,
  • lokalizację grafiki – wycenianą w oparciu o liczbę godzin pracy,
  • koszt zarządzania projektem i tworzenia glosariusza – jeśli występuje,
  • tworzenie projektu wielojęzycznej strony, które wyceniane jest w zależności od liczby godzin pracy,
  • testowanie i sprawdzanie funkcjonalności oraz jakości strony – również brany jest tu pod uwagę czas pracy,
  • sprawdzanie strony pod względem kulturalnej poprawności – tu także obowiązuje stawka godzinowa,
  • usługi SEO w języku tłumaczenia wyceniane są na podstawie liczby godzin pracy.

Czytaj więcej

14
paź

Jakie konsekwencje mogą mieć błędy w tłumaczeniach i kto za nie odpowiada?

„Najlepszą pracę dostaje ten, kto może ją wykonać bez zrzucania odpowiedzialności na innych i przychodzenia z usprawiedliwieniami, dlaczego jej nie wykonał” – te słowa, których autorem jest Napoleon Hill, amerykański twórca bestsellerowej pozycji „Myśl i bogać się”, stanowią bardzo dobry wstęp do rozważań na temat konsekwencji pomyłek w przekładzie i tego, kto i jak za nie odpowiada.

Czym jest odpowiedzialność zawodowa?

Określenie to odwołuje się do obowiązku ponoszenia konsekwencji za popełnione przewinienia w zakresie wykonywania obowiązków zawodowych. Wobec pracownika mogą zostać zastosowane sankcje (np. majątkowe lub osobiste), których formy definiowane w kodeksie karnym lub cywilnym. Rzeczona odpowiedzialność dotyczy przede wszystkim osób, które wykonują tzw. zawody zaufania publicznego. Pojęcie to nie funkcjonuje w innych krajach europejskich, natomiast w Polsce jest używane na mocy art. 17. Konstytucji z dn. 2 kwietnia 1997 i współistnieje z samorządami zawodowymi. Te z kolei zrzeszają osoby wykonujące określoną profesję, które podlegają także tym samym normom.

Jakie przepisy regulują odpowiedzialność zawodową tłumacza przysięgłego?

Także zawód tłumacza przysięgłego objęty jest regulacjami, dotyczącymi popełniania błędów w sztuce i skutkami, jakie są przewidziane za ich zaistnienie. Postępując wbrew zapisom w ustawie o zawodzie tłumacza przysięgłego, podlega się odpowiedzialności dyscyplinarnej. Artykuł 24. tejże ustawy wyjaśnia, że na wniosek wojewody bądź Ministra Sprawiedliwości postępowanie dotyczące osoby wykonującej omawiany zawód wszcząć może Komisja Odpowiedzialności Zawodowej. W przypadku, kiedy tłumacz przysięgły wypełni swoje obowiązki w sposób niedostatecznie staranny lub wadliwy, istnieje możliwość zastosowania w stosunku do niego sankcji o następujących wymiarach:

  1. upomnienie,
  2. nagana,
  3. zawieszenie w wykonywaniu zawodu (od 3 do 12 miesięcy),
  4. całkowite odebranie prawa do wykonywania zawodu wraz z koniecznością przystąpienia na nowo do egzaminu, jednak nie wcześniej, niż po dwóch latach od decyzji Komisji Odpowiedzialności Zawodowej.

Ponadto przeciwko tłumaczowi przysięgłemu może zostać rozpoczęte postępowanie również w przypadku, gdy nie dostosuje się do obowiązku przyjmowania zleceń od organów administracji publicznej, prokuratury, sądów, czy policji. Ewentualna odmowa musi być spowodowana priorytetowymi okolicznościami.

Nieco inaczej sytuacja prezentuje się w przypadku tłumacza, który nie ma uprawnień do wykonywania przekładów poświadczonych. Jeżeli błąd w tłumaczeniu, wynikający z winy jego przeoczenia, niedostatecznej wiedzy w danej dziedzinie czy ubytkach w warsztacie doprowadzi do strat finansowych bądź wizerunkowych zleceniodawcy, ten ma prawo wnieść do sądu sprawę o odszkodowanie.

Polisa OC – zabezpieczenie odpowiedzialności kontraktowej i deliktowej

Błądzić jest rzeczą ludzką i każdemu zdarzają się pomyłki, także w zakresie pracy zawodowej. Niekiedy mogą one jednak stanowić poważną skazę na karierze, renomie, a przede wszystkim, bardzo obciążyć finansowo. Aby zapewnić sobie większy komfort realizacji zleceń, bez posiadania balastu w postaci obaw o konsekwencje ewentualnych pomyłek, warto pomyśleć o wykupieniu ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. Trzeba zadbać, aby uwzględniała ona zarówno kwestie odpowiedzialności kontraktowej, jak i deliktowej.

Czym się one różnią?

Odpowiedzialność cywilna kontraktowa odnosi się do zaniechania wykonania zlecenia, bądź zrealizowania go w sposób nieprawidłowy w momencie, kiedy z klientem łączy nas umowa. W przeciwieństwie do odpowiedzialności deliktowej, w tym przypadku zleceniodawca nie musi udowadniać winy i może wystąpić o wypłatę roszczenia z naszego OC. Także gdy tłumaczenie zostało przekazane do wykonania innej osobie, konsekwencje błędów ponosi ten, kto podpisał umowę.

Natomiast odpowiedzialność cywilna deliktowa regulowana jest przepisami art. 415-449 kodeksu cywilnego, a także przepisami prawa zobowiązań z art. 353-404 kodeksu cywilnego i dotyczy czynu niedozwolonego, którego dopuści się tłumacz. Istotą tego rodzaju odpowiedzialności jest udowodnienie winy oraz wykazanie szkody (niemajątkowej lub majątkowej), a także związku między tymi dwoma czynnikami. Jeśli błędne wykonanie tłumaczenia przyczyniło się do poniesienia szkody przez klienta, jego autor może zostać pociągnięty do odpowiedzialności. Podobnie w sytuacji, gdy wykonanie zlecenia zostało przez nas przekazane osobie trzeciej. Skutki prawne, jakie wiążą się z odpowiedzialnością cywilną deliktową to, w zależności od wyrządzonej szkody, wypłata odszkodowania, zadośćuczynienia, czy nawet świadczenia rentowego (w przypadku szkód osobowych).

Mając świadomość, jak duża odpowiedzialność ciąży na osobie wykonującej zawód tłumacza, warto zabezpieczyć się przed opisanymi powyżej, przykrymi konsekwencjami, poprzez wykupienie ubezpieczenia zawodowego OC. Biuro Tłumaczeń TRANSLAX posiada polisę OC (odpowiedzialność deliktowa oraz kontraktowa) na kwotę 1 000 000 zł (https://translax.eu/dokumenty/#ubezpieczenie-oc).

BŁĘDY, JAKIE NAJCZĘŚCIEJ POJAWIAJĄ SIĘ W TŁUMACZENIACH

Istnieją pewne okoliczności, które zaburzają proces przekładu na tyle, że w wykonanym tłumaczeniu pojawiają się błędy. Co ważne, wynikają one nie tylko, jak się powszechnie zakłada, z winy jego autora, ale także np. z niedociągnięć w dokumentacji źródłowej. O jakie konkretnie pomyłki chodzi?

Najpierw dokonajmy analizy błędów „w sztuce” oraz powodów ich wkradnięcia się do tekstu.

BŁĘDY TŁUMACZENIA SYNTAGMATYCZNEGO

Tłumaczenie syntagmatyczne to strategia polegająca na przekładzie pojedynczych struktur wyrazowych, a często także samych słów, poprzez zastępowanie ich odpowiednikami z języka docelowego. Metoda ta pozbawiona jest głębszej analizy tekstu w ujęciu globalnym oraz opiera się często na zastosowaniu pierwszego podanego w słowniku ekwiwalentu wyrazowego, bez uwzględnienia kontekstu. Tego rodzaju błędy wiążą się także z nieznajomością false friends czy użyciem kalek językowych.

BŁĘDY REALIZACJI TEKSTU DOCELOWEGO

Tekst lub komunikat zostanie nieprawidłowo zrozumiany, jeśli w procesie przekładu tłumacz nie dostosuje opisywanych realiów do rzeczywistości odbiorców. Dlatego specjalista w tej dziedzinie powinien nie tylko biegle władać wyuczonym językiem, ale znać sytuację historyczną, geograficzną i społeczną danego obszaru językowego.

BŁĘDY METATRANSLACYJNE

Przekład tekstu jest procesem kilkuetapowym (analiza i przygotowanie, tłumaczenie, obróbka tekstu, finalizacja). Pominięcie któregoś z tych kroków, czyli droga na skróty, najczęściej prowadzi do wdarcia się do treści przekładu błędów metatranslacyjnych. Wynikają one z nieznajomości zasad i konwencji tłumaczeniowych, a efektem mogą być nieprawidłowo przetłumaczone terminy specjalistyczne czy pomyłki w danych (datach, nazwiskach, statystykach).

Jednak nie tylko niedociągnięcia w warsztacie językowym tłumacza mogą powodować pomyłki w tłumaczeniu. Ich przyczyną bywa także dostarczenie przez klienta treści, które zawierają:

  • błędy rzeczowe – pomyłki na płaszczyźnie treściowej, które ujmują treści logiki,
  • brak spójnej terminologii – stosowanie różnych wyrazów na nazwanie danego pojęcia, zwłaszcza w tekstach specjalistycznych, może wprowadzać chaos, który doprowadzi do nieodpowiedniego dostosowania terminologii przez tłumacza,
  • brak informacji stylistycznych i glosariusza podczas składania zlecenia – brak doprecyzowania przez klienta konkretnych wytycznych w zakresie stylistycznym oraz pominięcie dołączenia glosariusza, ujednolicającego zawartą w tekście terminologię, może być powodem dłuższego terminu realizacji zlecenia oraz niespójności przetłumaczonej dokumentacji.

Ryzyko związane z wystąpieniem pomyłek w tłumaczeniu oczywiście można zminimalizować, trzymając się następujących zasad:

  • Wybieraj biura tłumaczeń, które cieszą się renomą

O rekomendację możesz zapytać znajomych, sprawdzić opinie w Internecie, a także skontaktować się z kilkoma firmami, prosząc o przedstawienie oferty.

  • Do tłumaczenia przekaż tekst w wersji ostatecznej

Zawsze, jeśli to możliwe, przekazuj tłumaczowi finalną wersję treści. Wprowadzanie poprawek w trakcie procesu przekładu może być przyczyną niespójności, a styl tekstu, a czasem także warstwa merytoryczna, mogą na tym stracić.

  • Jasno określ zakres zlecenia

Jeśli potrzebujesz przetłumaczyć jedynie określone fragmenty danego tekstu, dokładnie zaznacz, o które chodzi. Pomożesz tym samym skrócić czas realizacji zlecenia oraz zmniejszyć cenę usługi.

  • Dołącz informacje na temat terminologii oraz dodatkowe uwagi

Jak już zostało wspomniane, teksty specjalistyczne cechują się indywidualną terminologią, nie tylko w zakresie branży, ale czasem także danej firmy. Możesz więc wspomóc proces tłumaczenia i przyspieszyć czas jego realizacji poprzez udostępnienie glosariuszy i dołączenie wszelkich wytycznych „z góry”.

POPRAWIAĆ, CZY NIE POPRAWIAĆ? – OTO JEST PYTANIE…

Czy zatem w obliczu napotkanych błędów w tekście źródłowym, tłumacz ma prawo wprowadzić poprawki w treści czy jest to zabronione?

Jak podaje Kodeks Tłumacza Przysięgłego według opracowania TEPIS, błędy, które nie mają wpływu na treść dokumentu, należy zwyczajnie pomijać. Jeśli zaś w grę wchodzą pomyłki poddające w wątpliwość rozumienie tekstu, informację o nich trzeba zamieścić w adnotacji w przypisie dolnym, na początku dokumentu lub bezpośrednio przy rzeczonym błędzie.

W tłumaczeniu poświadczonym nie można sobie także pozwolić na poprawianie „literówek” w danych osobowych czy nazwach własnych. Zatem jeśli pan Nowakowski widnieje w dokumencie jako Nowakwski, należy taką formę zostawić w niezmienionej postaci. Jednak także w tym przypadku w nawiasie kwadratowym dopuszczalne jest umieszczenie uwagi o prawdopodobieństwie wystąpienia błędu.

Zdecydowanie mniej restrykcyjnie wygląda proces przekładu tekstu np. przez tłumacza literackiego. Jeśli napotka on podczas pracy nad treścią błędy, które nie wpływają na jej sens, może je „naprawić” bez konieczności dodawania adnotacji. Należy jednak dokładnie przemyśleć daną kwestię, bo może się okazać, że jest to nie pomyłka, a gra słów czy celowy zabieg językowy. Warto zatem konsultować wprowadzanie poprawek z klientem.

PROFESJONALNE PODEJŚCIE DO POPEŁNIONYCH BŁĘDÓW

Jak wiadomo, nad rozlanym mlekiem płakać nie ma sensu. Aby zatem nie tracić czasu w momencie, kiedy błąd jednak wkradnie się do tłumaczenia, należy zastosować odpowiednie regulacje, które zminimalizują szkody zarówno po stronie biura tłumaczeń, jak i klienta. Translax posiada w swoim regulaminie zapis, który głosi, że:

reklamacje dotyczące tłumaczeń pisemnych zawierających wady w rozumieniu Kodeksu Cywilnego będą poprawiane nieodpłatnie w ciągu roku od chwili dostarczenia Klientowi gotowego tłumaczenia.

Dodatkowo posiadamy polisę dla biur tłumaczeń, której skan udostępniamy na stronie https://translax.eu/dokumenty/#ubezpieczenie-oc.

Mamy na uwadze, że pomyłki mogą się zdarzyć każdemu, ale także zdajemy sobie sprawę, że nie tylko do świadczonych usług, ale też do poprawiania błędów i minimalizacji ich ewentualnych następstw należy wykazywać profesjonalne podejście. Dodatkowo każda reklamacja jest rejestrowana w wewnętrznym wykazie działań niepożądanych.

30
sie

Tłumaczenie maszynowe – wady i zalety

Rozwój językoznawstwa komputerowego sprawia, że tłumaczenie maszynowe wykonywane przez algorytmy jest coraz doskonalsze. Czy to oznacza, że może zastąpić tłumacza? Niestety lub na szczęście – nie zawsze. Sprawdź, jakie są wady i zalety tłumaczenia maszynowego i dowiedz się, kiedy warto, a kiedy nie warto z niego korzystać.  

Co to jest tłumaczenie maszynowe? Definicja i rodzaje

Tłumaczenie maszynowe (ang. Machine Translation), zwane też automatycznym, jest wykonywane w całości przez oprogramowanie komputerowe, bez ingerencji człowieka. Powstaje przy użyciu: 

  • specjalistycznych algorytmów językowych, 
  • zestawów reguł gramatycznych,
  • zbioru dostępnych przekładów (tzw. korpus tłumaczeniowy). 

Tłumaczenie automatyczne może odbywać się na kilka sposobów, w zależności od rodzaju systemu. Dla przykładu, translacja bezpośrednia polega na przełożeniu znaczenia pojedynczych słów (np. w zdaniu: To jest dom każdy wyraz zostaje niezależnie przetłumaczony na język docelowy). 

Metoda międzyjęzykowa z kolei opiera się na tłumaczeniu tekstu źródłowego w dwóch etapach. Najpierw tłumaczy się na język uniwersalny (tzw. interlinguę). Jest to sztuczny, międzynarodowy język pomocniczy, który łączy słownictwo romańskie z łatwą, regularną gramatyką. Dopiero tak powstały tekst tłumaczy się na język docelowy. 

Obecnie najbardziej rozwiniętym i precyzyjnym systemem jest neuronowe tłumaczenie maszynowe, które uczy się na podstawie wcześniej wykonanych przekładów. Sposób ten wyparł statystyczne tłumaczenie maszynowe

Więcej informacji na temat rodzajów tłumaczenia maszynowego znajdziesz tutaj.

Tłumaczenie maszynowe – czy warto?

Choć tłumaczenia maszynowe są coraz dokładniejsze i działają szybciej niż człowiek, wciąż nie mogą dorównać profesjonalnemu tłumaczowi. Jako biuro tłumaczeń przeprowadzające audyty tłumaczeń wciąż dostajemy do poprawy teksty, które zostały przetłumaczone właśnie tą metodą. Doskonale więc zdajemy sobie sprawę z tego, jak wadliwe bywają takie przekłady.

Przekład automatyczny najczęściej nie jest dokładny, może też zawierać błędy albo nie oddawać w pełni sensu tekstu źródłowego. Nawet najbardziej zaawansowane algorytmy nie są wyczulone na niuanse językowe – dosłownie odczytują metafory, nie zawsze rozumieją wieloznaczności, brakuje im językowego wyczucia oraz intuicji. Wniosek jest prosty: żaden komputer nie zapewni jakości, która nie wymagałaby interwencji profesjonalisty. 

Przykładem absurdalnych (a zarazem opłakanych w skutkach) błędów jest tłumaczenie na język węgierski wykonane przez Google Translate – czołowego dostawcy tłumaczeń maszynowych. Tekst źródłowy „Niegazowane” Google tłumaczy jako „Nem szénsavas”, co oznacza „Niegazowany/Niegazowana/Niegazowane” (język węgierski jest niefleksyjny). Natomiast tłumaczenie słowa „niegazowane” (zgadza się! zmieniono tylko wielkość litery!) tłumaczone jest tak: „még mindig”, co oznacza „wciąż/jeszcze/nadal”.

Idąc dalej, angielski zwrot „we’ve been blown away” często jest tłumaczony jako „zostaliśmy zdmuchnięci” – i to przez najlepsze maszyny! Ponadto niewłaściwie postawiony przecinek lub literówka w tekście źródłowym może wywieść automatycznego tłumacza na manowce. Tego typu błędy potrafią wygenerować rezultaty zupełnie sprzeczne z intencją autora, co oczywiście nie będzie miało miejsca w momencie, gdy tłumaczenie przygotowuje wykwalifikowany człowiek.

Co więcej, niektóre programy wykonujące tłumaczenia maszynowe przechowują przekłady w swoich bazach danych. Nie można ich więc stosować w przypadku poufnych treści. To właśnie między innymi ze względu na bezpieczeństwo danych klientów nasze biuro nie używa systemów Machine Translation i korzysta wyłącznie z pracy doświadczonych tłumaczy. 

Tłumaczenie maszynowe – kiedy warto? 

Szereg wad nie oznacza, że tłumaczenie maszynowe nie ma żadnych zalet. Przede wszystkim pozwala ono zaoszczędzić czas i pieniądze. Za jego pomocą w krótkim czasie i niewielkim kosztem da się przełożyć bardzo dużą ilość tekstu. Oparte na Machine Translation programy działają błyskawicznie, a ich obsługa jest łatwa i intuicyjna.

Tłumaczenie automatyczne można więc z powodzeniem stosować w sytuacjach, w których akceptowane są ograniczenia i niedokładność. Może być ono bardzo pomocne w ogólnym zrozumieniu sensu treści. Znakomicie sprawdzi się więc w celach prywatnych, np. do komunikacji w podróży zagranicznej albo tłumaczenia artykułu na stronie internetowej. 

Kiedy tłumaczenie maszynowe to zły pomysł? 

Obecnie w branży translatorskiej rozwija się trend łączenia pracy tłumacza i maszyny. Przyspiesza to realizację przekładów prostych, powtarzalnych tekstów. Jednak w sytuacji, kiedy jest potrzebne wnikliwe zrozumienie tekstu, jego intencji i celu, często skuteczniej jest bezpośrednio tłumaczyć tekst źródłowy.

Dlatego też przekład bardziej wymagających treści najlepiej od razu zlecić profesjonalnemu tłumaczowi. Dotyczy to między innymi dzieł artystycznych i poetyckich, np. powieści, tekstów piosenek, wierszy. Ich tłumaczenie nie może się bowiem obyć bez znajomości kulturowego i historycznego kontekstu, właściwej interpretacji i językowej wrażliwości, których brakuje sztucznej inteligencji. 

Maszynowe tłumaczenie nie sprawdzi się również w przypadku materiałów biznesowych, sprzedażowych i marketingowych (które z zasady wymagają bardziej kreatywnego podejścia i wyczucia). Ich głównym celem jest w końcu budowanie relacji z potencjalnym klientem. Niedokładny przekaz oferty firmowej rodzi nieufność i świadczy o braku profesjonalizmu. Tłumaczenie automatyczne nie nadaje się również w przypadku tekstów branżowych i technicznych – algorytm może nie poradzić sobie ze specjalistycznym słownictwem. 

Największym wyzwaniem tłumaczeń maszynowych są tzw. stringi, czyli pojedyncze słowa lub frazy używane w przypadku tłumaczenia lub lokalizacji oprogramowania komputerowego. Tłumaczenie wyrwanych z kontekstu zbiorów złożonych ze specjalistycznych zwrotów wymaga wielu konsultacji z klientem, zebrania materiałów referencyjnych, dostępu demo do oprogramowania, znalezienia w sieci dodatkowych informacji, aby zrozumieć jego działanie… Maszyna tego nie uczyni, a jedynie przetłumaczy słowa w najlepszy, swoim zdaniem, sposób. 

Powyżej widzimy słowo „aligner”, które może być przełożone na wiele sposobów. Automat wybierze pierwsze, jej zdaniem, pasujące tłumaczenie i będzie je (w najlepszym wypadku) spójnie stosować do końca pliku. Oczywiście, maszyna nie skonsultuje się z klientem, aby sprawdzić, czy wybrała właściwy wariant. 

Problem ten dotyczy również branży e-commerce, gdzie mamy do czynienia z lokalizacją oprogramowania i systemów oraz software house, czyli twórców oprogramowania dedykowanego. Podobnie jest w przypadku branży technicznej, w której tłumaczy się dużo rysunków z AutoCAD lub schematów elektrycznych i całych dokumentacji techniczno-rozruchowych. Bazują one (w pewnym stopniu) na dokumentach dostarczonych przez poddostawców komponentów, a ich jakość wejściowa nierzadko wymaga doprecyzowania, co autor miał na myśli. Rozwiązania maszynowe nie wykażą się proaktywnością, a w razie wątpliwości nie poproszą o dodatkowe wskazówki.

Podsumowując, maszyna jest w stanie rozpoznać kontekst, czyli zrozumieć, że dane słowo otoczone słowami należy przetłumaczyć inaczej niż wtedy, gdy jest w towarzystwie innych wyrazów. Nie rozumie jednak, że tłumaczenie niektórych dokumentów wymaga specjalnego podejścia. Sztuczna inteligencja nie wie na przykład, że tłumaczenie tekstów z branży spożywczej wymaga zastosowania formuł i reguł z rozporządzeń prawa żywnościowego, a słowo „About” na stronie internetowej lub w programie oznacza „O nas”, a nie „Około”.

Tłumaczenie maszynowe – trendy branżowe

Wiele źródeł, między innymi artykuł tcworld, sugeruje że biura tłumaczeń oraz tłumacze powinni dostosowywać się do nadchodzących zmian w branży, jakimi są sieci neuronowe oraz podpięte pod nie systemy automatyzujące. Czy powinniśmy jednak w pełni ufać automatom? Czy maszyny nie potrzebują operatorów, a ramiona robotyczne programistów? W końcu nawet autopilot Tesli nie jest nieomylny i także tak nowoczesnym autom zdarzają się wypadki.

Tłumaczenia maszynowe prawdopodobnie zostaną z nami na dłużej, ale każdy projekt tłumaczony w ten sposób powinien być dobrze przemyślany (przynajmniej w modelu micro-SWOT). Przekład automatyczny przyjdzie z odsieczą w przypadku bardzo specyficznych potrzeb: 

  • odpowiedniej tematyki
  • odpowiedniego korpusu tłumaczeniowego (danych z bazy poprzednich tłumaczeń)
  • dużego wolumenu treści przy krótkim terminie realizacji
  • odpowiedniego zespołu korektorów MTPE oraz ekspertów MT (ds. tłumaczeń maszynowych). 

Przed rozpoczęciem projektu należy więc przeanalizować wszelkie za i przeciw oraz zastosować właściwe podejście i procesy. 

Tłumaczenie maszynowe – wybieraj świadomie

Tłumaczenie automatyczne zyskuje na popularności. W większości przypadków wciąż bardziej opłaca się jednak skorzystać z doświadczenia i wiedzy tłumacza. Tylko zlecenie tłumaczenia profesjonaliście daje gwarancję wysokiej jakości przekładu z zachowaniem odpowiedniego stylu i kontekstu. Takie tłumaczenie nie wymaga też dodatkowej weryfikacji i korekty, co – wbrew pozorom – może przełożyć się na szybsze i tańsze wykonanie przekładu. Dlatego przed podjęciem decyzji o sposobie tłumaczenia weź pod uwagę charakter, cel i przeznaczenie tekstu. Pozwoli to uzyskać oczekiwaną jakość translacji i uniknąć katastrofalnych skutków błędnego tłumaczenia. 

Szukasz partnera, który szybko dostarczy Ci doskonale przetłumaczone teksty? Skontaktuj się z nami. Wszystkie nasze treści są tłumaczone przez specjalistów, a nie maszyny – gwarantujemy poprawność przy szybkim czasie realizacji.

8
lut

Zarządzanie terminologią, czyli jak usprawnić relacje klient/tłumacz

Dobre tłumaczenie powinno być przejrzyste, zrozumiałe oraz w pełni zgodne z tekstem źródłowym, jednak nie zawsze jest to uzależnione wyłącznie od tłumacza. Współpracy z klientem wymaga między innymi zarządzanie terminologią, ponieważ pojęcia fachowe, opisujące dany przedmiot mogą różnić się nie tylko między różnymi firmami, ale nawet w ramach jednego przedsiębiorstwa. Stworzenie spójnej, zrozumiałej dla wszystkich terminologii pozwala zatem zaoszczędzić cenny czas, a co za tym idzie – pieniądze.

Skutki braku spójnej terminologii

Potrzeba zarządzania terminologią wynika z postępu technologicznego oraz globalizacji, która wymaga tłumaczenia niekiedy bardzo skomplikowanych treści. Podczas tego procesu jednym z największych problemów jest wieloznaczność słów i terminów. Za jej sprawą dokument stworzony zgodnie ze sztuką może być niezrozumiały dla odbiorcy, który zamiast wykonywać swoją pracę musi dopytywać się innych pracowników, inne działy czy nawet biuro tłumaczeń, co tak naprawdę było zamysłem autora.

pytanie gif
Najwięcej problemów sprawiają tłumaczenia specjalistyczne. Jeżeli nieścisłość dotyczy folderu reklamowego, możemy potraktować to jako wpadkę, lecz jeśli dotyczy opisu lub instrukcji obsługi skomplikowanego urządzenia, błędy mogą okazać się dużo kosztowniejsze, a nawet niebezpieczne dla zdrowia i życia pracowników.

Dylemat nie tylko dla tłumaczy…

Tłumaczenia to tylko jedna z dziedzin, których dotyka zarządzanie terminologią. Dotyczy to również działów inżynierii i budownictwa, marketingu, zarządzania produktowego, szkoleń i wielu innych. Jak się okazuje, sporo firm sobie z tym nie radzi, na co wskazują chociażby wyniki badań przeprowadzonych przez tekom – największe, europejskie stowarzyszenie zawodowe poświęcone dokumentacji technicznej. Wynika z nich, że ponad 70 procent ankietowanych pracowników (głównie pracujących w przemyśle, ale również firmach z branży IT i usługowych) często spotyka się z różnym nazewnictwem tych samych części lub produktów w oficjalnych dokumentach. Większość z nich nie tylko dostrzega ten problem, ale również jest świadoma jego konsekwencji.

zarządzanie termnologią

Badaniem zostało objętych blisko 1000 pracowników w 2009 roku, ale mimo upływu czasu, z naszych doświadczeń wynika, że niewiele zmieniło się w tym zakresie – szczególnie w Polsce.

Trzymajmy się jasnych wytycznych!

Jeżeli zatem same firmy często nie potrafią sobie poradzić ze spójnością terminologii, jak może to zrobić biuro tłumaczeń pracujące na ich zlecenie? Najlepiej korzystając z jasnych wytycznych lub tworząc je, aby nie było wątpliwości co do pełnego zrozumienia końcowego przekazu. Temu właśnie służy glosariusz oraz tzw. style guide.

Glosariusz – co to jest i czemu warto go tworzyć?

Glosariusz to słownik skomplikowanych i specjalistycznych terminów używanych w danym przedsiębiorstwie lub jego oddziale, przetłumaczonych na konkretny język. Warto zaznaczyć, że obejmuje on przede wszystkim dokumentację techniczną i specjalistyczną, a nie marketingową. Tworzenie treści sprzedażowych wymaga bowiem polotu, co jest niewskazane w tekstach technicznych, gdzie panuje inna stylistyka i występuje wiele powtórzeń, ponieważ konkretna część musi być nazwana w taki, a nie inny sposób.

Jest to narzędzie niezwykle ważne w pracy tłumacza, a ujęte w nim zapisy powinny być dla niego „świętością”. Niestety, niektórzy są przekonani, że warto do niego zaglądać tylko wtedy, gdy istnieją pewne wątpliwości, co jest błędem w sztuce. Glosariusz nie zawiera luźnych podpowiedzi, lecz wytyczne, których należy w pełni przestrzegać, by tłumaczenie zawierało taką terminologię, jakiej życzy sobie klient. Poza tym, używając takich programów jak SDL Multiterm (który wchodzi w skład pakietu SDL TRADOS Studio) praca z glosariuszem jest przyjemna, efektywna i szybsza. Podstawy programu można zobaczyć na poniższym filmie:

Osobiście byłem świadkiem, jak w dwóch zakładach jednej firmy, te same komponenty maszyn nazywano zupełnie inaczej. Takie sytuacje niestety zdarzają się często.

Rafał Kwiatkowski, General Manager w Translax

Generalnie, w Polsce większość firm nie ma przygotowanych własnych glosariuszy, z wyjątkiem klientów korporacyjnych, którzy mają swoje wewnętrzne działy tłumaczeń i wiedzą, co oznacza borykanie się z problemami obejmującymi zarządzanie terminologią. Jeżeli natomiast są to klienci, którzy dopiero zaczynają przygodę z tego typu dokumentami, często oczekują od tłumaczy pomocy w ich stworzeniu. Przykładem firmy, która od dawna przygotowuje się pod kątem spójnej terminologii jest Microsoft. Już w 2008 roku (krótko po uruchomieniu i udostępnieniu usługi Microsoft Language Portal) Licia Corbolante, Senior Italian Terminologist firmy Microsoft przygotowała studium przypadku na temat zarządzania terminologią (kliknij obraz poniżej, aby otworzyć cały dokument w nowym oknie edit: niestety plik został usunięty):

microsoft_glosariusz

Na tej stronie możemy wyszukiwać przygotowane przez Microsoft frazy – od ogólnych, do bardzo technicznych – we wszystkich kombinacjach pomiędzy blisko 100 językami.

Przygotowanie glosariusza. Jak to się odbywa?

Wiele biur tłumaczeń traktuje tworzenie glosariusza jako dodatkową usługę, ale Translax za przygotowanie tego dokumentu nie pobiera dodatkowych opłat (nie dotyczy tłumaczenia glosariusza), traktując to jako standard. Robimy to w dwojaki sposób, w zależności od potrzeb oraz planowanych terminów.

1. Glosariusz przed tłumaczeniem

Ta forma jest najlepsza, ale zajmuje nieco czasu. Przed tłumaczeniem „wyciągamy” z tekstu źródłowego terminologię fachową, aby zaproponować konkretne zwroty klientowi. On potwierdza, czy są to wszystkie terminy, które należy umieścić w dokumencie oraz czy nie usunąć pewnych zwrotów, ponieważ nie jest to terminologia fachowa, a tłumacz zaznaczył je asekuracyjnie. Następnie glosariusz jest tłumaczony i po raz kolejny wraca do klienta, do osoby technicznej, która nie musi być specjalistą pod kątem stylistyki czy gramatyki, lecz fachowcem znającym terminologię w swojej dziedzinie. Na tym etapie glosariusz jest autoryzowany lub ewentualnie są na niego nanoszone ostateczne poprawki i dopiero po zakończeniu tej pracy przystępujemy do właściwego tłumaczenia dokumentu źródłowego.

tworzenie glosariusza

2. Tworzenie spójnej terminologii po tłumaczeniu

Niestety, często zdarza się, że przed tłumaczeniem nie ma czasu na stworzenie glosariusza, ponieważ, jak to bywa w branży, terminy są „na wczoraj”. Wówczas ten proces się odwraca – po tłumaczeniu dokument w całości trafia do osoby technicznej ze strony klienta, aby naniosła poprawki w trybie śledzenia zmian. Na ich podstawie nasi tłumacze uzupełniają treść, zaznaczając, które słowa źródłowe odpowiadały wcześniej innym frazom i ustalając, czy były to zmiany zasadne. Po ostatecznej autoryzacji tworzymy glosariusz, którego trzymamy się przy kolejnych zleceniach dla danego klienta.

Istnieje wiele ciekawych książek i publikacji dotyczących zarządzania terminologią i terminografii.
M.in. klasyka:

z_htm1_hb

Handbook of Terminology Management: Basic aspects of terminology management

z_htm2_hb

Handbook of Terminology Management: Application-oriented terminology management”. Obie książki dostępne są w regularnej sprzedaży oraz w postaci elektronicznej np. w księgarni Google.

Z doświadczenia wiem, że nawet tłumacz z ponad 20-letnim doświadczeniem nie zachowa spójności terminologicznej w przypadku tłumaczenia kilkuset stron bez glosariusza.
Rafał Kwiatkowski, General Manager w Translax

Należy zwrócić szczególną uwagę na to, że po wykonanym tłumaczeniu istnieje możliwość przeprowadzenia automatycznej kontroli zgodności tłumaczenia z glosariuszem (nie ma takiej możliwości jeśli chodzi o style guide’y!), co pozwala na wyeliminowanie przeoczeń, czyli czynnika ludzkiego. Otrzymujemy wówczas gotowy raport z wykrytych niezgodności, który umożliwia szybkie poprawienie tłumaczenia zgodnie z wytycznymi. Oczywiście SDL Multiterm nie jest jedynym, słusznym narzędziem do zarządzania terminologią, jednak wchodzi w skład SDL Trados Studio (który jest najpopularniejszym na świecie programem wspomagającym prace tłumaczy) zatem otrzymujemy go w pakiecie – wystarczy go zainstalować i zacząć używać. Dobrą alternatywą jest Xbench. To genialne narzędzie, które umożliwia wiele interesujących konwersji glosariuszy między różnymi standardami, kontrolę spójności użytej w tłumaczeniu terminologii z tą, zawartą w glosariuszu oraz sprawdzenie tłumaczenie pod wieloma kątami, co jest w pełni konfigurowalne. Xbench jest kompatybilny z wieloma narzędziami typu CAT (computer-assisted translation, więcej: Wikipedia).

neley

Style guide – niezbędnik dla profesjonalnego tłumacza

Kolejny, ważny dla tłumacza dokument to tzw. style guide, czyli zestaw wytycznych dotyczących stylu pisania i projektowania dokumentów. Powinien być on stworzony dla każdego języka, na jaki zamierzamy tłumaczyć dokumentację. Najczęściej zawiera informacje, w jaki sposób budować zdania i podaje przykłady niepoprawnych zwrotów, których klient nie życzy sobie używać w swoich materiałach. Jego celem jest poprawa komunikacji oraz spójność przekazu w dokumentach tworzonych w ramach jednej firmy lub jednego działu.

styleguide

Style guide jest dokumentem, który liczy od kilkunastu do kilkudziesięciu stron. Im większa firma go tworzy oraz im bardziej skomplikowanej dziedziny dotyczy, tym więcej niuansów należy w nim zawrzeć, co przekłada się na jego rozmiar. Najgrubsze tego typu dokumenty, jakie widzieliśmy były tworzone przez takie firmy jak Lexmark, Caterpilar czy Volvo. Oczywiście Microsoft również mógłby zawstydzić wiele firm swoimi „niezbędnikami”.

Ponad style guide przypisany do konkretnego języka Microsoft od dawna tworzy tzw. „główne wytyczne dotyczące stylu” swoich publikacji (również technicznych).

mmos_cover

Obecna, czwarta edycja została wydana w 2012 roku, a poprzednia w 2004 roku, więc najprawdopodobniej za kilka lat doczekamy się edycji piątej. Więcej na ten temat można przeczytać na stronie Microsoft dla Developerów.
Poza wskazówkami dotyczącymi stylu, publikacja zawiera leksykon ponad 1000 słów oraz fraz, alternatywnie dopuszczalne formy, wskazówki dotyczące formatowania tekstu, gramatyki oraz wiele ustandaryzowanych zaleceń.

Niechciane słowa

W przeciwieństwie do glosariusza, style guide dotyczy nie tylko tłumaczeń technicznych i specjalistycznych, ale również kreatywnych. Często zdarza się bowiem, że klienci życzą sobie, by ich dokumentacje marketingowe lub sprzedażowe były produkowane w konkretny sposób. Chcą unikać kolokwializmów lub konkretnych sformułowań i np. nie życzą sobie, by pisać, że ich produkty są tanie, ponieważ patrząc na psychologię społeczną jest to sformułowanie o zabarwieniu pejoratywnym. Świadomi klienci preferują zatem, by ich produkty były oferowane w korzystnych lub atrakcyjnych cenach. Tłumacz, który korzysta z tego typu wskazówek ma w gruncie rzeczy ułatwione zadanie, ponieważ ma dokładnie sprecyzowane założenia oraz wymagania, w związku z tym minimalizujemy ryzyko, że ostateczny tekst nie spełni oczekiwań klienta.

dobra robota gif

Zachodnie standardy vs. polskie realia

Zarządzanie terminologią to temat bardzo rozwojowy, a odpowiednie podejście do niego wymusza rynek. Po doświadczeniach na rynkach zachodnich widać bowiem, jakie problemy i reperkusje powstają wskutek braku budowania spójnej terminologii, zarówno w kwestii tłumaczeń, jak i komunikacji wewnątrz danego przedsiębiorstwa.

W Polsce problem jest powoli zauważany, ale często podchodzi się do niego z dystansem. Jesteśmy jednak przekonani, że warto się nim zająć i tworzyć dobrą praktykę, która pomoże zapobiec nieścisłościom oraz znacznie usprawni relacje między klientem i biurem tłumaczeń. Dlatego m.in. Translax oferuje sporządzenie glosariusza w standardzie swoich usług, co przekłada się na korzyści po obu stronach – wystarczy zaangażować się w proces, gdyż tworzenie glosariusza wymaga współpracy zarówno biura tłumaczeń, jak również klienta.

zarządzanie terminologią w tłumaczeniach

Mamy nadzieję, że nieco przybliżyliśmy Wam kwestie związane z zarządzaniem terminologią, problemy z tym związane oraz rozwiązania, które pomogą ich uniknąć. Jeżeli chcecie zgłębić temat lub macie pytania z tym związane, zapraszamy do kontaktu.

6
lut

Jedno słowo, bez którego nie można żyć

Co zainspirowało mnie do napisania tego tekstu?

Pewnego dnia sprawdzałem status przesyłki, którą zamówiłem przez Internet. Po drodze coś musiało się stać, czas mijał, a przesyłka nie przychodziła. Moje zamówienie zostało zignorowane albo – zwyczajnie rzecz ujmując – ktoś zawalił przy jego realizacji. W rezultacie przesyłka nie nadeszła w spodziewanym terminie. A więc zdecydowałem się zadzwonić. Dzwoniłem w kółko i na okrągło, lecz po drugiej stronie nikt nie odbierał. Kiedy po ośmiu telefonach nareszcie przedarłem się do obsługi klienta, miła pani próbowała mi pomóc, lecz nikt nigdy tak naprawdę nie wyjaśnił, co się stało. A wystarczyło jedno słowo – „przepraszam”. Gdyby to słowo padło, firma nie straciłaby klienta.

W 2013 roku 62% konsumentów rezygnowało z usług firm ze względu na słabą obsługę klienta.

Kiedy zdarzy się pomyłka…

Przepraszaj. Niezależnie od wykonywanej pracy, wszyscy czasem popełniają błędy. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi (oczywiście maszyny też nie są niezawodne!), a kiedy coś zawalimy, najlepszą rzeczą jest rozpoznać błąd i przyznać, że problem zaistniał. Następnie można przystąpić do prób znalezienia rozwiązania.

Problemy mogą wynikać z nieścisłości językowych

W świecie obsługi klienta, a także w świecie tłumaczeń, wiele rzeczy jest zależnych od punktu widzenia. Czasem los tekstu, jego akceptacja albo odrzucenie, zależy od osobistych preferencji osób decyzyjnych – dotyczy to zwłaszcza tekstów kreatywnych. Dla wielu firm tłumaczeniowych, problemy może stwarzać także duża liczba obsługiwanych projektów. Żeby temu zapobiec, należy wybierać firmy z dużym doświadczeniem, a przede wszystkich, stosujące wysokie standardy tłumaczeń.

Wysokie standardy pozwalają rozpoznać sytuację, w której pojawia się problem wymagający rozwiązania.

Do zapamiętania

Świadcząc usługi, jako firma tłumaczeniowa, organizacja, czy inny wykonawca, można natrafić na problemy i popełnić błędy. Jedyną właściwą rzeczą w takim wypadku jest użyć słowa, bez którego nie można budować partnerstwa w biznesie. Oczywiście lepiej, żeby nie musieć go używać, ale prawdziwi partnerzy nie usiłują się zwodzić i okłamywać. Tak postępują najlepsi w zakresie obsługi klienta.

Sprawdź nas!