Tag: języki

10
Lut

W domu czy w biurze, oto jest pytanie – czyli kilka słów o odwiecznym dylemacie

Naturalnie wszystko zależy od temperamentu i indywidualnych preferencji, lecz większość czytających te słowa (zwłaszcza, jeśli robią to niewyspani po weekendzie), zgodzi się, że niezwykle atrakcyjna wydaje się perspektywa pracy zdalnej. Nigdy więcej zrywania się skoro świt, odśnieżania samochodu, czy pędzenia na autobus. Nigdy więcej czekania w korkach. Praca w domu rzeczywiście może zdawać się spełnieniem marzeń, zwłaszcza jeśli rozważymy wszystkie uciążliwości związane ze sztywnym harmonogramem i pracą w biurze. Ale czy nie jest tak, że – jak to mówią Anglicy:

The grass is always greener on the other side of the fence”?

Być może praca jako Freelancer – wolny strzelec realizujący projekty na zlecenie – jawi się osobom zatrudnionym na etacie w zbyt różowych barwach? Może, jeśli bliżej przyjrzeć się zagadnieniu, niesprecyzowane zalety, w które, w powszechnej świadomości, obfituje praca w domu, nie są wcale spełnieniem marzeń?

Piżama czy garnitur? A może wystarczy, że przy laptopie?

Oba rozwiązania tego dylematu mają swoje wady i zalety. Należy też pamiętać, że nie tylko indywidualne predyspozycje definiują szanse na zostanie freelancerem, lecz również praca, którą wykonujemy – pracować zdalnie można tylko w określonych zawodach, takich jak: copywriter, tłumacz, grafik, informatyk, czy programista. Postęp technologiczny i nowe narzędzia ułatwiające pracę otworzyły możliwość zarabiania na życie (a nie tylko dorabiania!), jako freelancer również takim zawodom jak specjalista sprzedaży internetowej, księgowy i doradca w dziedzinie biznesu, finansów, ubezpieczeń, czy porad prawnych.

„Z danych REGON wynika, że w Polsce zarejestrowanych jest niemal 3 mln jednoosobowych działalności gospodarczych.”

Przyjrzyjmy się kilku różnicom między pracą w domu a w biurze. Dla ułatwienia, zrobimy to na przykładzie pracy tłumacza.

Tłumacz pracujący w biurze/zdalnie

Zalety pracy w biurze

Nie musisz martwić się o nowych klientów. Tym zajmą się twoi koledzy z działu reklamy i marketingu. W przeciwieństwie do freelancera wystarczy być dobrym w tłumaczeniach, nie trzeba posiadać żadnych uzdolnień interpersonalnych. Wystarczą ci punktualność i rzetelność. Każdy, kto pracował jako freelancer z pewnością doceni wygodę takiego rozwiązania. Bywa, że dobrzy tłumacze nie mogą pracować zdalnie, ponieważ brakuje im siły przebicia i umiejętności pozyskiwania nowych klientów. Niewątpliwą zaletą jest możliwość całkowitego skupienia się na twojej jedynej pracy – tłumaczeniu.

Nie tracisz czasu na budowanie relacji z klientem. Zatrzymanie klienta na przekór wysiłkom konkurencji, a więc walka o niego i ciągła rywalizacja to zadania czasochłonne,  jeśli spoczywają na barkach jednej osoby – i wszystkie te wysiłki nie są wcale łatwiejsze, niż pozyskanie nowych klientów. W przeciwieństwie do freelancera te aspekty nie wpływają na to jak inni oceniają nasz profesjonalizm.

Za nic nie płacisz. Jeśli nie liczyć kosztów transportu, praca to czysty zysk. Nie płacisz rachunków za prąd, ogrzewanie i wynajem lokalu biurowego. Tym wszystkim zajmuje się pracodawca. To także on dostarcza wszelkie wyposażenie, również drogie programy wspomagające tłumaczy i tworzące tłumaczeniowe bazy danych.

Stałe źródło dochodu, płatne urlopy i ubezpieczenie. Bez wątpienia masz pod sobą społeczną poduszkę amortyzującą wiele życiowych wstrząsów. Dla wielu będzie to największą zaleta pracy w domu. Freelancerzy mają nienormowane godziny pracy, jednakże spytajcie ich, kiedy mogą pozwolić sobie na  wakacje. Większość freelancerów musi dbać o swoją markę, więc kiedy dzwoni telefon, to oni zmuszeni są go odebrać. Nawet jeśli podejmą ryzyko i zdecydują się na tygodniowe wakacje na plaży, to zawsze z telefonem pod ręką i laptopem na kolanach.

Możesz zostać awansowany. Nie wspominając już o tym, że koledzy, z którymi pracujesz w zespole, mogą nauczyć cię wielu pożytecznych rzeczy. Z kolei nowe umiejętności otwierają kolejne drzwi kariery.

Stajesz się specjalistą w danej dziedzinie. Chociaż nic nie stoi na przeszkodzie, by freelancer odmówił przyjęcia zlecenia, w którym  nie czuje się pewnie, to zazwyczaj nie odmawia swoim klientom. Nigdy nie wiadomo, kiedy znowu pojawi się szansa na kolejny zarobek, dlatego odmowa w przypadku freelancera jest ryzykowna. Z kolei, jako pracownik biurowy, tłumacz może zazwyczaj wybrać wąską specjalizację. Tekstami z innych dziedzin zajmą się jego koledzy.

Masz dostęp do wszystkich materiałów referencyjnych. Jeśli zatrudnia cię solidna firma tłumaczeniowa i pracujesz w zespole, nigdy nie zabraknie ci materiałów referencyjnych. Twój pracodawca ufa ci w większym stopniu, niż freelancerom. Z tego powodu będziesz miał dostęp do całości lokalizowanych produktów, które nie znalazły się jeszcze na rynku. W przypadku  tłumaczeń gier komputerowych, będziesz mógł zagrać w grę, skonsultować swoje problemy z testerami i innymi tłumaczami. Freelancer często jest pozbawiony takiej możliwości. Może prosić o materiały referencyjne, ale nie zawsze zostaną mu one udostępnione. Co więcej, pracując w biurze możesz  na bieżąco konsultować się w sprawie wszelkich wątpliwości z klientem i project managerami. Ułatwiają to określone procedury i szablony raportowania błędów w lokalizowanych produktach.

Tłumacz, tłumacz i jeszcze trochę przetłumacz. Jak już wspomniano, praca w biurze, a tym samym w drużynie, sprawia, że wynosimy korzyści w postaci podziału obowiązków. Dla kogoś, kto chce zajmować się tylko tłumaczeniem jest to bardzo duża zaleta. Z kolei freelancer oprócz tego, że jest wykonawcą, musi być także biznesmenem. Główną przyczyną rezygnacji z pracy freelancera, jest znużenie koniecznością dbania o jej biznesowe aspekty takie jak marketing, promocja własnej marki, prowadzenie gospodarczych rozliczeń finansowych i zagadnienia prawne. Takie obowiązki mogą być męczące, jeśli nie masz charakteru przedsiębiorcy.

Możesz być freelancerem! No właśnie. Jeśli z zazdrością spoglądasz na to, co napisano w rubryce po prawej, pamiętaj, że dla freelancera znalezienie pracy w biurze nie będzie tak łatwe i szybkie, jak w twoim przypadku rozpoczęcie kariery freelancera. Istnieje wiele stron internetowych, na których czekają oferty dla tłumaczy lub grafików. Jeśli potrzebujesz paru groszy, możesz poszukać jakiegoś zlecenia w weekend. Jeśli masz doświadczenie i umiejętności, być może klient uzna, że jesteś odpowiednią osobą do tej pracy i cię zatrudni. Wtedy możesz pracować nawet w piżamie. Upewnij się tylko, że pozwala na to umowa, którą zawarł z tobą pracodawca!

Zalety pracy zdalnej

„Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem…”.

Chcesz wstać o 12? Nie ma problemu, o ile zdążysz zrealizować projekt w ustalonym terminie. Nie stracisz nerwów w korkach, nie stracisz czasu ani pieniędzy w celu dotarcia do pracy. Te dwie dodatkowe godziny, które inni wykorzystują na podróż, ty spędzisz na siłowni, czytając książkę, czy oglądając serial. Ze współczuciem będziesz patrzył na ludzi, którzy prowadza poranny wyścig z czasem, podczas gdy ty pijesz herbatę/kawę w zaciszu własnego domu. Freelancer jest swoim własnym szefem. Oczywiście czasem praca przeciągnie się na weekendy albo do późnych godzin nocnych, ale żaden freelancer nie może powiedzieć, że jest to niesprawiedliwe. Ponosisz całkowitą odpowiedzialność za swoją pracę, ale satysfakcja z dobrze wykonanego zlecenia jest ogromna.

Sam określasz, czym się zajmujesz. O ile nie jesteś w finansowych tarapatach i biznes idzie dobrze, możesz przebierać w ofertach. Wybierasz te najbardziej opłacalne, najłatwiejsze, najbardziej interesujące. To ty stawiasz kryteria i ustalasz warunki. Pracownik biurowy oczywiście nie może tego zrobić. Może specjalizować się w tłumaczeniu tekstów z określonej branży, lecz nie on podejmuje decyzję, czy przyjąć zlecenie. Jego jedyną możliwością jest wymóc na project managerze negocjację terminu z klientem, lecz określenie ostatecznych warunków znajduje się poza zakresem uprawnień tłumacza zatrudnionego na etat. W tym wypadku nie znajduje zastosowania sprawdzona wymówka freelancera: „Przykro mi, ale w tej chwili zajmuję się innym, dużym projektem”.

Elastyczny harmonogram. Nie da się ukryć, że osiem godzin w biurze do pewnego stopnia wymusza określony tryb życia. Z kolei jako freelancer masz pod tym względem większą elastyczność. Możesz zabrać laptop w niekończącą się podróż dookoła świata i pracować w autobusach, którymi podróżujesz od jednej turystycznej atrakcji do drugiej. Pracujesz wtedy, gdy potrzebujesz pieniędzy na kolejny bilet. Należy jednak pamiętać, że ta wizja (wspaniała dla osób kochających podróże), jest ograniczona koniecznością nieprzerwanego budowania własnej marki i walki o zdobycie oraz zatrzymanie klienta. Jako freelancer pracujesz za dwie osoby: wykonawcę i menadżera.

Pracujesz szybciej… a może wolniej? Ile osób, tyle opinii, jeśli chodzi o efektywność pracy zdalnej. Niektórzy twierdzą, że w domu łatwiej przychodzi im się skoncentrować, niż w biurze, gdzie rozpraszani są przez rozmowy ze współpracownikami. Z kolei ich przeciwnicy w tym sporze twierdzą, że to właśnie dom jest siedliskiem wszelkiego rodzaju rozpraszaczy, co z kolei prowadzi do zmniejszenia produktywności i „pracy po godzinach”. Szczególnie przekonani o słuszności tej racji są rodzice. I posiadacze kotów.

Zaszyj się w domu i nie wychodź.

Jeśli masz charakter introwertyka, lubisz ciszę i spokój, a w towarzystwie innych ludzi nie czujesz się najlepiej, zostanie freelancerem będzie idealnym rozwiązaniem twoich problemów. Nigdy więcej nie będziesz już musiał znosić humorów swoich współpracowników. Właściwe nigdy więcej nie będziesz już musiał spotykać się z ludźmi. Jako freelancer możesz wieść życie pustelnika z dostępem do Internetu. Pamiętaj tylko, żeby wychodzić czasem z domu i złapać trochę witaminy D, żeby nie wystraszyć swojego księgowego, gdy już będziesz zmuszony go odwiedzić – freelancerzy najczęściej zlecają prowadzenie księgowości zewnętrznym biurom rachunkowym.

image2

Powyższe przykłady oczywiście nie wyczerpują tematu, lecz w pewien sposób rzucają światło na główne zalety pracy w biurze i pracy zdalnej. Można jeszcze wspomnieć o wielu innych aspektach i różnicach. Jednakże podjęta przez nas decyzja zawsze w największym stopniu oparta będzie na osobistych preferencjach. Dla jednych większe znaczenie ma bezpieczeństwo i stabilizacja, dla innych wolność do podejmowania własnych decyzji, niezależność i nieokreślone godziny pracy.

Trudno stwierdzić, który model jest popularniejszy. Niektóre badania wskazują, że co czwarty z freelancerów, to tak naprawdę pracownik etatowy, dorabiający sobie poprzez realizację różnych projektów z zakresu tłumaczeń lub najczęściej grafiki bądź programowania. Jednakże większość z nich nie pracuje więcej niż w wymiarze ośmiu godzin dziennie. Wśród powodów rozpoczęcia kariery freelancera, najczęściej wymienia się szansę rozwijania swoich pasji poprzez pracę, a także swobodę, jeśli chodzi o czas pracy i podejmowanie decyzji. W największym stopniu sen z powiek spędza freelancerom konkurencja ze strony wykonawców zaniżających stawki (jeśli chodzi o tłumaczenia, zwłaszcza przodują w tym studenci filologii obcych, chcący dorobić sobie poprzez wykonywanie tanich i najczęściej kiepskich tłumaczeń), nieuczciwi klienci oraz wygrywanie zleceń na nowe projekty.

image3

Jak widać, życie freelancera nie jest tak różowe, jak mogłoby się wydawać. Nic dziwnego – ciągła walka jest wpisana w etymologię tego słowa. Po raz pierwszy użył go Walter Scott w powieści historycznej Ivanhoe z 1819 roku. Opisywał nim najemnika posługującego się lancą. Dzisiaj broń do walki wręcz zastąpiły laptopy, a na internetowych polach bitew może i nikt nie umiera, ale los freelancera pozostaje trudny.

A co na to klient?

Najważniejsze w pracy, nieważne czy jest ona wykonywana w domu czy w biurze, jest jej efektywność. Klienci poszukujący stałej współpracy z usługodawcą oferującym wykonywanie tłumaczeń, powinni wziąć pod uwagę wielu czynników i na ich podstawie zdecydować, czy preferują ofertę freelancera, czy profesjonalnych firm tłumaczeniowych. Podjęcie decyzji ułatwi lektura tego artykułu.

A co z ofertami firm, które tłumaczą wszystkie języki świata? Oczywiście takie firmy preferują model mieszany, czerpiąc to, co najlepsze, z obu światów. Model biurowy, który miałby opierać się na stworzeniu przestrzeni pracy dla ponad 150 tłumaczy (jeśli założyć, że każdy z nich obsługiwałby tylko jedną parę językową) wymagałby ogromnych nakładów sił i środków. Stworzenie biblijnej wieży Babel nie jest oczywiście potrzebne, żeby oferować usługi najwyższej jakości. Z drugiej strony nie można jednak ograniczać się do tłumaczenia tylko kilku najpopularniejszych języków. Takie rozwiązanie nie stwarza oferty zdolnej zadowolić większości, nawet indywidualnych klientów.

Firma Translax czerpie z wiedzy i umiejętności specjalistów z całego świata, ale zatrudnia także  doświadczone zespoły tłumaczy etatowych. Każdy tłumacz przechodzi testy w celu określenia, czy spełnia normy wytyczone przez firmę. Wybór takiego rozwiązania pozwala świadczyć szeroki wachlarz usług, a przy tym wykonywać tłumaczenia, lokalizacje i internacjonalizacje w sposób szybki i zgodny z najwyższymi normami jakości, nad którymi czuwają project menadżerowie i native speakerzy.

Ostatecznie liczy się efekt

Tak naprawdę, kiedy praca już skończona, nie ma znaczenia, gdzie czy przez kogo została wykonana. Najważniejsze jest to, że jej efekt odpowiada potrzebom klienta i satysfakcjonuje go do tego stopnia, że klient w przyszłości ponownie skorzysta z naszych usług. Ale odpowiedź na pytanie, czy chcę zostać freelancerem, czy pracownikiem na etacie, każdy musi znaleźć sam. A dopiero po tym, gdy zdobędzie już doświadczenie w jednym i drugim systemie, będzie mógł stwierdzić, po której stronie płotu trawa jest bardziej zielona.

Bądź na bieżąco
Zostaw adres, a poinformujemy Cię o nowych wpisach na blogu (zwykle 1-2 w miesiącu).
Nie rozsyłamy SPAM-u, ani nie udostępniamy adresów firmom trzecim.
23
Sty

Rynek tłumaczenia filmów – kontrowersje i perspektywy

Odwieczny konflikt między zwolennikami filmów z dubbingiem, a fanami filmów z napisami chyba nigdy na dobre nie zostanie rozwiązany. Nie da się jednak ukryć, że ci drudzy są w lepszej sytuacji – w kinach wszystkie filmy są z napisami, a dubbing generalnie zarezerwowany jest dla filmów animowanych lub dla dzieci. Czasami dopiero po kilku latach ten sam film dostępny jest zarówno w wersji z napisami, jak z dubbingiem. Skąd wziął się prymat filmów z napisami i jak wygląda rynek tłumaczeń?

Kto tłumaczy filmy i jak powstaje dubbing?

Tłumaczenia dzielą się na dwa rodzaje – profesjonalne i amatorskie. Oglądając filmy na platformach filmowych bardzo często możemy dostrzec błędy ortograficzne lub stylistyczne. Oczywiste jest, że takie tłumaczenie nie zostało wykonane przez absolwenta wyższej szkoły filmowej, a co najwyżej studenta. Oprócz tego istnieje stały podział na tłumaczenie filmów związane ze stworzeniem napisów oraz nagraniem dubbingu. Dubbing jest bez wątpienia bardziej skomplikowany niż napisy do filmów – jest tożsamy z nagraniem nowej ścieżki dźwiękowej do filmu, co z kolei oznacza wyższe kwoty całego przedsięwzięcia.

recording-studio-1231072

Plusy i minusy pracy tłumacza

Praca tłumacza tekstów kultury, niezależnie czy jest to książka, czy film, nie należy do łatwych. Oprócz perfekcyjnej znajomości języka obcego należy również orientować się w historii kultury, bez trudu odnajdywać powiązania i zależności intertekstualne, a czasami wykazać się własną artystyczną inicjatywą. Tłumacz filmów jest również pod stałą presją związaną z surową oceną jego pracy przez tysiące lub miliony osób oglądających film, czasami należący do ich ulubionego, świętego niemal gatunku czy reżysera.

Wystarczy przypomnieć sobie, ile kontrowersji wywołało przetłumaczenie tytułu Dirty Dancing na Wirujący Seks.

Tłumacz, na którego spadają gromy krytyki musi być bardzo odporny psychicznie. Z drugiej strony satysfakcja z wykonanej pracy, przyjemność związana z oglądaniem filmów może rekompensować wszystkie trudy.

Perspektywy rynku tłumaczeń

Znajomość języka angielskiego wciąż nie jest powszechna, a umiejętność rozumienia ze słuchu jest jedną z najtrudniejszych, więc nawet zdane certyfikaty językowe nie gwarantują pełnego zrozumienia sensu poszczególnych zdań w filmie. Poza tym, choć amerykańska kinematografia wciąż dominuje, to dobrze mają się również filmy francuskie, czeskie czy skandynawskie. Co ciekawe, w kilku europejskich krajach znajomość języka angielskiego jest tak powszechna, że rynek tłumaczenia angielskich i amerykańskich filmów właściwie nie istnieje. Należą do nich państwa skandynawskie – Szwecja, Norwegia i Finlandia. Złośliwi twierdzą, że ojczysty język w tych państwach jest tak trudny w wymowie, że nie chodzi tu o świetny system szkolnictwa i ambicje młodych Skandynawów, a fakt, że zwyczajnie wolą oni używać łatwiejszego w wymowie i gramatyce angielskiego. Jeśli lekcje języka angielskiego w polskich szkołach będą wyglądać tak, jak obecnie, to tłumacze amerykańskich filmów nie muszą bać się o pracę – na pewno nie prędko jej zabraknie.

8
Gru

Zażółć gęślą jaźń Mężny bądź chroń pułk Twój i sześć flag

Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
A czasem był jak piorun jasny, prędki,
A czasem smutny jako pieśń stepowa,
A czasem jako skarga nimfy miętki,
A czasem piękny jak aniołów mowa…
Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.
Strofa być winna taktem, nie wędzidłem.

(Juliusz Słowacki, Beniowski. Poema – fragment)

No właśnie. „Język”, nie „jezyk”. „Giętki”, nie „gietki”. Te wszystkie kropki, kreski, ogonki to elementy najbardziej charakterystyczne dla naszego języka ojczystego. „Ą”, „ę”, „ż”, „ś”, „ź” to znaki diakrytyczne – krytycznie przez nas ostatnimi czasy zaniedbywane. Sami przyznajcie – czy używacie typowych dla języka polskiego liter podczas pisania smsów, e-maili, wypowiedzi na chacie? Według badania ARC Rynek i Opinia w większości przypadków komunikacji tymi kanałami nie korzystamy ze znaków diakrytycznych. Dlaczego tak się dzieje? Jest parę powodów. Najczęściej taka niedbałość jest podyktowana najzwyklejszym wygodnictwem. Pisanie smsa to znacznie szybszy i wygodniejszy proces, gdy pominiemy dodawanie polskich liter diakrytyzowanych. Jeszcze kilka lat temu powodem była też bariera technologiczna. Niektóre z urządzeń mobilnych nie posiadały czcionek wzbogaconych o tego typu litery. Dzisiaj tablety i telefony co raz częściej posiadają charakterystyczne dla różnych języków alfabety. Podczas gdy jesteśmy w stanie zrozumieć i wytłumaczyć pośpiech i brak biegłości technologicznej, to są kwestie, które spędzają nam sen z powiek. Pośród najczęściej wymienianych przez badanych powodów, dla których nie używamy polskich liter diakrytyzowanych jest argument co najmniej przerażający – po prostu nie widzimy potrzeby ich używania.

Jeśli w Internecie niedługo znajdziemy „Pana Tadeusza” bez polskich znaków, to ja się wcale nie zdziwię, ale będzie mi smutno.”

Prof. Jerzy Bralczyk

Nie widzimy potrzeby? Jak to: nie widzimy potrzeby?!

diakrytykiPolski alfabet ma 32 litery i aż dziewięć z nich to litery diakrytyzowane. Najczęściej używaną pośród polskich liter diakrytyzowanych jest litera „ż”. Prawie równie często wykorzystujemy literę „ó”. Niestety nie dbamy o poprawną polszczyznę częściej, niż nam się wydaje! Znaki te pomijane są nie tylko we wspomnianych już wypowiedziach pisemnych, takich jak e-maile, smsy, lecz także w komentarzach pisanych w serwisach społecznościowych, wypowiedziach na blogach internetowych, podczas wypełniania ankiet i korzystania z chatów. Najczęściej pozwalamy sobie na taką dezynwolturę w kontaktach z partnerami, przyjaciółmi i rodziną. Jesteśmy jednak dbali o poprawną pisownię podczas komunikowania się z przełożonymi, czy wykładowcami.

Język polski ciągle ewoluuje. Jednak moim zdaniem nie zawsze są to zmiany na lepsze. Dziś dużym zagrożeniem dla polszczyzny jest skłonność do nieużywania charakterystycznych polskich liter. Im częściej będziemy pisać na przykład esemesy bez znaków diakrytycznych, tym większe prawdopodobieństwo, że „ąści” szybko z naszego języka znikną. Tego bym niezwykle żałował, to byłoby naprawdę duże zubożenie. Uważam, że język polski jest ą-ę i tak powinno zostać. Używajmy polskich znaków za każdym razem, gdy wysyłamy SMS lub e-mail.

prof. Jerzy Bralczyk

Skąd wzięły się znaki diakrytyczne?

Litery diakrytyzowane są charakterystyczne dla języków słowiańskich w których wykorzystuje się alfabet łaciński, czyli m. in. w języku polskim, czeskim, słoweńskim i chorwackim. Pionierem znaków diakrytycznych był już w XIV wieku język czeski, dopiero około dwieście lat później dołączył do niego język polski. Pierwsze zmiany w zapisie w naszym ojczystym języku trafiły na tzw. „złoty wiek” kultury polskiej (w tym drukarstwa). Polscy pisarze i wydawcy podczas forsowania przekształcenia pisma wzorowali się na reformie czeskiego kleryka Jana Husa, który skutecznie zaimplementował w kulturze swojego kraju litery odpowiadające specyficznym dla języka fonemom. Zamiast używania różnych kombinacji liter na oznaczenie typowych dla języka dźwięków zaproponowano znaki diakrytyczne, które znacznie ujednoliciły pismo i znacznie uprościły jego użytkowanie. Autorami pierwszych propozycji reform ortografii polskiej byli Stanisław Zaborowski, Jan Seklucjan, Stanisław Murzynowski i Jan Kochanowski. Najważniejszym podręcznikiem ortografii stał się „Nowy karakter polski (…) y orthographia polska”, opublikowany w 1594 roku przez pisarza, humanistę, i zarazem drukarza i wydawcę, Jana Januszowskiego.

A co z akcentowaniem?

Wiemy już jak istotna jest dla kultury języka dbałość o zapis wszelkich znaków diakrytycznych. Równie ważnym elementem poprawnej polszczyzny jest wymowa. Wiemy, że wyraźne akcentowanie charakterystycznych dla języka głosek jest hiperpoprawne, czyli błędne. Dlatego mówimy bardziej „pisze”, zamiast „piszę”, „robie”, zamiast „robię”, czy „myśle”, zamiast „myślę”. Należy jednak zaznaczyć, że wyraźne akcentowanie „e” (na końcu czasownika, w odniesieniu do pierwszej osoby) w takich przypadkach również jest błędem! Mogłoby się to przyczynić do zatarcia różnicy między pierwszą i trzecią osobą liczby pojedynczej w gramatyce języka. Językoznawcy w tej kwestii zgodnie proponują złoty środek, czyli „nosowe” wypowiadanie końcówek.

Nie jestem przekonany, że dążenie do globalizacji powinno się objawiać rezygnowaniem ze znaków diakrytycznych. Myślę, że zachowanie tych znaków nie tylko nie jest przejawem ksenofobii, ale jest kwestią pewnej konsekwencji i słusznie założonej relacji między tym, co mówimy i co piszemy.

Prof. Jerzy Bralczyk

Błaszczykowski, czy Blaszczykowski? Lodz, czy Łódź?

W czym objawia się dbałość o język polski? Nie ograniczajmy poprawności do lokalnego podwórka. Nasz język jest szczególny na arenie międzynarodowej, nie możemy rezygnować z jego charakteru. Nie dalej jak pół roku temu mieliśmy oglądać emocjonujące mecze na mistrzostwach świata w piłce nożnej. Zwróciliście uwagę na poprawność zapisu nazwisk piłkarzy na koszulkach? We wrześniu bieżącego roku organizowaliśmy w Polsce (nota bene wygrane dla nas) mistrzostwa świata w piłce siatkowej mężczyzn. Mecze rozgrywały się m. in. w Łodzi – musimy przyznać, że poprawny zapis nazwy tego miasta mógł być kłopotliwy dla międzynarodowych transmisji…

Pamiętajmy – nie rezygnujmy z diakrytów. W światowym obiegu nie możemy oczywiście wymagać od wszystkich narodów nauki języka polskiego – międzynarodową komunikację opieramy na bardziej uniwersalnych językach, na przykład na języku angielskim. Pamiętajmy jednak, że język polski jest pełnoprawnym językiem Unii Europejskiej, jednym z sześciu języków, które mają tłumaczenia kabinowe w instytucjach UE. Jeżeli tylko możemy go używać – używajmy go i dbajmy o jego poprawność.

5
Lis

Czy język określa świadomość, czy świadomość określa język?

„To jest mój wujek” – właśnie tak przedstawilibyśmy na przykład brata matki lub ojca. Niegdyś w języku polskim w potocznym użyciu funkcjonowało rozróżnienie na wujka (brata matki) i stryjka (brata ojca), zaś żonę brata matki nazywano wujną lub wujenką, a żonę brata ojca — stryjenką. To był niezły misz-masz! Nowoczesność na szczęście uprościła nam nieco sytuację. Mieszkańcy Chin natomiast, którzy chcą mówić poprawnie, nadal są zobowiązani do komunikowania się na bardziej fundamentalnym poziomie. Język mandaryński nakazuje uściślać, czy wujek jest ze strony matki, lub ojca, czy jest to krewny, powinowaty, a jeśli jest to brat ojca, to nawet czy jest od niego starszy, czy młodszy.

Czy różnice te ograniczają się do zwykłej gramatyki? Sposób mówienia i myślenia o czasie wpływa na skłonność do pewnych konkretnych zachowań, jak donoszą najnowsze badania.

Prawo relatywizmu językowego

Prawo relatywizmu językowego, czyli teoria lingwistyczna, która zakłada, że używany przez człowieka język wpływa w mniejszym, lub większym stopniu na jego sposób myślenia. Wedle tej teorii różnice między językami sięgają również semantyki, czyli tego, co w językach wyrażane. Potocznie nazywa się ją hipotezą Sapira-Whorfa od nazwisk jej twórców, językoznawców: Edwarta Sapira i Benjamina Lee Whorfa. Sapir doszedł do wniosku, że wszystko to, co składa się na język – czyli słownictwo, poziom narracji i gramatyka – zmuszają osoby nimi mówiące do widzenia świata w specyficzny sposób. Różnorodność kultur rodzi rozmaitość języków, a język może być przewodnikiem po kulturze.

Ale czym to się je?

Autorka badań nad językiem, Lera Boroditsky, wykonała szereg testów, które w pewnym sensie potwierdzają teorię, że język, którym się posługujemy, wpływa na percepcję otaczającego nas świata. Różnice w postrzeganiu rzeczywistości i w języku, którego używamy jako ojczystego można wykazać już w tak podstawowych kwestiach, jak na przykład postrzeganie czasu i… zdolność oszczędzania pieniędzy. W języku polskim funkcjonują różne struktury gramatyczne w odniesieniu do różnych czasów: „wczoraj wiało”, „dzisiaj wieje”, czy „jutro będzie wiało”. W języku Chińskim w potocznym tłumaczeniu można wykazać, że podobnych struktur nie ma. Można powiedzieć zarówno „wiać jutro”, jak i „wiać wczoraj”. Ekonomista behawioralny Keith Chen zbadał i potwierdził tę intrygującą tezę. Omawiając przyszłość albo jakieś wydarzenie w przyszłości, języki, które wyraźnie odgraniczają czas przyszły, jako odrębną formę gramatyczną, oddzielają ją od teraźniejszości i traktują w dogłębnie innej kategorii. Gdy traktuje się przyszłość jako coś odległego i różnego od teraźniejszości, oszczędzanie stanie się trudniejsze. Z drugiej strony, w języku „bez” czasu przyszłego jego użytkownicy mają podobne podejście do teraźniejszości i przyszłości, co znacznie ułatwia im oszczędzanie.

Odmienność w postrzeganiu kierunków i relatywizmie stron również może być uwarunkowana językiem. Plemię aborygenów australijskich – Pormpuraaw – jeśli odnosi się do jakiegoś obiektu, nie lokalizuje go na „lewo”, lub „prawo”, ale raczej na „północ”, lub „południe”. Ci rdzenni mieszkańcy Australii nie tylko wiedzą instynktownie, gdzie są poszczególne kierunki świata, ale i również organizują i układają swój dobytek w kierunku od wschodu do zachodu.

Podejście do odpowiedzialności jest bardzo wyraźnym przykładem na to, jak bardzo język wpływa na percepcję rzeczywistości. W języku angielskim często spotykamy się ze stwierdzeniem „somebody broke a glass”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „ktoś stłukł szklankę”. Anglicy automatycznie obarczają kogoś konkretnego winą, podczas gdy w języku polskim najczęściej mówimy „stłukło się”, rozmywając tym samym odpowiedzialność. Podobnie rozluźnione podejście do winy wykazuje język japoński, czy hiszpański. Badania pokazują, że to właśnie respondenci o angielskich korzeniach częściej zapamiętywali, kto dokonał szkód na pokazywanym im filmie, niż Japończycy i Hiszpanie.

Ludzka zdolność do rozróżniania kolorów również w pewnym sensie może być uwarunkowana językowo. Najlepszym przykładem na to jest grupa etniczna posługująca się językiem Zuni. W języku tym nie funkcjonuje rozróżnienie koloru żółtego i pomarańczowego, określa się je tym samym słowem. W rzeczy samej, plemię to ma faktyczne problemy z rozgraniczeniem tych kolorów od siebie. Rosjanie z kolei mają oddzielne słowa na jasnoniebieski (goluboy) i ciemnoniebieski (siniy). Według badania z 2007 roku użytkownicy rosyjskiego zauważają więcej niuansów i odcieni koloru niebieskiego, niż na przykład Anglicy.

A co na to tłumacze?

Zgodnie z teorią Sapira – Whorfa, nie jest możliwe przełożenie wyrażeń jednego języka na drugi bez utraty treści. W skrajnej odsłonie teorii można stwierdzić nawet, języki są nieprzekładalne. Świat kreowany przez użytkowników danego języka działa i istnieje tylko i wyłącznie właśnie w tym języku. Struktury jezykowe warunkuja postrzeganie, klasyfikowanie, sposoby ujmowania rzeczywistosci przez człowieka, wpływaja na jego stan swiadomosci i cechy myslenia o rzeczywistosci. W konsekwencji w samym jezyku zawiera sie do pewnego stopnia obraz swiata. Jako przykład relatywizmu językowego podaje się, za Whorfem na przykład brak słowa „kac” w języku włoskim czy np. capuccino w polskim. Język w niektórych odsłonach nie jest, jak widzimy, uniwersalnym systemem obejmującym wszystkich mówiących językiem naturalnym. Istnieją przecież gwary, socjolekty, regiolekty, żargony zawodowe, środowiskowe itd. W skrajnych interpretacjach dochodzi do tworzenia pojęcia „idiolektu”, czyli takiej odmiany języka, która jest charakterystyczna dla jednostki. Ludzie zaangażowani w rozmaite grupy zawodowe, rodzinne, koleżeńskie, wiekowe czy regionalne, mający takie czy inne wykształcenie mówią odmiennymi językami niż inni. Odmiana języka związana jest z grupą, która się danym językiem posługuje.

Teoria Sapira-Whorfa ulega jednak nieco pod naciskiem nawet potocznych obserwacji. Wszyscy wiemy, że języki są wzajemnie przetłumaczalne i możliwa jest koordynacja działań ludzi mówiących różnymi językami. Niemniej przekład może wymagać dogłębnej znajomości kultury danego społeczeństwa. Musimy również zauważyć, że wszystkie języki maja pewne wspólne cechy, umożliwiające ich tłumaczenie i porozumiewanie się. Są nimi tak zwane powszechniki kulturowe, uniwersalia językowe. Języki podlegają ciągłym przemianom z uwagi na zmiany społeczne, kontakty z obcymi kulturami i postęp cywilizacyjny, co w pewnym stopniu prowadzi do zacierania się między nimi pewnych granic, choć może nie wpływać tym samym równie wyraźnie na fonetykę, gramatykę i zabarwienie obrazowo-emocjonalne.

Biuro Tłumaczeń TRANSLAX doskonale wie, jak wiele jeszcze jest do zbadania w zakresie lingwistyki. Wciąż ewoluujące języki, społeczne uwarunkowania zmian, globalizacja – to wszystko przysparza badaczom co raz większej ilości teorii do zweryfikowania. Nie chcemy oceniać trafności teorii relatywizmu językowego. Analizy tych praw zostawiamy specjalistom – my zaś wracamy do tego, co robimy najlepiej – do tłumaczenia Waszych tekstów! 😉

Referencje:

http://online.wsj.com/news/articles/SB10001424052748703467304575383131592767868?mg=reno64-wsj&url=http%3A%2F%2Fonline.wsj.com%2Farticle%2FSB10001424052748703467304575383131592767868.html

http://www.jkn.uw.edu.pl/prace/jezykoznawstwo%20postmodernistyczne.htm

http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/j.1467-1770.1982.tb00973.x/abstract

http://psych.stanford.edu/~lera/papers/sci-am-2011.pdf

 

21
Paź

„Multikulti”

Nawet krótka wycieczka za granicę naszego kraju konfrontuje nas z czymś, co jest dla nas obce i nierzadko niezrozumiałe. Inny język, klimat, jedzenie, ale przede wszystkim – inna kultura i różni od nas ludzie. Mimo, że każdy człowiek jest de facto inny, to można pośród zachowań i sposobów bycia wyróżnić wspólny mianownik dla danych narodowości. Przykładowo: łatwiej znaleźć nam cechy wspólne dwóch przypadkowych Niemców, niż losowo wybranych mieszkańców Ameryki Południowej i Japonii. Czy w międzynarodowych relacjach biznesowych spotykasz zachowania i sytuacje, które wydają Ci się dziwne i niezrozumiałe? Pewnie wpadłeś we właśnie taką kulturową przepaść, z której trudno wygrzebać się bez odpowiedniej wiedzy.

Czytaj więcej

2
Paź

Strategia językowa

Różnice językowe i kulturowe stanowią trudną barierę komunikacyjną. Biegła znajomość języka obcego jest niezbędna przy rozwijaniu działalności na rynku międzynarodowym, jednakże działalność handlowa w obrębie kraju również może oznaczać konieczność prowadzenia negocjacji biznesowych z setkami kultur różnych narodów i regionów.

Czytaj więcej

5
Maj

Słownik angielsko-angielski – alternatywa wśród słowników

Szukasz znaczenia angielskiego słówka? Słownik jednojęzyczny przyjdzie ci z pomocą.

Ile razy zdarzyło Wam się bezskutecznie szukać znaczenia polskiego słowa lub wyrażenia w słowniku angielsko-polskim? Zapewne setki razy. A im bardziej wyszukane i skomplikowane, lub przeciwnie, im bardziej potoczne było to słowo/wyrażenie, tym pewnie trudniej było Wam je odnaleźć w takim słowniku, czyż nie? Jak często zarzuca się Wam użycie wyrazów w nieodpowiednim kontekście? Jeśli często, to wiedzcie, że w dużej mierze jest to wina korzystania ze słowników dwujęzycznych. Czy jest na to jakieś remedium? Owszem, nieocenioną pomoc niosą nam w tym przypadku słowniki jednojęzyczne, angielsko-angielskie.

Słowniki angielsko-angielskie nie podają co prawda polskich odpowiedników poszukiwanych terminów, ale doskonale przekazują ich znaczenie w formie opisowej definicji, przez co uczą, pozwalając lepiej utrwalić w pamięci nowe słownictwo. Rodzi się jednak pytanie: czy każdy, bez względu na poziom zaawansowania językowego, jest w stanie zrozumieć definicje szukanych słów i wyrażeń? Bez obaw. Hasła tworzone są przy użyciu dość prostego języka i chociaż początkujący użytkownik języka angielskiego może mieć jeszcze kłopoty z posługiwaniem się słownikiem jednojęzycznym, tak już średnio zaawansowany użytkownik języka nie tylko poradzi sobie z jego wykorzystaniem, ale również wyciągnie z tego wiele korzyści. Słowniki jednojęzyczne zawierają ogromny zasób kilkudziesięciu tysięcy haseł z ilustracjami, milionem przykładowych zdań ukazujących zastosowanie słów oraz najczęstsze połączenia z innymi słowami (kolokacje). Można w nich także znaleźć podział wyrażeń na najczęściej używane w języku mówionym oraz w języku pisanym.

Zakup tego typu słownika to inwestycja na długie lata. Trzeba jednak dodać, że inwestycja kosztowna. Dla tych, którzy nie mogą sobie na to pozwolić, mamy dobrą wiadomość. Większość wydawnictw udostępnia swoje zbiory bezpłatnie na stronach internetowych. Wersje te są objętościowo porównywalne ze słownikami w wersji drukowanej, a co więcej – są stale aktualizowane. Wyszukiwanie haseł on-line jest niezwykle szybkie i praktyczne. Dodatkowym atutem są także nagrania wymowy oraz ciekawe sekcje pozwalające utrwalać poznane słownictwo, takie jak krzyżówki, gry językowe i „słówka dnia”.

Poniżej zamieszczamy adresy internetowe najpopularniejszych angielskich słowników jednojęzycznych, zarówno języka ogólnego jak i specjalistycznego:

Internetowe wersje wydawnictw papierowych:

Słowniki internetowe języka ogólnego:

  • One Look – najbardziej znany serwis umożliwiający jednoczesne przeszukiwanie ponad 700 słowników różnego rodzaju (ogólnych, specjalistycznych, skrótów itd.): www.onelook.com
  • Dictionary.com – konkurencyjna multiwyszukiwarka połączona m.in. ze słownikiem angielskich synonimów i antonimów: www.dictionary.com

Internetowe słowniki specjalistyczne:

  • Art Dictionary słownik bogato ilustrowany zawierający ponad 3600 terminów z zakresu sztuki i architektury: www.artlex.com
  • Słownik amerykańskiego rapu największy w Internecie słownik z tej dziedziny: http://www.rapdict.org

Już dziś zacznijcie korzystać ze słowników jednojęzycznych – to jednocześnie nauka, wygoda i rozrywka. Polecamy serdecznie!

17
Kwi

„Stoję w kolejce w Liroju”, czyli o błędach w wymowie wyrazów obcego pochodzenia

Jak powszechnie wiadomo, język nie ma jednej stałej postaci, lecz ciągle ewoluuje pod wpływem innych języków i kultur. W polszczyźnie coraz większą obecność zaznaczają wyrazy pochodzenia obcego, w szczególności angielskiego, hiszpańskiego czy włoskiego. Warto korzystać z dobrodziejstw, którymi obdarzają nas języki obce, jednak wszystko należy robić „z głową”. Przez niedbałość użytkowników języka błędy językowe, których można by uniknąć, niepotrzebnie się mnożą i utrwalają. Dlatego też, niesieni poczuciem misji, postanowiliśmy zrobić zestawienie najpopularniejszych źle wymawianych przez Polaków zapożyczeń. Jak się okazuje, jest ich całkiem sporo.

Maggi

Przyprawa ta znana jest doskonale w każdym polskim domu. Wielu polaków nie wyobraża sobie bez niej niedzielnego obiadu. Jest doskonałym dodatkiem do zup i sosów. Nie można jednak powiedzieć, że poprawna wymowa jej nazwy jest równie rozpowszechniona, co sama przyprawa. Nie jest to „magi”, jak mawia większość, lecz „madżi”. Zbitkę dwóch spółgłosek „g” w języku włoskim, z którego wywodzi się ta nazwa, wymawia się bowiem tak, jak polskie „dż”

Sushi

Japoński przysmak przygotowywany z ryżu, alg, owoców morza i świeżych warzyw to jak się okazuje nie „suszi”. Prawidłowa wymowa tego słowa to „suśi”. Co ciekawe, wbrew powszechnej opinii, nazwa ta nie oznacza w języku japońskim surowej ryby, lecz coś kwaśnego w smaku. Odnosi się zatem do octu, którym doprawia się wodę do gotowania ryżu.

Tortilla

Danie kuchni hiszpańskiej, z którego nazwą Polacy mają niemałe problemy. Ile razy słyszy się bowiem o „tortilli”? Jednak jedyna prawidłowa wymowa to „tortija”, ponieważ zbitkę głosek „-ill” odczytujemy w języku hiszpańskim jak polskie „–ij”.

Jalapeño

Ta papryczka sprawia problem nie tylko przez swój ostry smak, ale również przez trudną wymowę swojej nazwy. Aby poradzić sobie z jej ostrością, popijajmy ją mlekiem, a zamiast „dżalapeno” czy „jalapeno” mówmy poprawnie: „halapeńo”.

Mojito

Ile razy będąc w barze usłyszeliście: „Jedno modżajto, proszę!”. Zapewne niezliczoną ilość razy. Zapamiętajmy: zamawiając ten drink, należy poprosić barmana o „mohito”.

Caffè latte

Kawa, której nazwa nie wydaje się trudna do wymówienia. Polacy mają jednak tendencję do tworzenia bardzo dziwnych form jej odmiany. Spotkamy się z „kafe lejt”, „kafe lajt”, a nawet z „kofi lejt”. Jedyną poprawną formą tej nazwy jest jednak „kafe late” (z akcentem na ostatnie sylaby).

Latte macchiato

Nie można też nie wspomnieć o caffè latte z podwójną ilością mleka. I tu nasza inwencja twórcza nie zna granic. Często nazywamy tę kawę „late maciato”, „late macziato”, a nawet idąc tropem caffè latte – „lejt macziato”. Poprawnie należy jednak mówić: „late makjato”.

Espresso

Kolejna kawa na naszej liście. W przypadku tej wymowa jest dokładnie taka sama jak pisownia, czyli „espresso”, choć wielu z nas, sugerując się nazwą maszyny do kawy, czyli ekspresem, uparcie dodaje do nazwy „k” i mówi o tej kawie „ekspreso”.

Carrefour

Robiąc zakupy w tym sklepie, nie powiemy o nim „kerfur”, lecz „karfur”. Wszystko dlatego, że jest to sieć sklepów francuskich, a nie amerykańskich czy angielskich, jak mogłoby się wydawać.

Leroy Merlin

Choć większość z nas powie „liroj merlin”, to zdecydowanie bardziej poprawnie jest powiedzieć „lerła merlę”. Taka wymowa bierze się z francuskiego pochodzenia tej marki sklepów.

Auchan

„Aszan”, „auchan” oraz najbardziej popularne w naszym kraju „oszołom” – żadna z tych transkrypcji nie jest poprawnym zapisem wymowy nazwy tej sieci francuskich sklepów. Prawidłowo tę nazwę powinno się wymawiać „oszą”.

Delete

Gdy chcemy usunąć coś z komputera używamy klawisza, którego nazwę wymawiamy „dilit”, a nie ja się powszechnie przyjęło „dilejt”.

Java

Nazwę tego oprogramowania często przekręcamy, wymawiając ją jako „jawa” lub „dżejwa”. Tak naprawdę jednak za jedyną poprawną wymowę uznaje się wersję „dżawa”.

Bluetooth

Kolejne słowo, przy wymowie którego kreatywność Polaków jest naprawdę godna podziwu: „blutacz”, „blusus”, „blutucz”, „blutut”, „blutu” – to tylko kilka z dziesiątek wersji wymowy tego słowa. Najbliższa oryginału, ze względu na różnice fonetyczne w języku polskim i angielskim będzie jednak wymowa „blutuf”.

Wi-fi

Skrótowce tego typu również sprawiają Polakom nie lada problem. Czy wymawiać je tak jak w języku oryginalnym (czyli „łaj-faj”), czy też posługiwać się polską fonetyką (czyli „wi-fi”)? Za spolszczeniami przemawia fakt, że wyrazy te funkcjonują w naszym języku już dłuższego czasu i przyjęły się już w uzusie. Można więc używać obu wersji, gdyż obie będą poprawne.

Legginsy/leginsy

Zapożyczenie, które stopniowo wypiera polskie „getry” i którego wymowa notorycznie jest przekręcana. Pamiętajmy więc, że prawidłowa nazwa to „leginsy”, a nie „ledżinsy”. Słowo to pochodzi bowiem od angielskiego słowa „leg” („noga”), a nie „jeans” („dżinsy).

Jak widać lista wyrazów obcych wymawianych z błędami jest bardzo długa, a to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Jeśli kiedyś przyjdzie Wam usłyszeć którąś z niepoprawnych form, o których wspominamy wyżej, nie wahajcie się, poprawiajcie je. Nie przyczyniajcie się do mnożenia błędów. Skoro język polski i tak zalewany jest przez falę zapożyczeń, to dbajmy chociaż o ich poprawną wymowę. Dbajmy o poprawność języka.

17
Mar

Język angielski – współczesna lingua franca?

W dobie globalizacji, międzynarodowa komunikacja jest nieodzownym elementem naszego życia codziennego. Być może stąd właśnie bierze się potrzeba nauki języków obcych i tłumaczeń. Czy w obecnych czasach jesteśmy jednak w stanie porozumiewać się jednym uniwersalnym językiem, czy różnice międzykulturowe są zbyt duże? I czy istnieje współczesna lingua franca? Spróbujemy znaleźć odpowiedzi na te pytania.

Potrzeba globalnej komunikacji sięga już czasów starożytnych. Narodziła się w Europie już w okresie Cesarstwa Rzymskiego, a następnie rozwijała się w średniowieczu. Wtedy to rolę lingua franca przyjęła łacina. Był to język uczonych elit. Łacina królowała zarówno na uniwersytetach, na dworach królewskich, jak i w kościołach oraz klasztorach, które były ważnymi ośrodkami życia politycznego, naukowego i duchowego. Innymi słowy, używając współczesnej terminologii, można stwierdzić, że łacina stała się międzynarodowym językiem komunikacji średniowiecznej Europy.

Czasy się zmieniły, a świat ruszył naprzód. Łacina zaczęła stopniowo wymierać wypierana przez języki narodowe. Dziś jednak znów mamy do czynienia z tendencją oddalania się od języków narodowych na rzecz jednego wspólnego, uniwersalnego języka, którym, na dzień dzisiejszy, jest język angielski. Nasuwa się jednak pytanie czy język angielski ma już status lingua franca, jaki miała łacina w czasach średniowiecznych? Wydaje się, że tak.

Język angielski to dziś język o zasięgu światowym. I choć znajduje się dopiero na trzecim miejscu wśród języków nauczanych jako pierwsze, to okazuje się, że jako drugi język, czyli język nabyty, dominuje na całym świecie. Jest bowiem wybierany przez wiele krajów wielojęzycznych (zwłaszcza postkolonialnych) na język państwowy, urzędowy czy jako język edukacji w szkołach i na uniwersytetach. Według wyliczeń Davida Crystala, brytyjskiego językoznawcy i autora książki zatytułowanej English as a global language, liczba osób posługujących się językiem angielskim jako pierwszym, bądź drugim językiem wynosi ok. 800 milionów. Kanadyjski badacz roli języka angielskiego w świecie Howard Richler twierdzi z kolei, że aż półtora miliarda ludzi na świecie porozumiewa się w języku angielskim. Jednak nawet bez powoływania się na badania dotyczące powszechności użycia tego języka pewne jest, że jest to język najczęściej używany, nauczany i rozumiany na całym świecie. Pod względem liczebności użytkowników konkurować z nim może jedynie język chiński (w dialekcie mandaryńskim). Dzieje się to jednak za sprawą dużej liczby mieszkańców Państwa Środka, a nie przez rozpowszechnienie tego języka na świecie. Wobec powyższego, nawet Chińczycy zdają sobie sprawę, że chcąc uczestniczyć w globalnej gospodarce i być znaczącym partnerem politycznym, biznesowym i handlowym na arenie międzynarodowej (np. dla Stanów Zjednoczonych i krajów Europy Zachodniej), muszą znać język angielski. W krajach azjatyckich takich jak Chiny, Japonia, Korea Południowa czy Indie naukę tego języka wprowadza się więc już od najmłodszych lat szkolnych. Znajomość języka angielskiego w Ameryce Północnej jest z kolei oczywista. Mimo że w Kanadzie drugim językiem oficjalnym jest francuski, a w Stanach Zjednoczonych rosną w siłę języki mniejszości narodowych (w przeważającej części hiszpański), język angielski jest nadal językiem dominującym. Nieco inaczej sytuacja ma się w Ameryce Łacińskiej i Południowej. Hiszpański i portugalski, czyli języki natywne, nadal są tam dominujące. Wynika to z dość znaczącego ubóstwa panującego w państwach Ameryki Południowej – rządy państw tego kontynentu nie inwestują bowiem w językowy rozwój obywateli. Australia i część państw afrykańskich to byłe kolonie brytyjskie, co w dużej mierze wyjaśnia rozprzestrzenienie się języka angielskiego na tych terenach. Na ostatek pozostaje jeszcze Europa. Na Starym Kontynencie angielski z uwagi na fakt bycia jednym z oficjalnych języków w strukturach unijnych pełni przede wszystkim rolę polityczno-ekonomiczną. Jest to również główny język komunikacji w turystyce.

Badania językoznawców dowodzą, że język angielski jest współcześnie głównym „pożyczkodawcą” dla wszystkich języków świata, choć przez ostatnie tysiąclecie był jednym z języków, które najwięcej zapożyczały od innych. Wspomniany wcześniej Richler dowodzi, iż angielskie słownictwo, które jest obecnie jednym z najbogatszych na świecie, zawiera jedynie 34% słów pochodzenia anglosaskiego, natomiast aż 40% jego słownictwa pochodzi z języka francuskiego. Pozostałe słowa pochodzą zaś z około czterystu różnych języków świata (np. indiańskich czy afrykańskich).

Tę bardzo ogólną i pobieżną charakterystykę języka angielskiego można by podsumować stwierdzeniem, iż jest to język bardzo otwarty na inne. Być może to właśnie ta cecha czyni go narzędziem globalnej komunikacji. Wielu specjalistów-językoznawców (choćby wspomniani wcześniej Crystal i Richler) sądzi, że angielski już stał się współczesną lingua franca. My całkowicie się z tym zgadzamy. A Wy?